trzesienie ziemi

http://www.seismo.ethz.ch/redpuma/redpuma_ami_list.html
podaje na stornie trzesienie o magnitudzie 5.5-czy to jest silne
trzesienie ziemi i czemu nie powiedzieli o fali tsunami jesli bo bylo ono
w rejonie wysp sandwich?
31Jan2005 13:56:38.4 56.1S  27.4W113 M =5.5 M*NEI SOUTH SANDWICH ISLANDS
REG1427
czy to zalezy od glebokosci trzesienia ziemi?



W tym rejonie bardzo często występują trzęsienia ziemi, więc to nic
nadzwyczajnego. Trzęsienie o sile 5,5 stopni nie powoduje powstania dużej
fali tsunami, nawet gdy ma miejsce na morzu lub oceanie. Aby można było
mówić o tsunami to musi być co najmniej 7 stopni jeśli chodzi o ten rejon
świata (a i nawet po takim wstrząsie fala tsunami nie byłaby jakimś większym
zagrożeniem). Jeśli chodzi o głębokość wstrząsu, to ma to wpływ na wielkość
i siłę powstałej na jego skutek tsunami (czym bliżej powierzchni tym większa
siła). W grudniu 2004 trzęsienie w pobliżu indonezyjskiej Sumatry miało siłę
9 stopni a powstała na jego skutek fala tsunami w niektórych miejscach
osiągała wysokość 17m. Dla ciekawostki fala tsunami po wybuchu wulkanu
Krakatoa na Indonezji miała wysokość 40m.


     

  co grozi w amerykanskiej armii za spowodowanie wypadku ?

maszyn utracily USA w wypadkach w tym roku ?
Bo wydaje mi sie ze znacznie wiecej niz wieloletnia srednia za 50 dni,
bedzie cos kolo 8 - 10 ?



tak na prędce to:
07.01 - 2 Super Hornety E/F nad Zatoką Perską,
15.01 - F-16C block 30J u południowych brzegów Flrydy
16.01 - MH-53 Sea Dragon - Teksas -3 ofiary
02.02 - F-15D Eagle na Hawajach
13.02 - EA-6B Prowler koło Guam
13.02 - AV-8B Harrier w Karolinie Pn.
20.02 - wczorajsze 2 F-15 C - 1ofiara
W międzyczasie kilka uszkodzonych śmigłowców w Iraku.

Spokojnie patrząc to sam lotniczy "plankton". Nawet Ospreye sprawiają
się nadspodziewanie dobrze. Wartościowe kosztowo i strategicznie
maszynki latają bez większych zgrzytów.

W sumie nic nadzwyczajnego prócz tego że tylko Harrier i Dragon
stracone na lądzie a cała reszta w morzu...
Ps. Dokładnie rok temu w ramach ciekawostki wyliczaliśmy datę
następnego straconego smiglaka w Iraku (co 4 dni) a dziś tam dla
lotników - niemal sielanka.

Poza tym US traci z tego co mu zbywa a cała reszta z tego co im
brakuje;-).


  Ulica.... jest sliska
Cytat: Napewno pomoże , zamykając oczy wyłaczasz jakieś bodzce (jakie dokładnie bodżce to nie wiem nie jestem lekażem)

To narząd równowagi który znajduje się w uchu wew. i sklada sie z 3 kanałów półkolistych, kazdy z nich jest do siebie prostopadly, srodek tych kanałów wypelnia limfa czyli plyn, a bodzcami są komórki zmyslowe wrazliwe na ruchy plynu oraz kamyki sluchowe. Wlasnie przed chwiląto na lekcji mialem , a i tak dla ciekawostki powiem ze choroba morska to raczej nie choroba tylko dowód na to ze narząd równowagi pracuje dobrze, co nie znaczy ze ten kto nie odczówa "choroby morskiej" ma uszkodzony narząd aczkolwiek moze znaczyc

A i jeszcze powiem na koniec ze nie mozna wylączyc tego naządu przez zamknięcie oczu, czy zaklejenie pempka , wogole sie na go wylączyc mozna jedynie go przyzwyczaic do np. fal morskich jesli sie duzo na morzu przebywa.

Pozdro

  Kolejny krok
Myślę, że powinniśmy w rozwoju naszej gildii poczynić kolejny ważny, jednakże banalny z pozoru (czy też może naprawdę) krok. A mianowicie stworzyć:

Najlepszą, największą, najbardziej aktualną, najlepiej wyposażoną, najobszerniejszą, najdokładniejszą:
Stronę o Rookgaardzie

Byłyby na niej wszystkie dostępne tabele/poradniki/tłumaczenia/informacje/ciekawostki/projekty/multimedia/itd.itd., które stworzyłą (albo stworzy) nasza gildia i inne gildie Rookstayerów.

Chciałbym aby cały dorobek lat pracy i odkrywania Rookgaardu został zamknięty w ogólnodostępnej pigułce. Lepsze od tibia.pl, rookgaard.pl, wpiszsecochcesz.pl, a jednocześnie dobre bo Rook Balancodowskie. Uther stworzył nawet taką stronę jednakże, była ona jedynie kopią rookgaard.pl, albo ograniczoną częścią tibia.pl.

Myślę, że możnaby robić wstępne plany co do tworzenia takiej strony, która byłaby perełką w morzu innych stron i lekarstwem na schorzenie "część informacji tu, część tam a jeszcze inna daleko gdzieś indziej."

Jeżeli wam się podoba projekt to napiszcie, zczenimy robić wstępny rozkład pracy.

     

  Konkursik morski !
Czy ktoś wie jak długo to pudło KĂśln dźwigał na plecach?! Jak wyglądało pływanie po otwartym morzu z tym 'czymś'?!



w zasadzie naruszam niniejszym prawa forum, gdyż odzywam się nie znając odpowiedzi na Twoje pytanie, ale muszę powiedzieć, że znawcy tematu (Breyer, Koop, Whitley) traktują w swoich pracach wspomniane eksperymenty na zasadzie ciekawostki, nie podając żadnych bliższych danych. Gwoli uściślenia ów śmigłowiec pojawił się na pokładzie "KĂślna" między pozorowaną operacją wsparcia artyleryjskiego (operacja "OstpreuĂźen" - ostrzał przylądka Ristna na wyspie Ozylia między 12.10. - 13.10.1941 r. - 14.10. zawinięcie do Gdyni {Gotenhafen*}) a przewidywanym wejściem do doku (01.03.1942 r.). Może któryś z "forumowiczów" dotarł do bardziej konkretnych danych? Na mój gust, to "KĂśln" chyba z tym "pudłem" w morze nie wychodził, a śmigłowiec wznosił się i lądował (ile razy??), kiedy krążownik znajdował się w bazie. Równoległe doświadczenia przeprowadzano jeszcze na "Drache" (eks jugosłowiańskim - "Zmaju").
Pozdrowienia

*) 13.10.1941 r. rzekomo bezskutecznie atakowany przez radziecki op "Szcz 323". Na krążowniku jednak nikt tego ataku nie zauważył (Whitley) - czyli coś na wzór casus "Tirpitz" vs. "K 21").

  Śmiechoty i humorasy
Sprawdzilem.

Zakladajac ze bakteria E. coli jest w przyblizeniu walcem o dlugosci 2µm i srednicy 0,8µm i przyjmujac jej gestosc za 1000kg/m³ (poniewaz w wodzie plywa swobodnie - nie tworzac filmow), wychodzi na to ze zeby zjesc ich kilo w ciagu roku musielibysmy wypic...

V=Πr²h gdzie r=0,4µm; h=2µm
V=Π(0,4µm)²2µm≈1,005µm³

m=ρV gdzie ρ=1000kg/m³; V=1,005µm³=1,0005*10^-18m³
m=1000kg/m³*1,0005*10^-18m³=1,005*10^-15kg

Tak wiec 1kg E.coli to w przyblizeniu 10^14 bakterii.

W kranowce, ktora jest dopuszczona do uzycia, moze sie znajdowac maksymalnie 20 bakterii na litr.

...10^14/20=5*10^12 (słownie: piec bilionow litrow wody),

czyli dziennie...

5*10^12/365≈1,3*10^10

...13 miliardow litrow wody.

Dla ciekawostki powiem ze to polowa jeziora bajkał.

Jezeli sie nigdzie nie machnalem, mozesz odeslac do nadawcy

Taki okazyjny zarcik:

-Kamandir! Ile wodki moze wypic nasz kompania?
-Uuu... mnostwo!
-Tyle co w bajkale?
-Uuu... wypijemy.
-Tyle co w czarnym morzu?
-Uuu... wypijemy.
-Tyle co w oceanie spokojnym?
-A to nie.
-Pa czemu nie?
-Ogorcow nie starczy.

  Różne takie, czyli dyskusje prasówkowe, krótsze lub dłuższe
Jakie ciekawostki? Podmieniłaś literkę, czy muszę do słownika zajrzeć


wiesz, nie zajarzylam- dobra jestes

Chyba holenderskie "polder" to tak samo po naszemu?
Nie wiem, jak nazwac te polacie ziemi wydartej morzu, ponizej poziomu morza
A ciekawostek to one maja mnostwo. Najbardziej lubilam jezdzic na lyzwach po zamarznietych polderowych kanalach, gdy tylko gorna czesc ciala wystawala ponad ziemie. Wygladalo jakby czlowiek ryl w trawie

M.

  Na Bałtyku tonie statek
Maciek Kotas napisał(a):

[quote]to moze jakies medyczne ciekawostki ? zwiazku z żeglasrstwem tz nie mają,
ale warto znać.
[/quote]
Pływamy po morzu i trochę głupio jest nazwać kontenerowiec tankowcem.
Jakoś tak nam chyba nie wypada? Tym z gór można to wybaczyć, ale ludziom
związanym z morzem? Raczej nie.

--
Marek Witbrot

www.ecdis.pl

  Na Bałtyku tonie statek
Użytkownik "Marek Witbrot" <mwitbrot@xxx.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:ervdp4$4d0$3@news.onet.pl...
[quote]Maciek Kotas napisał(a):
to moze jakies medyczne ciekawostki ? zwiazku z żeglasrstwem tz nie
mają, ale warto znać.
Pływamy po morzu i trochę głupio jest nazwać kontenerowiec tankowcem.
Jakoś tak nam chyba nie wypada? Tym z gór można to wybaczyć, ale ludziom
związanym z morzem? Raczej nie.
[/quote]
Nie przesadzasz? ja pływam dla przyjemnosci, i te duze stalowe kolumbryny
zupełnie mnie nie interesują poza tym na ile musza. Rozróznianie ich jest
dla mnie zbedne. Chybaze ktos jest pasjonatem:)) Ale nadal nie widze zwiazku
z zeglarstwem:)

--
pozdrawiam
Maciek "Skipbulba" Kotas
********************
"reglamentacja żeglarstwa jest zbędna"

  Na Bałtyku tonie statek
On Mon, 26 Feb 2007, Maciek Kotas wrote:

[quote]Użytkownik "Marek Witbrot" <mwitbrot@xxx.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:ervdp4$4d0$3@news.onet.pl...
Maciek Kotas napisał(a):
to moze jakies medyczne ciekawostki ? zwiazku z żeglasrstwem tz nie
mają, ale warto znać.
Pływamy po morzu i trochę głupio jest nazwać kontenerowiec tankowcem.
Jakoś tak nam chyba nie wypada? Tym z gór można to wybaczyć, ale ludziom
związanym z morzem? Raczej nie.

Nie przesadzasz? ja pływam dla przyjemnosci, i te duze stalowe kolumbryny
zupełnie mnie nie interesują poza tym na ile musza. Rozróznianie ich jest
dla mnie zbedne. Chybaze ktos jest pasjonatem:)) Ale nadal nie widze zwiazku
z zeglarstwem:)
[/quote]
Z con-ro może Ci na głowę spaść kontener, a na ro-ro może się otworzyć
furta i malowniczo zatonąć.

--
***********Jacek Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *

  Na Bałtyku tonie statek
Użytkownik "Jacek Kijewski" <jacek@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
news:Pine.LNX.4.64N.0702262148540.4907@goldenhinde.sail-ho.pl...
[quote]On Mon, 26 Feb 2007, Maciek Kotas wrote:
Użytkownik "Marek Witbrot" <mwitbrot@xxx.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:ervdp4$4d0$3@news.onet.pl...
Maciek Kotas napisał(a):
to moze jakies medyczne ciekawostki ? zwiazku z żeglasrstwem tz nie
mają, ale warto znać.
Pływamy po morzu i trochę głupio jest nazwać kontenerowiec tankowcem.
Jakoś tak nam chyba nie wypada? Tym z gór można to wybaczyć, ale ludziom
związanym z morzem? Raczej nie.
Nie przesadzasz? ja pływam dla przyjemnosci, i te duze stalowe kolumbryny
zupełnie mnie nie interesują poza tym na ile musza. Rozróznianie ich jest
dla mnie zbedne. Chybaze ktos jest pasjonatem:)) Ale nadal nie widze
zwiazku z zeglarstwem:)
Z con-ro może Ci na głowę spaść kontener, a na ro-ro może się otworzyć
furta i malowniczo zatonąć.
[/quote]
jak on se zatonie to ie moja sprawa, a kontener musiałby miec naped
odrzutowy. Nie pływam koło statków:)

--
pozdrawiam
Maciek "Skipbulba" Kotas
********************
"reglamentacja żeglarstwa jest zbędna"

  Na Bałtyku tonie statek
[quote]to moze jakies medyczne ciekawostki ? zwiazku z żeglasrstwem tz nie
mają, ale warto znać.
[/quote]

Twoja drwina (w ramach walki z tzw. off-topic'owaniem) jest jak kulą w
płot.... i jest wylewaniem dziecka z kąpielą...

gdzie, jak nie na grupie żeglarskiej, dyskutować o przypadkach
emergency i zdrowotnych specyficznych dla pracy na morzu, albo dla
żeglowania (zwłaszcza pierwsza pomoc w obliczu warunków na jachcie / na
statku i braku wielu środków i sił medycznych, które na lądzie dostępne
są...) ?...

  Na Bałtyku tonie statek
Użytkownik "ant" <highseas@usa.net> napisał w wiadomości
news:es43jq$gnn$1@nemesis.news.tpi.pl...
[quote]to moze jakies medyczne ciekawostki ? zwiazku z żeglasrstwem tz nie
mają, ale warto znać.
Twoja drwina (w ramach walki z tzw. off-topic'owaniem) jest jak kulą w
płot.... i jest wylewaniem dziecka z kąpielą...
gdzie, jak nie na grupie żeglarskiej, dyskutować o przypadkach
emergency i zdrowotnych specyficznych dla pracy na morzu, albo dla
żeglowania (zwłaszcza pierwsza pomoc w obliczu warunków na jachcie / na
statku i braku wielu środków i sił medycznych, które na lądzie dostępne
są...) ?...
[/quote]
A co do tego ma rozornianie kontenerowca od ro-rowca czy ro-lowca? Uparłes
sie Ant udowodnic ze zeglarza musza sie interesowac statkami. Mi osobiscie
statki i specyfika pracy na morzu jest doskonale obojetna. Ja zegluje dla
przyjemnosci. Intersuja mnie jachty. i wydaje sie ze od tego jest grupa
dyskusyjna żeglarska, zauwaz:"żeglarska" nie "marynarska" nie "transportu
morskiego" .
I nie jest to walka z offtopowaniem tylko stwierdzenie faktu.
--
pozdrawiam
Maciek "Skipbulba" Kotas
********************
"reglamentacja żeglarstwa jest zbędna"

  [ot] Re: Po co komu festiwale
Marecki, Marcin pisze:
[quote]Chcialem sie podzielic ciekawosta odnosnie calego zdarzenia.
Wialnie się dowiedziałem, ze odnaleziono mój portfel, który utracilem gdzies na tratwie.
Były tam karty kredytowe, prawojazdy kasa.

A co do ciekawostki to pakunek zostal odnaleziony, po 20 dniach dryfowania, na morzu na polnoc od Gotlandii. Awaria miala miejsce 15Mm na wschod od wybrzeży Szwecji. Czyli paczuszka podróżowała sobie na zachod.

Ciekawa podroz. Poprosiłem policje o zdjęcia pakunku, wiec będę wiedział co to dokladnie za rzeczy były. Znalezione prawojazdy i pieniadze mi odesla do domu. Reszta do smieci.
[/quote]
Heh, po strzaskaniu Rzeszowiaka, dokumenty przymusowo wodowały w plecaku
jednego załoganta. Plecak gdzieś przepadł, utonął, cokolwiek, cholera
wie... Wysztrandowały się na litewskiej plaży po 21 dniach dryfowania. W
dokumentach była legitymacja szkolna, na jej adres je odesłano. W
dokumentach owych, ku potencjalnemu niezadowoleniu niektórych był
dziennik jachtowy...

Pozdrawiam,
Wuj Bart.

  Hindusi trzymają sie mocno?
http://wiadomosci.onet.pl/1240181,2678,2,kioskart.html
a tam taki fragmencik:
"ogłoszono ... plany budowy lotniskowca za 660 milionów dolarów. Będzie to pierwszy okręt tego typu wybudowany przez kraj rozwijający się, a jednocześnie największy poza Europą i Ameryką. Flota indyjska zamierza też wziąć w leasing od Rosjan dwie nuklearne łodzie podwodne i wybudować ogromną bazę morską, z której będzie strzec szlaków wodnych na Morzu Arabskim."
Mysle że może to być dobry wstep dodyskusji o flocie wojennej Indii. Co o niej sądzicie? Zalety, wady, ciekawostki?

  Zabawa




ja chce psa pływającego w morzu

  Wydarzenia w Polsce,a czasami coś jeszcze - od 28.listopada
Przegapiłam 2 ciekawostki z poprzednich dni.

11 maja 1936 - pierwsze zawinięcie do Gdyni polskiego statku pasażerskiego,transatlantyku MS Batory.(Jednostka bliźniacza MS Piłsudski.)

Data wodowania: 3.lipca 1935
Data oddania do eksploatacji: 23.kwietnia 1936
Data wycofania ze służby:1.lipca 1969



12 maja 1926 - do Gdyni wpłynął pierwszy polski statek towarowy SS Wisła-masowiec o napędzie parowym o nośności 830 ton (DWT).

Zbudowany w 1908 w Szwecji, został zakupiony w 1922 przez polskie Towarzystwo Żeglugowe "Sarmacja". Był to pierwszy polski statek, który zawinął do nowo budowanego portu w Gdyni 12 maja 1926. 10 października 1926 został wyrzucony na mieliznę na Morzu Północnym na skutek sztormu, po czym został sprzedany do Szwecji i wyremontowany. Pod banderą szwedzką nosił nazwę "Runa", następnie w 1956 sprzedany do Chile jako "Lontue". Skasowany w 1961.

  ciekawostki...
Tysiące bananów na plaży
Tysiące niedojrzałych bananów wyrzuciło morze na plaże holenderskich wysp Terschelling i Ameland w archipelagu Wysp Fryzyjskich na Morzu Północnym. Owoce pochodziły z przepływającego w pobliżu kontenerowca, który w trakcie sztormu zgubił część ładunku. Kilometrowy odcinek plaży na wyspie Terschelling był dosłownie usłany bananami. Podobnie było na sąsiedniej Ameland. Pewnie każdy z mieszkańców ma już kiść - opowiadał Gossen Buren z władz żeglugi. Wyjaśnił, że ponieważ owoce są jeszcze całkiem zielone, nie spróbował ich, by sprawdzić, czy nie są słone. Mieszkańcy wysp przywykli do najróżniejszych przedmiotów wyrzucanych na brzeg. Rok temu na plażę wypłynęły tysiące tenisówek, aluminiowych pojemników i zabawek. Z kolei 20 lat temu można było przebierać w wyrzuconych przez morze swetrach. W środę na plaże także wyszło wielu poszukiwaczy okazji, jednak było ich mniej niż wtedy, gdy woda wyrzuciła trampki - powiedział Buren. Dodał, że nie wiadomo jeszcze, co stanie się z bananami. Niektórzy mieszkańcy proponowali, by podarować je pobliskim ogrodom zoologicznym.


  Grecja wakacje 2006
Wbrew pozorom:
1.Gdańsk-Łęczyca ok 330 km. (jadą na euforii)
2.Ł-Słowacja(zazwyczaj Zvolen ,w tym roku Trenczyn) ok 600-700-(obietnica zabalowania na Słowacji)
3.Sł-Serbia (obietnica balu w Serbii)ok 600 km
4.Serbia-Grecja ok. 500 km(obietnica kąpieli w morzu i kalmary+wino w tawernie)
Potem z górki.
Poza tym zdecydownie ciekawostki na trasie+cukiernie. I jakoś jedziemy.
Prowadzę ja(Żona trochę się bała-może w tym roku poprowadzi).

  Syberia na motocyklu
Drogi Panie
To ze na motocyklu nie jezdze od 50 lat nie czyni mnie gorszym lub maloodpowiedzialnym chlopcem bez wyobrazni.
Motor to moje ostatnie zainteresowanie, przedtem byl spadochron,zeglarstwo i rejsy po morzu polnocnym i baltyku (nie polecam poczatkujacym zeglarzom) , nurkowanie i inne ciekawostki.
Podroze na wschod (rowniez daleki) tez nie sa mi obce.
Doceniam zatem sugestie choc wlasciwie nic z nich nie wynika poza tym ze kiwasz palcem - mowisz oj oj i piszesz o haftowaniu:).
Raczej nie wyjezdza sie w taka podroz bez przygotowania ale na szczegoly typu "igla do szycia" jest jeszcze czas - nie sadzisz?
Moje bestroskie podejscie wynika z tego ze jest to pomysl a jak pewnie wiesz z wlasnego doswiadczenia (lub nie) od pomyslu do realizacji jest dosc dluga droga.
Dziekuje zatem slicznie za sugestie, lecz jesli moge sobie czegos zyczyc to wolalbym konkretniejsze (np czemu to na Vulkanie mam miec wiecej pokory niz na innym moto)
i bez zbednego zadzierania nosa poprosze:) wszak jestesmy ludzmi i z natury nie jestesmy doskonali.
Pozdrawiam

  Czy to już początek rozpadu Ukrainy?
To najpierw kolejny link:
http://www.volyn.com.ua/?rub=4&article=1&arch= - to informacja o sporze ukraińsko-rumuńskim o szelf roponośny na Morzu Czarnym. Trybunał w Hadze rozstrzygnął konflikt po myśli Bukaresztu, przeprowadzając korzystną dla Rumunów delimitację. Kompartia już żąda postawienia Juszczence zarzutu zdrady za zgodę na naruszenie konstytucyjnie gwarantowanej integralności terytorialnej państwa.

A te poprzednie to faktycznie ciekawostki - wywiad z synem Bandery, analiza współpracy Tymoszenki z Symonenką na forum Rady Najwyższej. Ot takie drobiazgi, żebyśmy wiedzieli o czym rozmawiamy.

  karate dla ludzi w kwiecie wieku:-)

Nie kazdy bedzie w takiej formie pod 70-tke ale najwyrazniej widac ze to mozliwe!

To mało jeszcze widziałeś... Parę lat temu, za namową przyjaciela brałem udział w treningach a później kąpieli prowadzonych przez gdański Klub Morsów na plaży w Jelitkowie. Generalnie najpierw była rozgrzewka (rozciąganie, pompki, podskoki, różne takie) trwająca około 30 - 60 min , potem kto chciał to grał ok. 1 h w piłkę nozną na plaży (ja nigdy w nogę nie lubiłem grać, toteż zajmowałem się bieganiem w ogóle się nie chwalę, ale parę km się biegało ). No i przychodzili tam rozmaici ludzie...
Jeden gość - w wieku okolo 60 lat, jak sam twierdził zaczął ćwiczyć "niedawno, kilka lat temu" czyli po 50-tce Krępy mały staruszek, ze wspaniałą rzeźbą, jakiej nie powstydziłby się żaden sznujący się kulturysta. Facet np. wskakiwał na drążek z nachwytem, podciągał nogi w "scyzoryk" (kąt prosty z tułowiem) i w takiej (niezmienionej !) pozycji podźwigał się okolo 30-tu razy. Następnie zeskakiwał na ziemię, gdzie wykonywał około 100 pompek, potem znów na drążek, tym razem w podchwycie, obowiązkowy "scyzoryk" i machał znów jakieś 30 x podciągając się... Wszystko w jednej serii ! No ja nie miałem więcej pytań do tego pana...
Inny z kolei gość - jak się dowiedziałem 74 lata przychodzil codziennie na plażę, biegł z Jelitkowa do Gdyni i z powrotem ! (to razem może jakieś 20 km brzegiem) a następnie bez względu na pogodę i porę roku pławił się w morzu. No panowie... Czy ktoś z Was da więcej.. ? Facet biegał we wszystkich maratonach jakie pojawiały się w kraju
Z jeszcze innym dziadkiem 68 lat, emerytowany kapitan służb specjalnych przerzucaliśmy żelastwo (sztangi, hantelki, ogólnie siłówka) które podówczas było dostępne w klubowym domku. Taka mini-siłowienka. No panowie: jakieś tam gabaryty mam, do najmniejszych ludzi nie należe, parę kilo też potrafię szarpnąć do góry.. Ale ćwicząc z Leonem (taki na imię miał, poważnie ) to ja musiałem ciężar odejmować... Gwoli ciekawostki: Leon miał długofalowe okresy chlania wódy, czyli znikał na parę tygodni - potem wracał, odbudowywał formę, nic nie pił - a po paru tygodniach treningów znów "dawał w kanał" :drinking: Oczywiście to akurat nie było jego chwalebną cechą charakteru..
Tacy goście tam ćwiczyli...

  Kształt Ziemi... czyli okrągła, czy może jednak płaska :)
W jednym z tematów postaramy się przedstawić jak to się stało, że mamy gdzie nurkować, a dokładniej skąd wzięły się planety i inne ciekawostki przestrzenne...

Trochę na temat kształtu Ziemi.
Jeżeli przyjąć, że wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu, to trzeba pamiętać, Ziemia była kiedyś "nieco" cieplejsza. Grawitacja i ruch obrotowy (przyjmijmy, że mimo wszystko Ziemia jest okrągła ) spowodowały, że stygnąca Ziemia przyjęła kształt niemal kulisty.

Średni promień kuli ziemskiej wynosi 6371km, przy czym promień biegunowy (połowa najkrótszego odcineka łączącego dwa bieguny - górę i dół kuli ziemskiej, liczona do jej środka) 6356,775km, a promień równikowy (czyli taki jaki możnaby zobaczyć w formie linii prostej, po przekrojeniu kuli ziemskiej na dwie równe połówki poziomo - promień byłby połową odcinka łączącego dwa przeciwległe końce przekrojonej kuli ziemskiej) 6378,160km.

Różnica pomiędzy nimi wynosi ok. 21,5km, a spowodowana jest tym, że Ziemia nie jest zupełnie sztywną bryłą, a jej wnętrze jest płynne. Obracając się, rozciąga się ona na równiku - tak jak glina na kole garncarskim.

Przewaga lądów na półkuli północnej oraz ich skupienie się w pasie środkowym, a na półkuli południowej na biegunie, sprawia, że skorupa ziemska jest nieco obniżona w tych rejonach, natomiast znajduje się wyżej na biegunie północnym i w środkowych rejonach półkuli południowej. To rozłożenie ladów powoduje, że przy różnicy ok. 15m pomiędzy wyniesieniami, a obniżeniami, nasza planeta jest niemal idealną sferoidą.

Wbrew temu co zazwyczaj sądzimy, powierzchnia Ziemi jest nimal płaska.
Najwyższy szczyt Mount Everest ma wysokość 8848m nad poziomem morza. Największa dziura w morzu - głębina Challenger na dnie Rowu Mariańskiego na Pacyfiku ma ok. 11km. Jeżeli podzielć te liczby przez średni promień Ziemi (6371km), to stosunek stosunek wysokości do średnicy wyniesie 0,00139 dla szczytu oraz 0,00173 dla rowu.

Mając to na uwadze możemy zabawić się z globusem Gdyby miał on promień 0,5m, to najwyższa góra miałaby na nim 0,07cm wysokości, a nasza super otchłań 0,086cm głębokości. To, że wcześniej napisaliśmy, że Ziemia jest płaska jest w tym ukladzie prawdą, mając na uwadze relację najwyższych i najglębszych jej punktów do jej wielkości...

Tak się zastanawiamy na ile tego typu materiały będą dla Was interesujące... Dla nas jest to świetna powtórka i sposób na utrwalenie tego i owego, więc będziemy pisać choćby dla samego pisania

Mamy nadzieję, że nie pozostaniemy z tym sami...

  Pogoda w Hurghadzie
ysłany: 23-04-2005, 09:12 Zmień/Usuń ten post
ciekawostki pogodowe zazwyczaj mają tu miejsce zimą: styczeń, luty, marzec - to okres różnych "dziwadeł" afrykańskich tymczasem...

wczoraj wieczorem zerwał się bardzo silny wiatr wiejący z kierunków północnych, pasażerowie lotu z Warszawy mieli atrakcje w formie przelotu przez burzę z wyładowaniami pomiędzy Kairem, a Hurghadą...

a rano...
nad Hurghadą ciężkie deszczowe chmury - w tej chwili (7.55) mamy pełne zachmurzenie i mocno ograniczoną widoczność.
Lotniskowa stacja meteo określiła pogodę na dzisiaj tak: wiatr bardzo słaby z kierunków PN, możliwe burze z wyładowaniami.

Realnie wygląda to tak, że w tej chwili wiatru praktycznie brak prędkość ok. 4-6km/godz, kier. zach-pn -zach
temperatura 30st
wilgotność 40%
ciśnienie 1008 hPa - stabilne
długość dnia: 13 godz - jutro dzień będzie dłuższy o kolejną 1min i 27sek
wschód słońca 5.13 - zachód 18.13
księżyc w 98% pełni

Najbliższy tydzień (nikt tego nie wie, ale spróbujmy przepowiedni ):
do środy zachmurzenie i wiatr z prędkością nie przekraczającą 15km/godz
temp. 29-32st

od czwartku bezchmurnie, wiatr bardzo słaby 3-5km/godz, temp. 32st

Noce stały się cieplejsze - temp. ok 20-22st, ale nieco bardziej wietrzne - warto zabrać jakiś polar kiedy planujemy "nocne akcje". Na morzu w nocy temp. może spaśćdo 12-15st - warto o tym pamiętać wybierając się na safari...

Woda Cool
temperatura 23-24st - stale rośnie
stan morza 2
widoczność zmienna 18-25m
pływają różne straszliwe potwory - kilka dni temu Alien spotkał 3 krowy morskie - ten to ma szczęście Evil or Very Mad
miejsca znane jako "sypialnie rekinów" opustoszały ze względu na rosnącą temp. wody - te straszliwe bestie można spotkać na rafach zewnętrznych gdzie straszą swoim widokiem biednych, bezbronnych nurków...

  Koniec Świata - 21 grudnia 2012 o godz. 11:11
Ktoś może powiedzieć:Jak to! A trąby powietrzne w Polsce?Przecież to nienormalne!Otóż w okresie od początku czerwca do konca sierpnia takie zjawiska w naszych szerokościach są jak najbardziej normalne.Rzecz jasna nie są aż tak"powszechne" długotrwałe i gwałtowne jak w środkowych stanach U.S.A. niemniej pojawiają się i nie ma wtym nic dziwnego.Chodzi o to,że obecnie są po prostu "bardziej zauważalne".80 lat temu uwiecznienie trąby w Polsce graniczylo z cudem natomiast teraz,gdy co druga osoba posiada telefon z kamerą cyfrową zjawiska te są częściej rejestrowane póżniej pokazywane w mediach jako ciekawostki i przez to ktoś może odnieść wrażenie,że występują zdecydowanie liczniej niż powiedzmy na pocz. lat 90.
Podobnie huragan Catrina czy potężne trzęsienia ziemi jak to,które przed dwoma laty wywołało fale tsunami na Oceanie Indyjskim nie są żadną miarą kuriozalne.Od dawna ostrzegano,że miasto Nowy Orlean, jest bezpośrednio narażone na dzialanie niszczycielskiej siły huraganów, a mimo tego nie posiada odpowiedniego systemu zabezpieczen.Jakimś dziwnym trafem,cyklony tropikalne łaskawie oszczędzały stolicę jazzu aż do zeszlego roku...Fale tsunami to także nihil novi sub sole.I błędem jest mniemanie,że ich występowanie ogranicza się jedynie do obszarów basenu Oceanu Spokojnego czy Indyjskiego.Europa, choć rzadziej, także ponosiła skutki straszliwych fal tsunami. Pierwszego listopada 1755 roku Lizbona i wiele miast wybrzeża atlantyckiego została zniszczona trzęsieniem ziemi i następującym po nim potopem spowodowanym tsunami. Zginęło kilka tysięcy osób.Fala wracała kilka razy powodując kompletny chaos. To właśnie w wyniku tego chaosu wybuchł pożar niszczący miasto przez pięć dni w skutek którego zginęło ponad 10.000 osób. Mniejsze fale tsunami dotarły także do wybrzeży Francji, Irlandii, Wielkiej Brytanii, a także aż Belgii i Holandii. Stosunkowo często, choć o niewielkiej sile, występują fale tsunami na Morzu Śródziemnym, zwłaszcza przy wybrzeżach Północnej Afryki (Algeria, Marokko), gdzie strefa przybrzeżna wykazuje stale niewielką aktywność sejsmiczną.27 sierpnia 1883 r. o godz. 10.02 nastąpił wybuch wulkanu Krakatau o gigantycznej, niespotykanej dotąd sile.Najbardziej tragicznym skutkiem wybuchu było powstanie olbrzymich fal tsunami. Ich wysokość w Cieśninie Sundajskiej sięgała nawet 40 m. Spośród 36 417 (znanych) ofiar erupcji, ponad 35 000 zginęło wskutek ich działania. Na wybrzeżach Jawy i Sumatry zniszczonych zostało 165 wiosek.

  Kij w mrowisko - czy Kanał Zatoka Zalew jest potrzebny?
panta_rei napisał(a):
[quote]Świadomie, albo i nie Krzysztof Wroblewski napisał(a):

To tak na poczatek wyjasnien o jaki port chodzi i o jakiego rodzaju straty.
Gdyby te wyjasnienia okazaly sie dla Ciebie za trudne, pytaj dalej a ja
postaram sie to wyjasnic moze w sposob bardziej przystepny.

Khę.. to jako znawca tematu podaj nam proszę co i ile było
przeładowywane przed zamknięciem połączenia z Rosją.
[/quote]
i jakiej wielkości statki mogą tam wpływać.... Szczególnie z jakim
zanurzeniem. A co do artykułu jaki podesłałeś:

faktyczne, gigantyczny ten port. Całe 4 ha i 200 metrów nadbrzeża. Sęk w
tym, że nie widzę (ale słabo się znam i tylko raz tamtędy płynąlem)
wprowadzenia do tego portu statku tej długości, czyli jak ktoś wcześniej
pisał, zostają dwie o połowę krótsze barki. Możliwości przeładunkowe
podane w tym artykule też słabo powalają na kolana... 600 tys. ton
towarów masowych to zapakujesz na kilka statków, a 100 kontenerów to
brzmi jak dowcip... tyle to się stawia na pokładzie jednego
kontenerowca. Zaznaczam NA POKŁADZIE nie wspominając o ładowni.

Tak więc zrobiono porcik (bo portem to to ciężko nazwać) bez dostępu do
morza (nawet jak cieśnina była otwarta to i tak przez Zalew ze względu
na zanurzenie przechodziły tylko barki). Aby było śmieszniej to porcik,
który miałby przeładowywać towary masowe z wejściem nawet jakby
przekopać mierzeję trudnym i ryzykownym podczas gdy 50 km obok masz Port
Północny w Gdańsku który morze robić dokładnie to samo i jest na zatoce
co dla statku oznacza prawie to samo co na otwartym morzu, a w którym
załoga ostatnimi czasy siedzi i się nudzi i dla zabicia czasu pisze na
newsy, zastanawiając się kiedy z braku towarów dostanie wymówienie...

Aha... tak w ramach Ciekawostki.... rzeczny Port Praski w Warszawie ma
kilkakrotnie więcej nadbrzeży niż ten "nowo wybudowany port(cik)
morski"... :-O

--
pozdrawiam
Krzysztof Chajęcki "meping"
www.sy-rana.komp-druk.pl - czarter jachtu na zatoce Gdańskiej i Bałtyku

  Okręty podwodne PRL
Jaka była flota podwodna w okresie PRL-u? Na początaku tworzyły ją przedwojenne jeszcze okręty. Ze Szwecji przypłyneły podwodne stawiacze min "Ryś" i "Żbik" które wyremontowane służył do 1955, z W. Brytani przycholowano "Wilka" w 1952, ale jednostak ta została szybko złomowana. Najdłuzej służył flocie blizniaczy okręt "Orła"-"Sęp" . Ten był wykorzystywany aż do 1969. Pytanie na ile te jedostki były dobre, a na ile poprostu musiano je wykorzystać bo nic innego nie było?
Połowa lat 50-tych to zwiekszenie ilości okretów podwodnych. PMW otrzymuje serie małych okrętów podwodnych radzieckiego typu M-15. Są to „Ślązak", „Kaszub", „Kurp", „Krakowiak", „Kujawiak". W końcu mieliśmy małe okręty, zdaniem wielu idealne na Bałtyk. Czy były takie w rzeczywistości? Pływały raczej krótko bo tylko dekade. Nie sprawdzały sie? A może nie w konstrukcji tkwił problem ale w stanie technicznym tych jedostek gdy trafiły do naszej floty? W każdym razie "maluszki" odeszł a na ich miejsce wróciły okrety wieksze (średniej wielkości). Następny krokiem był zakup oketów typu 613. Były to „Orzeł" (II), ORP „Sokół" (II), ORP „Kondor" i ORP „Bielik". Stanowił podstawe floty podwodnej aż do lat 80-tych. Potem to już Foxtroty i Kilo.
A wiec co sądzicie o flocie podwodnej PRL? Które okręty były niezłe, a które wrecz przeciwnie. Czy pomysł z małymi okrętami podwodnymi sie nie sprawdził? Jezli tak to dlaczego? Po za ty mile widziane wszelkie ciekawostki, osiagniecia lub wpadki naszych op w omawianym okresie.
Przez polityke wszystko "tajne łamane przez poufne" okręty floty PRL nie były zbyt znane i dziś sie o nich prawie zupełnie zapomina a to przecież kawał naszej historii na morzu (a w tym wypadku pod wodą

  Atlas Ryb
Płoć



Budowa zewnętrzna:

Ciało w zależności od wieku ryby i rodzaju zamieszkiwanej wody mniej lub bardziej wygrzbiecone, ścieśnione w płaszczyznach bocznych. Linia brzucha pomiędzy płetwami brzusznymi a odbytową zaokrąglona. Początek płetwy grzbietowej na linii nasady brzusznych (tylko czasami minimalnie przesunięty ku tyłowi). Otwór gębowy wąski, ustawiony prawic poziomo. Oczy czerwonawe (znak rozpoznawczy płoci, która jest bardzo podobna do wzdręgi), koliste duże łuski, 39-48 (najczęściej 42-45) wzdłuż linii bocznej. W płetwach piersiowych po 16 promieni, w grzbietowej i odbytowej po 12-14. Zęby gardłowe jednorzędowe 5/6/-5. Grzbiet ciemnozielony, do zielononiebieskiego, boki srebrzyste z żółtawym połyskiem. W okresie tarła brzuch połyskuje czerwonawo. Płetwy piersiowe, brzuszne i odbytowa są czerwonawe. Długość 25-30 cm, maksymalnie 50 cm.

Występowanie:

Europejskie wody stojące i wolno płynące na północ od Pirenejów i Alp, aż po Ural i Syberię. W dopływach mórz Czarnego i Kaspijskiego oraz systemach rzecznych, uchodzących do Morza Egejskiego, w Maricy i Wardarze, występują cztery podgatunki płoci. W Morzu Czarnym i Azowskim występuje anadromiczna, żyjąca w słonawych wodach forma Rutilus rutilus heckeli, w Morzu Kaspijskim zaś Rutilus rutilus caspicus.

Tryb życia:

Stadna ryba porośniętej roślinnością przybrzeżnej strefy. Zimę spędza w spokojnych, głębokich miejscach. Pora tarła od kwietnia do maja. W tym okresie u samców występuje wysypka tarłowa. Ikra kleista o średnicy 1 mm (50000 do 100000 sztuk, u formy wędrownej do 200000) przyczepia się, podobnie jak świeżo wyklute larwy, do podwodnych roślin, korzeni oraz kamieni. Okres wylęgania 4-10 dni.

Odżywianie:

Małe organizmy zwierzęce oraz rośliny.

Ciekawostki:

Czy wiesz, że... inne, czasami całkowicie zapomniane nazwy płoci to... wandrówka oraz płotka.

Uwagi:

Na wodach PZW, jak również na wodach morskich nie posiada okresów ochronnych.

Ryby i prawo:

Wymiar ochronny:
Płoć - 20 cm

Rekordy:
Płoć - 2.2kg (Polski)

Normy medalowe:
Płoć - 1.1kg 0.9kg 0.7kg (WW)

  Zabawa zdjęciowa
Zdjęcie Janusza Panasewicza z lat dziewięćdziesiątych. Znaczy się, młody



Ja bym prosił Polaków w Morzu Czerwonym

  LETNIA GAWĘDZIARNIA
to tez fakt, bo jak narazie to lud deko oszalal na punkcie tej ciekawostki... pogodowej...

ja tam sie nie przejmuje i tak przede mna wakacje w tropikach to sie wygrzeje i nadomiar w przyzwoitych warunkach, tzn nie w betonie lecz w morzu i basenie... cale dnie w wodzie ale rozkosz

  Miliony al-Qaidy

------------------------------------------------------------------------
Co do wod miedzynarodowych to to jest tak:
------------------------------------------------------------------------

a) MORSKIE WODY WEWNETRZNE - stanowią czesc terytorium panstwa
nadbrzeznego. Znajduja sie one między ladem a morzem terytorialnym.
W ich sklad wchodza zatoki do 24-milowej szerokosci wejscia przy
najdalszym odplywie.

*tutaj prawo panstwa.

b) MORSKA STREFA PRZYLEGLA - nie stanowi terytorium panstwowego, lecz jest
czwscia morza pelnego, gdzie panstwo nadbrzezne moze sprawowac kontrole w
celu zapobiegania naruszenia jego przepisow celnych, sanitarnych,
imigracyjnych i skarbowych na jego terytorium lub morzu terytorialnym,
oraz gdzie może karac sprawcow naruszania tych przepisow. Strefa
przylegla nie moze siegac dalej niż 24 mile od linii podstawowej
mierzonej od miejsca najdalszego odplywu, od ktorej tez mierzy sie
szerokosc morza terytorialnego.

*tutaj prawo panstwa, to sa pierwsze 24 mile morza. Panstwo moze zakazac
poruszania sie obcym okretom.

c) MORZE TERYTORIALNE - do 200 mil od brzegu, wlicza sie w to morska
strefe przylegla.

*tutaj tez prawa panstwa, ale poddane pewnym ograniczeniom, np.
obowiazyje prawo swobodnego przeplywu i rozne inne ciekawostki.

c) MORZE PELNE - strefa, gdzie zadne panstwo nie sprawuje zwierzchnosci. Na
morzu pelnym obowiazuja wolnosci morz: wolnosc zeglugi, wolnosc
rybolowstwa, wolnosc zakladania kabli podmorskich i rurociagow, wolnosc
przelotu nad morzem pelnym, wolnosc badan naukowych oraz wolnosc budowania
sztucznych wysp i innych instalacji. Na podstawie tych wolnosci istnieje
prawo powszechnej represji piractwa oraz prawo poscigu. Aby jednak
poscig był zgodny z prawem, musi byc gorący i nieprzerwany, czyli musi
byc rozpoczety w chwili, gdy obcy statek znajduje sie na morzu
wewnetrznym, terytorialnym lub w strefie przyleglej panstwa zarzadzajacego
poscig. Ciagłosc poscigu jest przerwana, gdy uciekinier wplynie na
wlasne morze terytorialne lub morze terytorialne panstwa trzeciego. Nawet
gdy wplynie potem znowu na morze pelne, poscig nie może byc kontynuowany.

*Czyli z Morza Pelnego mozna pisac takie posty

Dno morz i oceanow poza granicami jurysdykcji panstwowej jest tzw. wspolnym
dziedzictwem ludzkosci, ale nie obowiazuja tam zadne prawa, poza
zwyczajowymi :)

*Czyli z habitatu ustawionego poza strefa SZELFU KONTYNENTALNEGO /200
mil dna/ mozna pisac takie posty

/habitat - domek nurkow, ale na dnie, bo np. ja jestem nurkiem ale
mieszkam w mieszkaniu, a nie w habitacie/

/czekam teraz az ktos zlosliwy napisze ze nurkowie mieszkaja pod mostem
i na dworcach :)/

------------------------------------------------------------------------
Co do terytorium panstwa to sa cztery rodzaje terytoriow:
------------------------------------------------------------------------

a)podległe suwerenno ci poszczególnych państw

*np. Polska

b)zależne, nie podlegające suwerenno ci żadnego państwa, lecz za których
stosunki międzynarodowe odpowiadają inne państwa

*np. Wyspy Owcze

c)nie podlegające suwerenno ci żadnego państwa, lecz dostepne dla
wszystkich panstw w celu ich dzialalnosci w zakresie okreslonym przez umowy
miedzynarodowe i prawo zwyczajowe

*np. Antarktyda, tad mozna pisac posty, ale trzeba miec panstwo.
Jednostka ludzka nie jest podmiotem prawa miedzynarodowego, wiec nie
moze byc uczestnikiem miedzynarodowych umow, na mocy ktorych stoi tam na
przyklad Polska staceja badawcza.

d)niczyje, które mogą być poddane suwerenno ci jakiego  państwa

*np. strefa demarkacyjna na 39' miedzy Koreami, strefy miedzyfrontowe /na
wojnie/, obaszary objete wojna domowa, dno morskie, wzgorza
Marsa, kosmos - stad mozna pisac posty ale sie fizycznie nie da.


  Jak wyjaśnić prosto potrzebę Ofiary Krzyża?
Pomóżcie zebrać myśli, żeby to wyjaśnić dzieciakom w prosty sposób.


Dzieciakom... hm... no spróbujmy... zalezy w jakim wieku sa dzieciaki, ale to najwyżej przykłady dostosujesz sobie

Że składanie ofiar to tak się pogańsko kojarzy, a przecież Bóg chrześcijaństwa jest zupełnie inny i przebacza za darmo, więc po co była jakaś ofiara.


To chyba jednak jakies większe "dzieci" skoro spodziewasz się porównan z poganstwem. ...taka mała dygresja i juz pisze na temat.

Bo bardzo często słyszy się coś takiego, że przecież Bóg mógł nam przebaczyć wszystkie grzechy bez śmierci Jezusa.


Ano wlasnie. tylko czy takie całkowicie bezwarunkowe podejście do wybaczenia byloby całkiem dobre?
Zobacz, gdyby twój brat poniszczył Ci lalki, a tatuś mu po prostu wybaczył to byłabyś zadowolona?
Czy jak w kalsie byłby jakis chuligan przezywajacy/bijący dzieci, zabierajacy drugie sniadanie czy wrzucajacy plecak do kosza, a wychowawczyni by mu po prostu wybaczała za każdym razem to czy dizeci uznałyby, że to dobra wychowawczyni?
a przeciez kazdy z nas robi złe rzeczy, popełnia jakieś grzechy moze np. woli grac na konsoli niz pomóc mamie, dokucza bratu/siostrze, przezywa kolega (zdarza sie chyba każdemu dziecku ) mozesz bez trudu wymyślic ze 100 innych przykładów (albo mozę one coś powiedzą, wiesz nic na siłę, ale trzeba dzieciom dac cos myslec, zastanowić się, powiedzieć, zadac pytanie, a nie tylko tłumaczyć).
Mozesz porozmawiac z dziećmi co o tym myśla, czy złe uczynki powinny być karane czy pozostawione bezkarnie?
Bóg jest sprawiedliwy i za zło karze, niestety, jest wina i jest kara (teraz niestety wychowawcy za bardzo karac nie mogą.. w ogole jakos karanie dzieci robi sie jakieś niemodne...)
Przez całe zycie to człowiek moze sobie nazbierac całkiem niezłą karę ale wcale nie trzeba tak dużo. Bóg ze złem nie chce miec nic wspólnego, tak ze nawet najmniejszy grzech jest juz przeszkodą. Możesz pokazac na przykładzie z biała kartką. Moze wiesz o co chodzi ale na wszeli wypadek najlepiej dać dzieciom białe karteczki i powiedziec, zeby zrobiły na tych kartkach kropke flamastrem (jakiś zapaleniec pewnie zrobi nawet z 10, ale nie wazne).
I teraz tak, nie ważne jakiego koloru zrobia kropke, nie wazne w którym miejscu, nie wazne ile (wystarczy jedna), a kartka juz nie jest biała i czytsta. A Bóg przeciez chce, żeby były "czyste" tak jak te karteczki zanim dzieci porobiły kropki, prawda?
No i własnie, kazdy człowiek popełnia te złe rzeczy, nie wazne ile, nie wazne jakiego rodzaju, a i tak traci kontakt z Bogiem (co ładnie pokazuje scenka z nitką: dwoje dzieci trzyma między soba rozciagnieta nitke, jedno bierze nożyczki i ja przecina, nie musi ciąć w niewiadomo ilu miejscach, wystarczy raz przeciąć, a połaczenia już nie ma). w efekcie każdy zasługuje na karę i zgodnie z zasadami sprawiedliwości powinien ją otrzymać.
dlatego ofiara Jezusa była potrzebna, on przyjał na siebie karę za innych. Za tych co w niegu uwierzą i przyjmą chrzest właśnie na odpuszczenie win. Dzieci lubia ciekawostki mozna wiec im opowiedzieć, że słowo baptismo (nie wązne, ze nie zapamiętaja, wcale nie muszą, chodzi nie o słówko, a cały kontekst), którym okreslano chrzest w dawnych czasach znaczy zanurzenie, ale nie tkaie zwykłe zanurzenie. Starożytni tym slowem okreslali zatonięcie statku (Tu można chwile pogadac o tym, czy np. starozytni grecy byli w stanie wyłowic zatopiny statek, albo zanurkowac do niego bardzo głeboko w morzu nie maja masek, butli itp.) czyli zatonał i przepadł, nie ma go wiecej i nie bedzie. I w ten sposób człowiek przyjmujac wiarę w Jezusa "zatapiał" swoje grzechy, swoje właśnie grzeszne życie, a nastepnie wynurzajac się rodził sie na nowo "z wody i Ducha Świętego.
Za winy ochrzczonego Jezus złozył swoją ofiarę, uchronił czlowieka od konsekwencji jego złych czynów. Natomiast od samego chrzescijanina wymaga świętosci, czyli zerwania z grzechem, ze złem. Czyli wiecie rozumiecie, zamiast sobie dokuczać trzeba się przeprosi ć itd. Niemal na pewno się pojawi cos w rodzaju: "dlaczego jak Jaś narozrabia to Jezus ma ponieśc za niego karę, a nie Jaś?" i to jest bardzo dobre pytanie. "A czy Ty Małgosiu chciałabys być surowo ukarana czy raczej wolisz aby Ci wybaczono?", to wybaczenie jednak stawia warunek całkiem nowego życia. .. i w ogóle pewnie sobie pogadasz.

  NEO PLUS nr 74 (Marzec 2005) w kioskach od 26.02.2005


Nie zwalniamy tempa, a dzięki Gran Turismo 4 nawet przyspieszamy, nowy numer wypełniony jest recenzjami i zapowiedziami najciekawszych tytułów nadchodzących tygodni i miesięcy. Odpalamy nitro i jedziemy!

SPECJAŁY

Brothers in Arms: Road to Hill 30
Ojczyzna znów wzywa, żołnierzu! Chwytaj swój wysłużony karabin i zasuwaj walczyć z nazistowskimi psami! Kolejny fpp o drugiej wojnie światowej mógłby wydawać się przegięciem, ale Gearbox zaprezentowali nowe podejście do tematu. Taktyczne, powolne i śmiertelnie wciągające.

Naukowe Granie
Wielu graczy marzy o nauczeniu się tworzenia gier, inni z kolei chcieliby swe analityczno-filozoficzne podejście do gier jakoś spożytkować dla dobra nauki i gier. Na Zachodzie i Dalekim Wschodzie są już odpowiednie studia, w Polsce jeszcze nie. Ale pamiętajcie - studiowanie, szczególnie tworzenia gier niewiele ma wspólnego z radosnym graniem całymi nocami!

NEWSY i JUŻ GRALIŚMY

Unreal Championship 2: The Liandri Conflict
Epic Games próbuje tchnąć nieco życia w odrobinę skostniały już schemat sieciowych fpp'ów. Przy okazji zapewni też rozbudowany tryb single, oczywiście. Nowy Unreal wyglądał będzie nierealnie, a reszty dowiecie się z tekstu - Już graliśmy!

Narc
Zły Porucznik to przy bohaterach Narc pikuś - kontrowersyjny projekt Midway'a pozwala nam wcielić się w gliniarza kroczącego po cienkiej linii między prawem i bezprawiem. Już braliśmy, znaczy się... Już graliśmy!

Haunting Ground
Kolejny horror ze stajni Capcomu, etatowego dostarczyciela hitów ostatnich miesięcy. Tym razem nie będzie strzelania do zombiaków lub odcinania głów demonom. A co będzie? Przeczytajcie naszą zapowiedź. Już graliśmy!

Ys: The Ark of Napishtim
Coś dla miłośników oldschoolowych japońskich erpegów. Oprawa wprawdzie będzie 3D, ale klimat pozostaje dwuwymiarowy. Już graliśmy!

A poza tym wysyp gier gangsterskich. Konami szykuje Crime Life: Gang Wars, Vis Interactive pracuje nad State of Emergency 2, Capcom pichci Beat Down: Fist of Vengance, a w Midway powstaje Fear & Respect ze Snoopem w roli głównej. Na szczęście gangsterka to nie wszystko. Będą też shootery fpp - Timeshift, Cold Winter oraz Delta Force: Black Hawk Down, dla miłośników sieczki wszelakiej też szykuje się sporo ciekawych tytułów. Phantom Dust, Castlevania: Curse of Darkness, Constantine, Rise of the Kasai, Red Ninja: End of Honor, Kessen III... A to i tak jeszcze nie wszystko - więcej w numerze!

RECENZJE

Gran Turismo 4 - Wreszcie mamy pełną, europejską wersję Gran Tursimo 4! Obszerna recenzja gry, która na długi czas sparaliżowała życie kilku redaktorom. A to dopiero początek, bo GT4 jest spełnieniem marzeń każdego miłośnika motoryzacji!

Star Wars: Republic Commando - niezwykle klimatyczny i świetnie wykonany fpp ze świata Gwiezdnych Wojen. Klony atakują!

The Punisher - Nadszedł czas ukarania kilku przestępców. W bardzo, ale to bardzo brutalny i krwawy sposób. Frank Castle nie wie, co to litość.

Devil May Cry 3: Dante's Awakening - Dante z wrodzoną młodzieńcom wiarą we własne siły i werwą rusza na kolejną krucjatę przeciwko demonom. Rzeź czas zacząć!

Oddworld: Stranger's Wrath - jedna z najlepszych i najbardziej niezwykłych gier ostatnich miesięcy najpierw spełniła, a potem przerosła nasze oczekiwania. Stranger wymiata!

NBA Street V3 - kolejna odsłona ulicznego basketu nie zawiodła. Prześliczna gra, masa fajerwerków graficznych i wiadra miodu. Skaczcie do góry!

Metal Gear Solid 3: Snake Eater - recenzja Grabarza...

The Legend of Zelda: Four Swords Adventures - czterech Linków rusza na oldschoolową przeprawę przez kolorowe lochy, pastelowe puszcze i malownicze zamczyska.

Cold Fear - dryfujący statek na rozszalałym morzu i tajemnica kryjąca się pod pokładem zalewanym wielometrowymi falami... Łapiecie ten klimat?

Suikoden IV - najnowsza odsłona sagi o Gwiazdach Przeznaczenia. Cieszy czy zawodzi?

A także: Champions: Return to Arms, FIFA Street, Nanobreaker, Donkey Kong: Jungle Beat i inne!

STAŁE
POCKET - najnowsze informacje o grach na GameBoy'a Advance, Nintendo DS i PSP.
GANGSTA'S PARADISE - nasi informatorzy w San Andreas dzielnie wygrzebują kolejne ciekawostki.
FIGHT CLUB - wrażenia z testowania dema Tekkena 5 oraz relacja z turnieju Impact w Toruniu.
PS one ZONE - czas odbezpieczyć spluwy i opchnąć przeciwnikom pare wiader ołowiu. Shootery tpp!
NEON - Ciekawostki i ciekawosteczki, gadżety, filmy, fachowe stronki www, felietony oraz, oczywiście, Wasz wkład w Neona!
FAQ i FORUM - między innymi rozwiązanie konkursu-zagadki z poprzedniego numeru! A także odpowiedzi na Wasze pytania oraz wyjątki z naszego forum - zapraszamy na http://www.neo-plus.pl/forum
RETROSPEKCJA - co było na topie pięć lat temu w Neo Plus?

That's all folks!
n+ crew

  Atlas Ryb
Łosoś atlantycki



Budowa zewnętrzna:

Ciało wydłużone o smukłym trzonie ogonowym. Łuski drobne, 120-130 wzdłuż linii bocznej, 11-15 (najczęściej 12-14) pomiędzy płetwą tłuszczową a linią boczną. Stosunkowo mała spiczasta głowa z szerokim wycięciem gębowym, sięgającym tylnej krawędzi oka. Wszystkie wyrostki skrzelowe pierwszej pary łuków skrzelowych są pałeczkowate. Płaszczyzna lemiesza bez zębów. Na jego trzonie występuje długi rząd zębów, łatwo wypadających wraz ze starzeniem się ryby. Dolna szczęka dorosłych samców zakończona jest chrzestnym, wykrzywionym do tyłu hakiem (kufa), wciskającym się głęboko w jamę podniebienia. Młode ryby, o długości do 15 cm, mają na bokach duże ciemne plamy i czerwone kropki. W morzu łososie mają na głowie i na srebrzystych bokach ciała czarne, okrągłe plamy. W okresie tarła u samic występują czerwone i czarne plamy, na czarnawym i brązowawym tle skóry. Boki są szarosrebrzyste. Samce są czerwonawe i brązowawe marmurkowane, z czerwoną częścią brzucha. Łosos atlantycki osiąga długość 50-120 cm, maksymalnie 150 cm.

Występowanie:

Przybrzeżne wody Europy od Morza Białego i Islandii poprzez Morze Północne i Bałtyckie do północnej Portugalii. W wyniku zanieczyszczenia rzek, do których wędrował na tarło, w wielu z nich jego populacja wyginęła.

Tryb życia:

Anadromiczna ryba wędrowna, niegdyś wstępująca na tarło licznymi stadami do rzek (również do Renu, Elby i innych) i ciągnąca nimi daleko w górę. Często wędrówka wstępująca z morza do rzeki rozpoczynała się już latem. Aby osiągnąć leżące w górnym biegu tarliska, ryby musiały pokonać wiele przeszkód. Zależnie od systemu rzecznego tarło odbywa się od listopada do lutego. W miejscu o silnym prądzie samica wykopuje uderzeniami ogona 2-3-metrowej długości jamę. Ikra po złożeniu przykrywana jest warstwą żwiru. Po tarle wiele łososi ginie. Z jaj o średnicy 5-7 mm po 70-200 dniach (w zależności od temperatury wody) wylęgają się larwy. Młode ryby pozostają w wodzie słodkiej od roku do 5 lat, po czym spływają do morza. Tutaj przebywają od roku do 3 lat, rosnąc - zależnie od obfitości pokarmu - szybciej bądź wolniej i gromadząc w tkankach zapas tłuszczu (czerwone mięso). Z chwilą podjęcia wędrówki do wód słodkich wzrost ulega zahamowaniu. Zapisuje się to na ich łuskach w postaci nieregularnych znaków (znaki tarłowe). Na ich podstawie można stwierdzić, ile razy w ciągu swego życia łosoś podejmował wędrówkę tarłową; najczęściej czyni to 1-2 razy.

Odżywianie:

W wodzie słodkiej - larwy owadów, skorupiaki, później także ryby (strzeble), w morzu - wyłącznie ryby (śledzie, dobijaki).

Ciekawostki:

Czy wiesz, że... inne, czasami całkowicie zapomniane nazwy łososia to... podrybek, klemp, klempiak, klink, klub oraz klęk.

Ryby i prawo:

Wymiar ochronny:
Łosoś atlantycki - 60 cm

Okres ochronny:
Łosoś atlantycki - 1.10-31.12

Inne limity:
Łosoś atlantycki - 2 szt

Rekordy:
Łosoś atlantycki - 31kg (Polski)

Normy medalowe:
Łosoś atlantycki - 12kg 10kg 8kg (WW)

  Ciekawostki Dropsa #2
Ponieważ intro zrobiło się zbyt długie , zakładam właściwe Ciekawostki Dropsa

Kajakiem przez Atlantyk

Paweł Napierała i Aleksander Doba
Fot. Dariusz GORAJSKI/ AG

Aleksander Doba i Paweł Napierała rozpoczęli we wtorek w Policach podróż życia. W 80 dni chcą kajakiem przepłynąć ocean

Jeśli im się to uda, będą pierwszymi, którzy dokonają takiego wyczynu na świcie. Wczoraj z przystani w Policach ruszyli w drogę. Jeżeli wszystko pójdzie planowo, wyprawę zakończą w lutym w Brazylii.

Doświadczony w wyprawach morskich policzanin Aleksander Doba ma 57 lat. Turystykę kajakową uprawia od ponad 20. Samotnie opłynął m.in. Bałtyk. Jest aktualnym mistrzem Polski w kajakarstwie górskim. Paweł Napierała to 35-letni pracownik Uniwersytetu Zielonogórskiego. Z wykształcenia filozof. To on dwa lata temu wymarzył sobie taką podróż.

- Skończyłem spływ kajakowy w Mrzeżynie - opowiada Napierała. Siedziałem na plaży, patrzyłem na morze i pomyślałem sobie: "chciałbym popłynąć trochę dalej". A jestem człowiekiem, który marzenia lubi przekładać na rzeczywistość. Olek najpierw patrzył na mnie sceptycznie, ale zobaczył, że szybko się uczę.

Długo układali plan trasy. We wtorek rano z Polic popłynęli kajakami do Szczecina. Stąd statkiem Euroafriki odpłyną w kierunku Zatoki Gwinejskiej, gdzie powinni dotrzeć po 18 dniach. Na plaży w okolicy Thema w Ghanie wsiądą do kajaków (około 4 grudnia) i ruszą w podróż w kierunku brazylijskiego Recife - trasa o długości 5 tys. km. To 80-90 dni wiosłowania po osiem godzin dziennie.

Aby odstraszać rekiny, wezmą ze sobą petardy. By uchronić się przed staranowaniem przez transatlantyki, na noc będą włączali radiolatarnię. Trudów może nie wytrzymywać organizm: podróżnicy spodziewają się kłopotów z krążeniem, drętwieniem nóg i palców. Dlatego znajomy fizjolog przygotował im specjalne ćwiczenia na rozluźnienie mięśni, tzw. gimnastykę izomeryczną. Boją się także upałów. Mają specjalny filtr do odsalania wody, telefon satelitarny i urządzenie satelitarne, które w razie potrzeby przez 48 godzin wysyła sygnał SOS. W nocy za pomocą specjalnych rur i lin będą łączyli kajaki. Na takim rusztowaniu umieszczony będzie materac, na którym będą spali na zmianę.

Ich kajaki to dwie specjalne morskie dwójki o długości ponad 5 m i 72 cm szerokości w najszerszym miejscu. Mają miniżagle potrzebne do utrzymania sterowności w nocy i dryfkotwy, czyli tzw. żagiel podwodny, który ułatwia sterowanie w razie silnych wiatrów. Każdy kajak wraz z załogantem i zapasami waży ok. 240 kg.

Atlantyk próbował przepłynąć w 1928 r. Niemiec kapitan Romer na kajaku nazwanym "Deutches Sport". W jednym z ostatnich etapów zginął w huraganie.

Wyprawy Aleksandra Doby

W 1989 r. jako pierwszy przepłynął Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia. Zajęło mu to 13 dni. Jako pierwszy opłynął też morską granicę Polski, przepływając z Polic do Elbląga.
W 1999 r. samotnie opłynął Bałtyk - 4227 km w 80 dni.
W 2000 r. na przystosowanym do pływania po morzu kajaku przepłynął ponad 5,4 tys. km na trasie Police - Narwik (Norwegia). Zajęło mu to 101 dni.

A teraz coś ode mnie.
Olek wierzę że Wam się uda !! Kolejne święta poza domem. Żona do tej pory nie wyrzuciał Cie z domu więc teraz też nie. A spotkanie w Brazylii z młodym Ptakiem może zaowocuje jakiś nowym zawodnikiem dla Pogoni <rotfl>

  Żałoby narodowe
soserious,

O moim życiu duchowym nie decydują politycy.
Jak widzę buzie naszych dobroczyńców narodu to wyłączam albo przełączam tv na kanał gdzie np. grają w piłkę nożną ,najlepiej na ligę zagraniczną .

Ostatnia żałoba narodowa jednak sporo dała mi do myślenia.
Czułem rozpacz po spaleniu się małych dzieci i starszych.

Nie chcę być żle zrozumianym i pleść głupot na kanwie tego koszmaru ale ...wygląd tego spalonego budynku w przybliżeniu mi przypomina wygląd ludzkiego sumienia po wieloletnich zaniedbaniach duchowych.

Tam budujący i odpowiedzialni za stan bezpieczeństwa nie robili całymi latami kompletnie nic aby można było w nim mieszkać bezpiecznie.
Podobnie jest z sumieniem ludzkim ,zlekceważone i poniżone ,zapomniane przez właścicieli dla ich wygody i dzisiejszej chwili radości.
Można krzyknąć w obydwu przypadkach : zobacz człowieku do czego prowadzi twoja ignorancja i bazowanie na własnym widzimisie!(albo głupocie)

Jeden pan z nadzoru budowlanego stwierdził ,że wygląd budynku z zewnątrz nie budził niepokoju.
Sumienie ludzkie,też z zewnątrz może sprawiać wrażenie wrażliwego ,tylko na czyje podszepty?

Nie tak dawno temu spłonął, częściowo dom moich rodziców ,na moich oczach.
Przy 20 stopniach mrozu nawet nie było czym gasić.

Dla poszkodowanych ,tym z ostatniej tragedi,tak naprawdę pomoc jest dopiero teraz potrzebna.Nie tylko materialna ,głównie duchowa.
Koszmar będzie ich prześladował przez całe życie.....

W przypadku moich rodziców nikogo nic nie interesowało,ubezpieczalnia umyła ręce(jak Piłat).
Gmina ani Caritas też się nie zainteresowali sprawą.
A prawda jest taka ,że człowiek ,nawet po smutnych przeżyciach zamyka się w sobie i nie pójdzie po prośbie ,chociażby miał zdechnąć jak pies pod płotem.
Bogu dzięki ,że moi staruszkowie tak wychowali swoich synów ,że w dwa okropne zimowe tygodnie doprowadzili dom do ładu i składu.
Lecz wiem ,że ich zabolało to ,że wiele osób ,którym spieszyli całe życie z pomocą i dobrym sercem ,potraktowało wszystko na zasadzie ciekawostki i przyjeżdzali oglądać zgliszcza .Jak do zoo.

Dlatego w chwili dla kogoś ciężkiej próby zachodzi potrzeba naszej bezinteresownej modlitwy ale i szczególnie pomocy fizycznej ,wsparcia dobrym słowem ,pomocy w choćby chwilowym zapomnieniu o tym co się wydarzyło, bo to są uczynki miłosierdzia jakich od nas wymaga Jezus Chrystus.

Co obowiązuje najbliższą rodzinę nie musi obowiązywać obcych ludzi ale w sytuacjach dramatycznych szybko ujawnia się czy jesteśmy ludżmi czy draniami,czy też niepojętnymi uczniami.

Kiedy widzimy ból drugich i równocześnie naszą bezradność,to co nam zostaje oprócz modlitwy?
Właśnie modlitwa jest jedynym rozwiązaniem w niejednej sytuacji wobec cierpienia.

Jedni się modlą inni denerwują.
Morzu cierpienia ,które jest wokół nas nie zaradzimy sami.
Co nam zostaje?
Polecić się Bogu.
Cierpienie jest najkrótszą drogą do mądrości ,a przez to do Boga.
Nie mylmy tylko ludzich zaniedbywań i niemądrości z Bożą Wolą.

  Tajemnica całunu z Manopello.
Odnaleźliśmy najcenniejszą relikwię chrześcijaństwa! – ogłosił niemiecki dziennikarz Paul Badde. I wiele wskazuje na to, że ma rację. Ta relikwia to mały kawałek płótna o wymiarach 17 na 24 centymetry.
Naukowcy nie znaleźli na tym obrazie śladów farby. W odpowiednim oświetleniu widać na nim twarz mężczyzny

Wyniki badań ojca prof. Pfeiffera, historyka sztuki z Uniwersytetu Gregoriańskiego, też są szokujące. Udowadniał on, że właśnie wizerunek z Manopello jest prawzorem, punktem odniesienia do wszystkich obrazów wczesnochrześcijańskich na Wschodzie rzymskiego imperium. A później także na Zachodzie, i to aż do początku XVII wieku. Obrazy wtedy malowane wciąż powtarzają ten sam kanon: pokazują oblicze mężczyzny z wąskim nosem i długimi włosami.

Praca ojca Pfeiffera przeszła jednak bez wielkiego echa. Bo kto rozsądny uwierzy, że tak ważny wizerunek wisi sobie w Manopello, zapadłej dziurze nad Adriatykiem? Światowa prasa donosiła o poglądach profesora Pfeiffera w rubrykach „ciekawostki

Całun z Manopello jest utkany z bardzo dziwnego materiału. Jest cienki jak pajęczyna i przejrzysty jak nylonowa pończocha. W cieniu ma grafitowoszary kolor, a w świetle jarzeniówek miodowozłoty. W jasnym świetle dnia twarz mężczyzny na obrazie robi się trójwymiarowa, jak na dzisiejszych hologramach. – Całun jest tak delikatny, że wydaje się, iż po zwinięciu go można by go zmieścić w łupince włoskiego orzecha – mówi Badde.

Dziennikarz ustalił najpierw, że to najprawdopodobniej bisior, zwany też morskim jedwabiem. Była to najdroższa tkanina starożytności. Jest o wiele delikatniejsza niż zwykły jedwab. Dzisiaj żyje już tylko jedna kobieta na świecie, która umie go wytwarzać. Badde dotarł do niej. To Chiara Vigo z wyspy Sant Antioco koło Sardynii. Przodkami Chiary byli Fenicjanie i Chaldejczycy. To właśnie te ludy przekazywały sobie „przepis” na morski jedwab. Żeby pozyskać nici bisioru, trzeba nurkować po żyjącego w Morzu Śródziemnym wielkiego małża – przyszynkę szlachetną. Mierzy on do 90 cm długości. Morski jedwab powstaje z wydzieliny jednego z jego gruczołów.

Chiara Vigo potwierdziła, że chusta z Manopello to bisior, i to najdelikatniejszy jaki w życiu widziała. Wyjaśniła też dziennikarzowi, że bisior można co prawda zafarbować purpurą, ale jest fizycznie niemożliwe namalowanie na nim czegokolwiek. Obraz nie jest też odbiciem twarzy. Bo gdyby był, to wizerunek miałby zupełnie inne proporcje, odbicie byłoby bardzo rozciągnięte i rozmyte. Jakim cudem powstał więc ten wizerunek?

Siostra Blandina widzi to tak: – Wizerunki z Turynu i Manopello są i zawsze pozostaną zagadką. Są one wynikiem cudu, jakkolwiek niechętnie używa się dziś tego słowa, zwłaszcza w kręgach znanych mi teologów – powiedziała Paulowi Badde.

Dwa dowody Zmartwychwstania

Gdzie w Ewangelii jest w ogóle napisane, że twarz Jezusa okrywał całun? Badde dokładnie wczytał się w tekst Ewangelii św. Jana. W rozdziale 20 jest scena, w której św. Jan biegnie rankiem w Wielkanoc do grobu Jezusa. „A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył”. Badde zwrócił uwagę, że chusta leżała zwinięta osobno. Co w niej takiego było, że Ewangelista w ogóle o niej wspomniał? I co takiego tam zobaczył, że „ujrzał i uwierzył”? Dziennikarz wyrobił sobie opinię, że jednym z „leżących płócien” jest wykonany z lnu Całun Turyński, a „zwinięta chusta” to wizerunek z Manopello.

  Węgorz
Widzę, że kolega Deo bardzo poważnie podszedł do tematu i wielkie dzięki dla niego, gdyż ten post bardzo wyczerpująco traktuje o temacie węgorza zawierając przy okazji ciekawostki, o których chętnie czytałem po raz pierwszy

Czy jest w naszych wodach bardziej tajemnicza ryba niż węgorz? Ryba wykazująca wyraźną zależność pór żerowania od faz Księżyca, ryba kochająca burze i błyskawice Kiedyś podejrzewana o wychodzenie nocą na pokryte rosą pola i wyjadanie grochu W każdej legendzie jest sedno prawdy - węgorz ma niesamowicie silną wolę wędrówki i potrafi wydostać się z pozoru bezodpływowych zbiorników wykorzystując choćby rury kanalizacyjne, tak zaciekle dąży do morza i tarła... Nieraz wędrujące węgorze zapychały takie miejsca... A w wilgotne noce jak najbardziej może na lądzie czuć się jak... ryba w wodzie Jak pisałem w temacie kormoranów dzięki oddychaniu powierzchnią ciała.

I faktycznie ciągle nie wiadomo, czy rzeczywiście w głębinach, na kilku kilometrach, pod Morzem Sargassowym rozród następuje. W Morzu Sargassowym bierze początek Prąd Zatokowy, a właśnie w nim pojawiają się przezroczyste listki wierzby z potężnymi szczękami (kiedyś nie kojarzone z węgorzem a brane za inny gatunek ryby ), skądś muszą się tam brać, nie? Wędrujące z nadajnikami tarlaki płynęły jednak tak głęboko, ze wszelkie impulsy ginęły... I wcale nie w strone tego morza, ale klucząc po Atlantyku, przy brzegach Afryki...

Warto też dodać, że węgorze mają niesamowicie wyczulony węch (udowodniono rozróżnianie trylionowej części zapachu, nasi psi pupile czy rekiny mogą się schować ), a dla tych, co złowią węgorza - że jego krew ma właściwości trujące Tak więc z poranionymi dłońmi lepiej za sprawianie tej ryby się nie zabierać (toksyczne właściwości krwi maja i inne nasze ryby, ale żadna w tym stopniu co węgorz).

W naszych wodach zaś wyraźnie występują dwie formy tego gatunku - węgorze szerokogłowe i wąskogłowe (ponoć rożnice wynikają z pobieranego pokarmu, ale... )

Nie wiem co zostało napisane w temacie kormoranów odnośnie węgorza i UE z pewnych względów , więc pozwolę sobie wkleić mały link co nieco zawierający w tym temacie dla ciekawych:

http://209.85.135.104/sea...lnk&cd=10&gl=pl

Na spadek pogłowia tej ryby w naszych wodach przede wszystkim ma wpływ horrendalna dziś cena materiału zarybieniowego - w latach 80-tych powszechnie i obficie zarybiano tym gatunkiem, gdyż... były to wówczas jedne z najtańszych zarybień Do Bałtyku i tak bowiem dociera znikomy procent węgorzyków, które kotłują sie w ujściach rzek Francji czy Wielkiej Brytanii Choć z pewnością niesprawne przepławki przy jazach i zaporach w wędrowce w górę rzek tym nielicznym, które dotarły tak daleko, nie pomagają..

  Bla, Bla, Bla
Każdy z nas wszystkich starał się, aby na ten czas przedświąteczny wypadł jak najlepiej. Wiadomo przygotowania trwały już wcześniej by zdążyć i usiąść przy tak uroczystym Wigilijnym stole. Niemało się natrudziliśmy by nasze, może jak najskromniejsze a zarazem i obfitsze jedzenie wypadło rewelacyjnie. Nie zabrakło wspaniałych wędzonek, wędlin i wiele, wiele innych smakołykach, by nie sposób wszystkich wymienić.
I ja będąc myślami o świętowaniu – nie spodziewałem się co może się jeszcze wydarzyć człowiekowi.
Wszystko było dopięte na ostatni przysłowiowy guzik.
Ostatnio częściej podróżowałem pociągami (dalekobieżnymi expresem i międzynarodowymi), tak w ogóle kogo to może obchodzić - nic nadzwyczajnego.
Wtorek wieczorem byłem pewny, że w środę wraz z rodzinką zasiądę przy wigilijnym stole jak obyczaj staropolski nam przypomina. A jednak nie - dostałem wiadomość, że w bardzo pilnej sprawie muszę wyjechać w środę. Nie - pomyślałem w pierwszej chwili że to jakiś żart, a to była jednak bolesna prawda, (człowiek wtedy zdaje sobie sprawę co to znaczy, przecież wiele osób tak spędza wigilię poza granicami kraju, ci co na morzu pływają, latają, mają służby i dyżury… . To oni wiedzą najlepiej jak to jest…). Rad nierad musowo się spakować, pomocną dłonią była druga połowica pakowała, pakowała. Zastanawiałem się - aż tyle, na drugi dzień wracałem do domu by spędzić dalsze święta. W środę wsiadłem do pociągu, ulokowałem się na swoje miejsce. By czas szybko mijał, wziąłem Pac Bella i przeglądałem różne wiadomości i ciekawostki…. Lecz ta chwila długo nie trwała, myślałem, że będę prawie sam jechał w przedziale. Kto by jeździł w taki dzień?
Na dzień dobry przyszło 5 osób, no to po moim przeglądaniu i czytaniu. Zamknąwszy Pac Belle wyciągnąłem słuchawki i puściłem cicho muzę . Przez około kilkanaście minut była cisza jak makiem zasiał , słychać było stukot mknących wagonów po szynach.
Niestety zaraz tą ciszę zakłóciła pani hm…średniego wieku z zwierzątkiem. Strasznie ubolewała nad nim, że się stresuje wśród tylu osób, „ nie bój się Pinio państwo nie zrobi ci krzywdę …”(a siedziała naprzeciwko mnie). Zwaliło mnie to z nóg, bo nikt nie zwracał uwagi na zwierzaka. Trochę stawało się męczące dla mnie i innych pasażerów. Zadawało mi się, że więcej stresu ten Pinio dostawał od właścicielki niż od nas. Niestety może nie powinienem mówić, ale to zrobiłem. Na szczęście śpiewał Krawczyk znaną piosenkę „Bo jesteś ty” puściłem głośniej aby wszyscy słyszeli, lecz słowa zmieniłem na tak: „ Na dworze mgła, wyskoczyła pchła, co ja mogę, gdyż gryzie mnie po nodze, myśląc że to psa…” Totalny odjazd śmiechu.
Reszta pasażerów chowała głowy pod kurtki coś szukali, by nie dać po sobie znać. A pani z znowu do Pinia „Mój ty biedaku, pańcia kąpie, karmi najlepszym jedzeniem, ty nie masz pchełek,. To pewnie w wagonie są …” Pasażer wtrącił się w gadkę i powiedział „Już wiem co powie Pinio o godzinie 24” Ja dodałam „że stresował się bardzo…” Po chwili inny pasażer powiedział jej wprost „Pani bardziej stresuje Pinia niż my, proszę zostawić w spokoju i nie marudzić” Zaraz przeprosił kobietę, za wyrażenie swojej mocnej opinii. Tak Pani przestała narzekać, Pinio się wyciszył. A ja mogłem spokojnie przeglądać i czytać ….
Przypadkiem zerknąłem przez szybę i zobaczyłem pierwszą gwiazdkę, a w oddali było słychać śpiew kolęd, pomyślałem wtedy że muszę to zrobić przecież to już czas na wieczerze wigilijną . Wstałem mając w dłoni opłatek i rzekłem do pani „pierwsza gwiazdka już wzeszła na niebie , czy mogę się połamać opłatkiem”? Z zdziwieniem odpowiedziała , że „Tak|” I ze wszystkimi połamałem się opłatkiem. Zrobiło się tak rodzinnie, swojsko że aż łezka zakręciła się w oku . Wyciągnąłem rybę by ją zjeść a po chwili (nie powinienem tego robić tradycja i nie tylko) swojskie wędzonki i wędlinę.
Ten zapach błyskawicznie podziałał na innych. Wzrok tych osób nagle skierował się w moją stronę - raczej tego co leżało na stoliku. Od razu usłyszałem wspomnienia, wzdychania innych pasażerów, jak to dawniej jadali takie prawdziwe swojskie rarytasy…
Cóż innego pozostało mi jak się podzielić wędliną i wędzonką i tak podzieliłem się z pasażerami. Z jaką gracją jedli, to trzeba było widzieć. Ja raczej skromnie rzekłem że są jeszcze w sklepach takie swojskie wędliny i wędzonki. Gdzie tam takich to ze świecą szukać przegadali mnie. Co jeszcze to został mi plasterek kiełbasy gdzie dałem pieskowi co zjadł i się oblizywał (a pani twierdziła że nie zje, hm zależy co….?). A na koniec to już przepał zrobiłem (pewnie zostałem ukarany) wyciągnąłem 1 roczną Cytrynówkę. O to już wtedy byli szokowani, powaliło ich z nóg degustacji i rozmów nie było końca. Wtedy języki się rozkleiły pani od Pinia śpiewała kolędy, my też pomagali w tym . Jedynie ja co nie piłem, byłem przeziębiony i brałem leki.
I tak czas nam zleciał wszyscy rozstaliśmy się w…. co niektórym z lekka uginały się kolana (to pewnie z przejedzenia, zmęczenia i śpiewania kolęd) . Sorki ale 40 stopniowa gorączka i kaszel nie pozwala pisać. Skończę jak ..

  Chile
Hola Amigos!!!!
Jak mowi stare marynarskie porzekadlo, nigdy nie ufaj chudemu kucharzowi. Nowemu kucharzowi mozna zaufac bezgranicznie, zajmuje soba znaczna czesc kuchni. Troche przypomina dzabe z gwiezdnych wojen. Przyslowie przyslowiem, ale jezeli jego wyglad jest wynikiem jego kuchni - to mi troche to odbiera apetyt i mobilizuje do codziennych cwiczen. Ktore nota bene moge lepiej teraz wykonywac, bo wraz ze zmiana zalogi dotarla tez moja skakanka, no i reszta mojego bagazu. Kurde jak sie czlowiek w takich sytuacjach cieszy!!! Zapomina sie o tych 3 tygodniach niedogodnosci i sie czuje jak by sie dostalo paczke z domu lub nawet od wujka z Ameryki za komuny. Chociaz paczka z domu bardziej pasuje bo w koncu sam ja pakowalem, tylo tyle ze nie bylo w niej zadnego listu. Moja biblioteczka wzbogacila sie o pare knizek, w sumie jakies pol metra bierzacego (moja mama przelicza moja ksiazki na metry wiec jakos mi sie ten termin we lbie zaszczepil) Wiec mam co czytac, nie musze juz po 3 filmy dziennie ogladac!! No i kurs hiszpanskiego tez mam w koncu (chociaz idzie mi on jak krew z nosa). Nie obylo sie bez strat. Podczas tego trzytygodniowego eksodusu mojgo bagazu, butelka z szamponem do wlosow sie otworzyla. Wiec gorne warstwy ciuchow i plecak caly sie nasaczyl garnierem. W sumie moja wina, bo kupilem z bezsensownym otwarciem szampon, ale z drugiej strony teraz nie jest tak latwo kupic ze zwykla nakretka czy to szampon czy to paste do zebow a te zatyczki sa bardzo awaryjne. Swoja droga to zachodze w glowe, jak prawie cale pol litra szmponu wylalo sie tak dokladnie, w butelce praktycznie nic nie bylo, zawsze mam problem zeby do konca oproznic butelke z substancjami o takiej konsystencji a tu nawet w srodku nie bylo szamponu na jednorazowe mycie. musialem wziac od razu prysznic z plecakiem zeby nie straszyc zapachem szamponu gwanako w andach i kuguarow oraz innych jaguarow (podejrzewam ze od tego leniwce by z drzewa pospadaly). Tak patrzac na ta brudna wode splywajaca pod prysznicem z plecaka tylko sobie pomyslalem, jakie to ciekawostki teraz do Pacyfiku splywaja. Bo i piasek sachary tam pewnie jest i skaly wulkaniczne Islandii i pewnie drobinki skal z Kaukazu, no i pewnie bloto z puszczy piskiej. Ale nic, juz tak nie capi szamponem wiec jest ok, w sumie dobrze, ze nie mialem zadnego smierdzacego czegos w plecaku - to wtedy smrod by bylo ciezej usunac ale pewnie by tak nie straszyl dzikich zwierzakow Widac, ze mi troche w plecaku grzebali bo rzeczy byly poprzestawiane a ksiazki troche pomaskarowane grzbiety ale nic, wazne, ze chyba jest wszytko. Muj drug iz Rasiji nie mial tyle szczescia, na lotnisku musileli mu ukrasc z torby maszynke do strzyzenia wlosow, papierosy i plyty CD z filmami. Raczej moje stare ciuchy i ksiazki najczesciej po polsku nie wydaly sie nikomu atrakcyjne.

Korzystajac z okazji, ze dotarl do mnie klucz do rurkonosych swiata, zaczalem studiowac wiedze na temat latajacych tutaj ptakow, no i dostalem glupawki. Jednak nadmiar wiedzy moze byc szkodliwy. Mam tu ksiazke o ptakach morskich z 1983, jest tam wymienione 93 gatunki rukonosych, a w tej nowej z 2007 juz 137 gatunkow!!! 25 lat i takie cudowne namnozenie gatunkow!!! A naukowcy bija na alarm, ze jest masowe wymieranie. Moim zmartwieniem bylo odroznienie albatrosa wedrownego od krolewskiego A sie okazuje ze teraz w "grupie albatrosow wedrownych" sa 4 gatunki a w "grupie albatrosow krolewskich" - dwa - i wszytko baaardzo podobne do siebie. To jest tak jak banda taksonomow i genetykow zaczyna maczac swoje lapki w cos, co nie jest zbyt skomplikowane, ale chca to jeszcze bardziej odkomplikowac, no i wychodzi cos takiego. Nic teraz bede musial rewidowac wszytko od pocztku, co tu widze. A albatrosy latajace za nasza burta maja to gleboko w kuprach czy sa albatrosem wedrownym czy snieznym czy jeszcze jakims innym.

Jak juz pisalem pare dni temu odbyla sie wymiana czesci zalogi, mamy nowego kapitana, tez Golandca, jak to bracia ze wschodu gadaja. Jest spoko, przynajmniej nie krzyczy i gadac z nim mozna normalnie. Koles wyglada jak szrek. Tylko go machnac na zielono olejna i do uszu wstawic male lejki. Moglby troche schudnac, bo wyglada jak baaaardszo dobrze odzywiony szrek a pozatem ma chyba z ponad 2 m wysokosci. Czyli naszym kapitanem jest ogr, na szczescie spoko.
Doszedl tez ciekawy element z Litwy. Dwoch kolesi, ktorych juz 3 miesiace temu spotkalem na statku, co dowozi ludzi na lowisko. Jeden z nich to Tatar z Klajpedy ale nie z tych Tatatrow polsko-litewskich, tylko tych z Tatarstanu. Czyli tych co rozwalili Bulgarie wolzansko-kamska. Z czego koles jest bardzo dumny, tzn. z osiagniec swoich przodkow i ze przez dluzszych czas na nich nie bylo mocnych. No i jest Zenia, Polak mieszkajacy w Klajpedzie, ale majcy rodzine (zone i dzieciaki ) na Bialorusi. Czyli gosc jedna noga jest w Litwie druga u batki Lukaszenki, a jest Polakiem. W koncu mam z kim gadac po ludzku!!! A koles fajnie gada w takim wilensko grodzienskim dialekcie.
Od tygodnia szukamy ryby i od tygodnia nic nie lowilismy, wiec mam ciagle labe. Tak szukajac tych ryb po oceanie, to sobie mysle, ze nasza neolityczna natura lowiecko zbieracka nic a nic sie nie zmienila. Tylko zamiast z dzida za zajacem plywamy tym stalowym kolosem, naszpikowanym sonarami, sondami i radarami za rybami, ale podstawowe zasady sa takie same. No moze z tym wyjatkiem ze nie jestesmy tak narazeni na glod w razie porazki, jak nasi przodkowie. Ale sukces polowonia czy zbierania zalezy od tak wielu czynnikow i jest w ogole nieprzewidywalny.
Przez to ze nie ma ryby, to istnieje ryzyko, ze szybko sie skonczy moja przygoda na morzu. Tzn. jak ryby nie bedzie, to pewnie za jakies 2 tygodnie bede mogl byc na ladzie, ale rownie dobrze bede mogl byc za 1,5 miesiaca!! Tylko jest jeszcze jeden problem. Ja ciagle nastawialem sie, ze wyjde na lad w Chile i se zwiedze Patagonie. Ale okazuje sie, ze diabli biora moje plany. Bez sensu bralem tylko przewodniki po Chile i Argentynie. Jest duze ryzyko, ze wysadza mnie w Limie albo w Panamie. Z Peru jeszcze luz - mam jakas mape i przewodnik, wzialem na wszelki wypadek, ale na temat Ameryki Srodkowiej nie mam nic - wiec to bedzie wielka improwizacja, ale coz niezaplanowane wycieczki sa najlepsze:-) Z braku laku zamiast Patagoni i nandu i pingwinow, moze byc selva jaguary, zupa z malpy, ara z ogniska i a w Anadach swinka morska z rusztu i zamiast popkornu prazone mrowki:-)

I jeszcze na koniec info o moim rekinku ktorego zlapalem ostatnio. Ogladal jego fotke jakis taksonom holederski i koles ostro sie napalil jak zobaczyl tego potwora. Stwierdzil ze to jest prawdopodobnie nowy gatunek swiatlodubca. Jak to sie potwierdzi to bedzie niezle. Tak na marginesie taki maly kawalek bialka i tluszczu nasaczony amoniakiem a sprawia tyle radosci:-)

To nic pozdrawiamn do wstrieci!!!
Tomasz ibn Jaqb


  Bitwa o Midway
Jak nie ma żadnych dowodów to mogą sobie snuć różne teorie. Jest to prawdopodobne, choć równocześnie i nie.



Oczywiście Danielu. Teza Pieresleginów dla mnie jest niefalsyfikowalna, nie można jej (przynajmniej w świetle znanej mi literatury) ani obalić, ani potwierdzić. Napisałem o niej na zasadzie ciekawostki, bo stanowi dość błyskotliwe, oryginalne wytłumaczenie zagadki, której pewnego wytłumaczenia nie mamy. Ale BTW, argument o braku bliźniaka i niekompletnym dywizjonie też mnie niestety nie przekonuje. Np. 1 DL działał wcześniej bez "Kagi" na Oceanie Indyjskim (tzn. "Akagi" - wiadomo, nie bliźniak, ale coś jakby "przyrodni brat"), a rzeczonym, osamotnionym "Kagą" też próbowano gonić okręty Halseya podczas rajdu Dolittle?a.

Bo według informacji po Koralowym zatonęły 2 lotniskowce US więc za co kara?


Amerykanie informację o przetrwaniu przez Yorktowna bitwy na Morzu Koralowym ogłosili dopiero po Midway.



Uważam, że sprawa jest co najmniej niejednoznaczna.
Owszem, japońscy piloci wracający z ataku na "Lexingtona" i "Yorktown" zgłosili zatopienie obu okrętów.
Owszem, niedługo potem agencja "Domei" gromko obwieściła o tym na cały świat.
Lecz pomiędzy tymi dwoma maksimami mamy "dołek", całkiem szeroki zakres obrazów sytuacji, jakie mogły wytworzyć się w dowództwie Połączonej Floty i umyśle samego Yamamoto.
Owszem też, Fuchida i Okumiya piszą w Midway iż:
Wierzono, że w bitwie na Morzu Koralowym udało się zatopić dwa amerykańskie lotniskowce.
Ale tenże sam Okumiya (!) w napisanym z Hirokoshim Zero pisze już coś całkiem odmiennego:
Admirał Yamamoto wpadł w furię gdy dowiedział się, że desant odwołano a lotniskowce otrzymały rozkaz powrotu do bazy. Rozkazał odszukać nieprzyjacielskie okręty i zniszczyć drugi lotniskowiec - niestety dwudniowe poszukiwania nie dały rezultatów.
I dalej:
Uszkodziliśmy "Yorktown", który według wielu oficerów miał znikome szanse dojścia do Pearl Harbor.
Słowa te mają zupełnie inny wydźwięk niż miałoby natychmiastowe "odfajkowanie" zniszczonego lotniskowca 8 maja.
Mowy o japońskiej pewności zatopienia "Yorktowna" nie ma także w niektórych polskich opracowaniach. Krala w I tomie swej znanej pracy o wojnie na Pacyfiku pisze:
Japończycy (...) byli przekonani, że jeden lotniskowiec zatopili, a drugi ciężko uszkodzili.
Twierdzenie o posłaniu "Yorktown" na dno, i owszem, pojawia się - lecz tylko w raportach japońskich lotników.
Podobnie mamy w Midway 1942 Borkowskiego i wydaje mi się, że poniższy cytat z niego najpełniej oddaje istotę sprawy:
Sądzili, że Amerykanie stracili na Morzu Koralowym oba lotniskowce, a jeśli nawet "Yorktowna" udało się uratować, to nie przypuszczali, aby po doznanych uszkodzeniach był on w stanie wziąć udział w bitwie o Midway.
Gdyż - dopowiem - mierzyli oni rzeczy własną miarą, w tym wypadku rozmiarami uszkodzeń "Shokaku" i czasem, jaki im samym musiał pochłonąć remont potrzaskanego lotniskowca. O możliwości prowizorycznego, przeprowadzonego w niespotykanym tempie remontu "Yorktowna" nawet Japoczykom się nie śniło.
Zauważmy też, że Yamamocie coś bardzo przecież zależało na dopadnięciu amerykańskich zespołów wycofujących się z Morza Koralowego. Gdy się nie udało, to nieledwie że poleciały admiralskie głowy, a w każdym razie załamały się kariery. Takagi więcej na morzu nie dowodził, Hara już na mostkach "Żurawi" nie stanął, a i Inouye mało od razu z Rabaulu nie wyleciał (on wprawdzie za całokształt fiaska Operacji MO). Dowódca Połączonej Floty nie robiłby "czystki", gdyby uważał że wypuszczono z garści jedynie parę krążowników i niszczycieli. Natomiast zawalenie pościgu za uszkodzonym lotniskowcem może to tłumaczyć.

W jednym źródle spotkałem się z informacją, że Zuikaku miał jakieś uszkodzenia po bitwie na Koralowym i miesiąc pauzował.


W jakim, Sławku?

Cały dotychczasowy życiorys Yamamoto wskazywał, że twardo stał na ziemi i raczej nie bawił się w zabobony.


To nie tak. Dowódca Połączonej Floty także i pod tym względem pozostaje postacią niejednoznaczną. Hiroyuki Agawa w swej biografii Yamamoty pisze m.in. o aprobacie admirała, z jaką spotkał się pomysł (autorstwa adm. Ohnishiego) zatrudnienia w Departamencie Aeronautyki chiromanty.
Yamamoto był też znany ze swego, totalnie przecież nieracjonalnego zamiłowania do hazardu. Drogo go ono kosztowało - i prywatnie, i zawodowo.
Ozdabianie ścian własnej kajuty nazwiskami poległych lotników to również dość oryginalne zachowanie. Yamamoto zwykł poza tym popłakiwać odczytując ich listę, którą nosił w notatniku.
Co więcej - przed DWS wiara w lotnictwo pokładowe i pogarda dla pancerników (a takie były poglądy Yamamoto) też były uważane we flocie za... irracjonalne. To my dziś wiemy, że racja była przy nim - ale przez większość ich kolegów po fachu tacy wizjonerzy jak Yamamoto czy Ohnishi byli uważani za co najmniej dziwaków.

Znał też doskonale Amerykanów, więc raczej nie bawiłby się w "karanie" okrętu, gdyby był on niezbędny.
Był przy tym pewny, że dywersja na Aleutach odwróci uwagę Amerykanów od głównego celu i że 8 lotniskowców na całą kampanię w zupełności wystarczy.


I tak mamy przewagę, jesteśmy lepsi itp....Zbytnia pewność w plan i w siebie. Sądzę, że gdyby podejrzewano jakiekolwiek kłopoty Zuikaku zostałby dołączony.


No sami widzicie... Przecież Wasze argumenty w gruncie rzeczy wspierają tezę Pieresleginów. Skoro Połączona Flota wyruszała po zwycięstwo, to czemu nie zrobić przy okazji "pokazówki" nieszczęsnemu, pechowemu samurajowi, bez którego i tak się obędzie w bitwie?
To faktycznie byłby "cały Yamamoto": po europejsku racjonalny, po japońsku tradycjonalny.

czy decyzji o odwrocie nie podjął raczej dowódca 5 Dywizjonu, adm. Chuichi Hara??


O ile pamiętam, podjęli ją wspólnie Takagi i Hara. I miało to pewne uzasadnienie, gdyż w świetle pierwszych meldunków oba lotniskowce zostały zniszczone (co mijało się z prawdą), a wycofujące się z Morza Koralowego zespoły amerykańskie były poza zasięgiem Japończyków (co prawdą już było). Natomiast Inouye nazbierał sobie odwołaniem Operacji MO.
Pozdrawiam.