Prawo komputerowe a wyglad programu

| (...) Tak na marginesie czy można "opatentować" kształt
| samochodu, który jest dość jasno określony poprzez badania w tunelu
| aerodynamicznym?

Nie tylko można, ale jest to wręcz nagminne. Nadwozie samochodu jest
chronione prawami autorskimi.



Nadwozie jak nadwozie.

Mi chodzi raczej o ideę kształtu opływowego, istnieje formuła określająca
kształt krzywej odpowiadającej kształtowi opływowemu i co by było jakby ją
opatentować?

Coś ala patentu na koło, ale węższe zagadnienie, jednak zarówno statki,
samoloty, samochody i inne z nigo korzystają. BTW ryby też.

Pozdrawiam.

Ps. Oczywiście moje pytanie jest żartem.


     

  Prawo komputerowe a wyglad programu


| (...) Tak na marginesie czy można "opatentować" kształt
| samochodu, który jest dość jasno określony poprzez badania w tunelu
| aerodynamicznym?
| Nie tylko można, ale jest to wręcz nagminne. Nadwozie samochodu jest
| chronione prawami autorskimi.

Nadwozie jak nadwozie.

Mi chodzi raczej o ideę kształtu opływowego, istnieje formuła określająca
kształt krzywej odpowiadającej kształtowi opływowemu i co by było jakby ją
opatentować?

Coś ala patentu na koło, ale węższe zagadnienie, jednak zarówno statki,
samoloty, samochody i inne z nigo korzystają. BTW ryby też.

Pozdrawiam.

Ps. Oczywiście moje pytanie jest żartem.



Rozumiem, że ta krzywa jest opisana wzorem, a wzorów matematycznych i
chemicznych patentować w Unii nie można, więc można bez problemu używać


  umi unixa?

| Tylko za wczasu trzeba pomyśleć o firewallu, bowiem w przeciwnym
| wypadku brzydki chaker może rybkom zrobić jakąś krzywdę.

Będzie chronione hasłem, chyba wystarczy takie zabezpieczenie? Mój prywatny
serwer, działający liniowo w najbardziej podstawowej funkcjonalności chyba
będzie odporny na te ataki? Zresztą dopięty do sieci będzie przez PPP, więc
ewentualny firewall może być na tej maszynce.



Ryby głosu nie mają, więc hasło może pozostać bez odzewu. Ja bym zachował
szczególną ostrożnoćś by nie mieć zwierzątka na sumieniu. A swoją drogą,
to wiadomoćś o pozbawionych wszelkich uczuć hakerach włamujących się do
akwarium, doprowadzających glonojada do reumatyzmu przez ciągłe zmiany
temperatury, byłaby nielada gratką dla dzienikarzy. Zwłaszcza w sezonie
ogórkowym.


  Zieloni zbadają
No widzisz, Gaja chce zrobić całą robotę za instytucje wymienione w tekście i potem przekazać im wytyczne co mają robić żeby było lepiej czyli żeby ryby były bardziej chronione. To właściwie Pan brzeziński może sam jednoosobowo zastąpić wymienione instytucje oraz organizacje rybackie.

     

  Łowiska specjalne - dyskusja
Moje zdanie jest troszke inne bo nie upatruje przyszłości w komercji za wszelka cene,gdyż bardzo szybko może zostać tylko garstka tych którzy będą sobie mogli na to pozwolić.Jak koledzy wspominali pomalutku mentalność się zmienia i zawiązują się różne towarzystwa dla których dobro naszych wód ma wielkie znaczenie.Oczywiście kilka takich ziarenek będzie mało widoczne ale jeśli by dło nawiązać się współprace z PZW to już jest coś.Zamiast OS skłaniał bym się w strone kilku odcinków bez możliwości zabierania ryby,a na pozostałych widełkowy wymiar ochronny.W ten sposób były by chronione najcenniejsze roczniki gatunku,a i stada potencjalnych tarlaków miały by swoje bezpieczne ostoje.Wracając do ludzi którzy sami od siebie chcą coś zrobić,to gwarantuje że ostatnią złotówke wydają z uśmiechem jeśli do tego nikt nie będzie ich zmuszał a i rzeką zaopiekują się bezinteresownie.Teraz o odcinkach specjalnych bo mają one również sens w mych oczach ale na troche innych warunkach.Jak wiadomo takie odcinki utzrymują się same z siebie bez dodatkowych środków,i świetnie dają sobie rade.Mamy wiele poprawionych przez ludzi w przeszłości cieków wodnych i może właśnie OS w takim miejscu pomogły by w znacznym stopniu tym właśnie wodą.Przy jednej okazji była by załatwiona renaturalizacja,reintrodukcja i odcinek specjalny dla ludzi rządnych wrażeń.

  owady z CITES
Kilkanaście kilometrów od mojej miejscowości pośród lasu jest polana, na której roi się od różnych gatunków motyli i chrząszczy odwiedzających kwiaty, są pośród nich również rzadkie gatunki.Tak było do czasu, kiedy to wycięto krzewy zaorano łąki, zniszczono środowisko dające możliwość rozwoju i schronienia wielu owadom. Powszechnie używa się środków ochrony roślin, a to na polach przy leśnych polanach, a to opryski w innych miejscach, wszędzie gdzie są stosowane giną owady i to nie tylko szkodliwe, ale i rzadkie. Niszczy się ich miejsca rozwoju wykorzystując na własne potrzeby każdy „nieużytek”. Więc, dla czego entomolog amator czy profesjonalista ma być tym zagrożeniem największym, kiedy przez niszczenie naturalnych środowisk ( po za obszarami chronionymi), bo przecież gatunki rzadkie i chronione żyją nie tylko w rezerwatach ginie nie wybiórczo tysiące owadów. Osusza się tereny, niszczy orką łąki tworzące polany przyleśne, wycina krzewy, drzewa tworząc jednolite pola uprawne, tu ważny jest pieniądz dla właściciela o ochronie nikt nawet nie myśli. Ryby mają okresy ochronne ze względu na tarło, po tym okresie wędkarze mogą je łowić, to czy po złożeniu przez motyla jaj nie można go złowić nawet, jeżeli jest chroniony ?. Motyle nie są zwierzętami długowiecznymi. A czy zatrówanie motyli, chrząszczy jest humanitarne, przecież jak truje się tysiące szkodników nikt jakoś nie protestuje. Zagrażające mogłoby być odławianie z terenu rzadkich gatunków w celach zarobkowych ...
Co panowie na to powiecie ?.

  Gry planszowe
Wilmo ułożyłaś wszystkie ścianki?

Do dzis nie wiem jak mi sie to udalo,zwlaszcza,ze mialam wtedy 7-8 lat To chyba byl jakis fuks Teraz przypomnialas mi owoce i ryby na kartach,napewno byly zwierzeta lesne i jeszcze chronione z kozica i zubrem.

  Aby Polska była rajem wędkarskim
z tym płaceniem większych składek to ja bym widział trochę inaczej oczywiście zapłacił bym więcej ale za już rybne i chronione wody z normalnym gospodarzem który gospodaruje wodą w sposób przemyślany i chroni ją przed kłusolami i mięsiarzami a nie płacić więcej żeby tak było dopiero za te składki większe bo jaka jest gwarancja że tak się stanie w naszym kraju żadna więc nic nie możemy zrobić dopóki związek będzie bandą starych koprów trzymających się stołka i popierających się na wzajem daleko nie trzeba szukać jak rząd nie może sobie dać rady z pzpn to co my możemy zrobić ale próbować warto może znajdzie się jakiś sposób albo trzeba czekać aż całe pzw wymrze i przyjdą na ich miejsce nowi mądrzy działacze


Czyli male towarzystwa majace na swojej uwadze 1-2 wody i tam pilnujace i dzialajace a czlonkowie pilnujacy SWOJEJ wody.
Znam takie lowisko (jedn z dwoch kolo mojej wiejscowosci). Kolo 20 ha wody wpisowe 1500zl skladka roczna 200 dniowka 25 (ale w ciagu dnia kilka kontroli i ciagle czujne oko gospodarzy). Wymiar sandacza 60 szczuplego 60 inne tez troszke podniesione. Prawie cala kasa idzie do wody a ryby jest tyle ze po calym dniu spinningowania mozna sie czuc znudzonym.
Da sie? Da. Bo oni tak funkcjonuja od lat...

  Rzeka Warta - wolna rozmowa
Widzę, że wokół mojego postu rozgorzała dyskusja i dobrze. Może z waszego punktu widzenia moje poczynenia wyglądały na nie regulaminowe,bo rzeczywiście szczupak i sandacz są w tym okresie chronione, ale żyłka 0.16 i kijek 2-15 gr. wyrzutu to chyba nie najwłaściwszy sprzęt na zębatego a takiego użyłem do połowu. W opisanym zakolu jeszcze w listopadzie dobrze brały okonki takie do 25cm. i nie na paprochy lecz na 6cm. jankesa. Myślę , że gdybym napisał że łowiłem na paproszka to wszystko byłoby ok. tylko ,że szczupak na to także bierze i niestety zdarzały mi się często obcinki i wabik pozostawał w ciele ryby.

  Halo, to sem ja!
4,5 to piękna ocena!
Ja od 10 lat łowię ryby, karty wędkarskiej nie mam nadal - oznacza to, że jestem kłusownikiem!Z tradycjami:)Jednak tego roku zająłem się sprawą legalizacji tego procederu. Muszę m.in. umieć okresy i wymiary ochronne ryb:) Oraz ryby prawnie chronione w Polsce. Nazwy są boskie. Zacytuję, jeśli kogoś to interesuje:
alosa, babka(mała, czarna, szczupła,czarnoplamka), ciosa, iglicznica, kiełb, koza, kur rogacz, wszystkie minogi, jesiotr zachodni, piskorz, piekielnica, słonecznica, śliz, wężynka i parę innych.
Poza jesiotrem, minogiem, piskorzem, nie mam bladego pojęcia jak reszta wygląda:)

  wasze typy na zwierzaka w 2008 ?
Były już ssaki, ptaki, ryby, owady i płazy. Dlatego stawiam na gady: żmija zygzakowata, eskulap, gniewosz lub zaskroniec.



Gady też już były ... co prawda nie węże ...

Był żółw błotny. Ale to tylko jeden gad, więc ja również obstawiam żmiję. Pingwin i nosorożec raczej odpadają, bo są dość rzadko spotykane w Polsce.

Płaz też był tylko jeden. I to dawno temu. Więc wydaje mi się, że np. salamandra plamista jest równie prawdopodobna. Albo może grupy (typy żeby być precyzyjnym) wogóle jeszcze nie reprezentowane na monetach np. winniczki Też chronione, a powinny mieć powodzenie co najmniej wśród kolekcjonerów francuskich

  Zwierzaki
Niezły zwierzyniec. Słodki bejbi-pajączek i wyjątkowo powalający urodą piesek na ostatnim zdjęciu.



Skupiłem się na moich obecnych zwierzątkach, tak od dziecka mam małe zoo w domu, kocham zwierzaki

Były jeszcze myszki,chomiki,polnik,żabki,papużki,żółwie-jedem lądowy,drugi wodny,krewetki,ślimaki,szczyr poza tym na fotce,małż,żuk,aksalot meksykański-chyba żadnego stwora już nie pominąłem

Mam taką rade dla chętnych:
Kto chce mieć dużo zwierzątek,nie poświęcać im zbyt dużo czasu najlepiej założyć akwarium.
Przy odpowiednim doborze współlokatorów, bez większego problemu można ze sobą hodować ryby, żaby, krewetki, ślimaki,małże, traszki egzotyczne-te nasze wszystkie są chronione

  Skorupiaki i mięczaki
Omułki żyją w morzach, największy polski małż szczeżuja jest pod ochroną. Winniczek jest pod ochroną wolno go zbierać tylko w jednym miesiącu - maju i to osobniki o średnicy powyżej 3 cm. Rak szlachetny i błotny są pod ochroną.
Ryby wolno łowić posiadaczom karty wędkarskiej po dokonaniu stosownych opłat.
Polować wolno tylko członkom PZŁ po dokonaniu stosownych opłat.
Tak więc prawie wszystko co chcielibyście zeżreć po złapaniu i obdarciu ze skóry jest albo chronione albo nielegalne i nie przekonują mnie teksty typu zastawiam sidła bo chcę się nauczyć łapać zwierzęta bym umiał przetrwać.

  wydra
4. jedyna szansa dla piotr 880 to rozmowa w "cztery oczy" z zaprzyjaźnionym
myśliwym lub czekanie aż wydra zamorduje wszystkie większe ryby( ona nie
poluje dla głodu, jak jest syta to zabija dla "rozrywki") i się wyniesie sama
na inny staw z dużymi rybami.



Kurcze na tym forum są miłośnicy przyrody czy krętacze którzy kombinują jak zabić chronione zwierzę. Rozumiem Kolege piotr 880, że to zwierze jest dla niego wielkim utrapieniem ale doradzajmy mu z rozsądkiem. Wydra jest dla mnie zwierzęciem które ma takie samo prawo zdobywania pokarmu jak wszyscy inni Skoro nie może znalezć pokarmu w naturalnym środowisku to nie "dziwota" że szuka pokarmu w tym stawie Jak myślicie czyja to wina? Wydra to piękne zwierze które ja jako wędkarz bardzo lubie. W tym temacie rady powinny byc zgodne z prawem

  szczupak na żywca
Mnie kiedyć szczupak zeżarł 18cm płoć z siatki, siatka do kosza, bo jak chciałem wyjąć, to się o zęby skubańca rozerwała.

Ale i tak wole wykorzystywać ryby, które nie są chronione: ukleje (nawet 2 na haczyk), płotki, a jak ma pływać żywczyk dłużej, to japońca, nigdy złocistego, bo mam do niego sentyment (dobre, bo Polskie ). Tak samo nigdy okonia, bo bardzo wolno rośnie, nigdy wzdręgi, bo po co się ją chroni do tych 15cm, żeby ją zapiąć na hak i niech kona?
Jak już naprawdę chcesz łapać selektywnie, to daruj życie tej wzdrędze, zapnij płoć.

  1
Niestety ryby to nie wino, ładnych kilka lat temu mój ojciec złowił karpia coś koło 6 kg. frajda była wielka i uczta też zapowiadała się całkiem spora, niestety tak jak w przypadku Twojego klenia, mięso ów karpia nie nadawało się do spożycia. Były to początki mojego wędkarstwa ale do dzisiejszego dnia mam to w pamięci, co prawda nie łowię okazów ale wszystkim większym rybom staram się zwracać wolność. Nie będę pisał, że wypuszczam wszystkie ryby bo tak nie jest, ale przed zabraniem przyszłego posiłku do domu muszę mieć pewność, że ktoś go skonsumuje, często bywało u mnie tak, że nie było komu "obrobić" i zjeść danej ryby.

Co do spostrzeżeń, duże ryby, szczególnie spokojnego żeru nie nadają się do konsumpcji, do tego są to pewnego rodzaju "pomniki przyrody" dlatego moim zdaniem powinny być jakoś chronione, np. poprzez wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych.

  1
Od siebie mogę powiedzieć, że ta rybka potrafi niesamowicie popsuć szyki wędkarskie. Rok temu trzy razy byłem na Wiśle z gruntówką i za każdym razem babki były utrapieniem. Co rzut, to po chwili targanie szczytówką i cisza, efekt: mocno połknięty haczyk.
Ze względu na to, że w regulaminie było napisane, że te ryby są pod ochroną (wtedy myślałem, że wszystkie), to je wypuszczałem, ale teraz jak złowię babkę z innego gatunku niż chronione, no to kot się uje .
PS. Nie myślałem, że to taki szkodnik :O.

  Tarło ryb, a wędkowanie.
Zgadzam się z wszystkimi wypowiedziami wyżej, nie możemy zabronić łowić ryb które mają tarło a nie mają okresu ochronnego mimo że wielu to drażni i doprowadza do wściekłości ale prawo jest prawem i gdyby wszystkie ryby miały okres ochronny to nie łowili byśmy często poza tym widziałem wielu wędkarzy którzy łowiąc ryby mające tarło a nie są chronione okresem ochronnym i jak wyciągając samca z którego wręcz cieknie mleko lub widząc ikrę ruszało ich serce i puszczali ryby do wody mimo że mieli pełne prawo je zabrać do domu, wśród wędkarzy jest jeszcze odrobina współczucia dla ryb i często tak bywa że ci co mają kartę wędkarską wypuszczają ryby w okresie ich tarła a łowią dla przyjemności samego holu ryby (dla mnie najpiękniejsze w wędkarstwie ) naszym obowiązkiem nie jest dyskutowanie o tym czy brać czy nie brać bo takie ryby można zabrać wszystko zależy tylko od NAS czy chcemy
by w naszych łowiskach było więcej ryb my musimy skupić się na kłusownictwie bo to jest największą zmorą naszych wód bo łowić na spinning można w styczniu w lutym jak pisał Borys
ale jak czytałem w jednych z czasopism wędkarskich tego roku zimy nie było i sprzęt do łowienia z lodu leżał na półkach za to sprzedawały się jak świeżę bułeczki ciężkie główki jigowe
kotwice haki i inny sprzęt jak sądzicie kto i na co kupuje o tej porze roku taki sprzęt przecież każdy wie że sandacz najlepiej bierze od stycznia do maja i to trzeba tępić kłusoli a jeśli oni znikną z naszych wód to nawet jak każdy wędkarz będzie zabierał rybę na tarle co nie ma okresu ochronnego to i tak nad wodą będzie coraz lepiej.

  Etyka a "wędkarstwo"
Ci ludzie,którzy nie łowią,myślą sobie pewnie o nas "jacy Oni etyczni skoro ciągną te biedne ryby na ostrym haku...".Jest w tym wiele racji.Hol ryby zadaje jej wiele bólu i pewnie psychicznie taka ryba też jest na granicy wykończenia.Mnie osobiście Zasada "No kill" sie podoba,ale Ci wędkarze,którzy ryby wypuszczają,muszą miec świadomość,że i tak zadali rybie wiele bólu,i czasem gdy ryba odniesie większe obrażenia,lepiej ją uśmiercić,niż wypuścić,skazując na dalsze męki.Trzeba wiedzieć,kiedy ryba nadaje się do wypuszczenia,a kiedy nie.Śmieszy mnie wypuszczanie ryb,których stan wskazuje na to,że mają nikłe szanse przeżycia.A są tacy,dla których się liczy tylko to,że rybę wypuścili,nieważne w jakim stanie.I to nie jest "No kill" tylko głupota...Jedynie ryby niewymiarowe i prawnie chronione(wtym okresy ochronne),powinniśmy w myśl regulaminu wypuścić.Dlatego Panowie,kupujcie haki i kotwiczki bez zadziorów,lub je przyginajcie,bądź usuwajcie,skoro chcecie "grać" fair z rybami.Mnie się żadko zdaża tak zaciąć rybę,żebym nie mógł jej uwolnić całej i zdrowej,ale mimo to też zastanawiam się nad tym,aby łowić bez grotów.To napewno będzie etyczne posunięcie...Pozdrawiam

  spiningowy lipien
Piotr P, na poczatku gratuluje medalowej ryby.A co z jesienia kiedy pstragi sa juz chronione,w jaki sposob dobierasz przynete?Mi osobiscie long2 wydaje sie ogromny na lipienia gdyz u mnie nawet w zerowej numeracji ignoruja blyski.Podobnie z gumami i woblerami ni jak nie moge nic dopasowac chyba ze te z pomorza sa wiekszymi drapieznikami.Na muche nie ma problemu ale na blysk wlasnie te co wspominalem udalo mi sie zlapac na polnocy kraju.

  Pazerny okoń
Skoro poruszyliście już temat wymiarów i tarła,to ja jestem za wprowadzeniem wymiaru górnego dla wszystkich gatunków.Większe ryby trą się o wiele skuteczniej i powinny być chronione,ponieważ tarło naturalne jest nabardziej porządane.Oczywiście wymiar dolny powinie pozostać...To tyle co chciałem dorzucić ze swojej strony.

  Regulaminowe dylematy.
Ja uważam że każdy gatunek powinien być chroniony jakimiś przepisami. Powinny być wprowadzone poprawki. Czy leszcz , karaś czy krąp to są szkodniki?? NIe!! Nie wiem czemu one nie są żadnymi przepisami chronione. Może kiedyś było tak że tych ryb było od groma ale teraz się zmieniło. Teraz złapać jakiegoś ładnego leszcza czy karasia to jest sztuka. Co do krąpia to tych ryb też nie powinno się tępić. W naturze panuje harmonia. Wszystko co żyje ma jakieś zadanie. Są łańcuchy pokarmowe. Wypadnięcie jednego ogniwa z tego łańcucha ma fatalne skutki. Więc jeżeli wytępi się krąpie,karasie czy leszcze będzie to miało fatalne skutki i inne ryby też wyginą. Takie jest moje zdanie. Te ryby też powinny być w jakimś stopniu chronione.
Pozdrawiam

  Celuloza u roślin morskich




Tak jak większość organizmów lądowych - mało który jest
przystosowany do trawienia celulozy i to zwykle polega to
na pośrednim rozkładaniu celulozy przez mikroorganizmu
a potem organizm gospodarza po prostu zjada te mikroorganizmy
wraz z produktami ich ...pracy. Tak jest u krowy i innych
przeżuwaczy, tak też jest u NIEKTÓRYCH małp, ale większość
zwierząt niestety nie korzysta z celulozy - pożywia się tym,
co w tych celulozowych celach jest zamknięte i chronione...

Nawet nie wolno podawać rybom morskim zielonki bez sparzenia
(temperatura rozkłada celulozę).



To powszechny pogląd wśród akwarystów, prawdopodobnie pochodzi
z nadmiernego przywiązywania uwagi do fabularnej twórczości
producentów pokarmów z którą dzielą się z nami na etykietach
swoich produktów. W ten sposób próbują przekonać nas, że ich
produkt, niezawierający sałaty, jest lepszy dla rybek niż ta
sałata, którą możemy za 1/100 ceny ich pokarmu mieć ze sklepu.

Jak wiadomo ryby tez żywią
się glonami morskimi, więc non-stop miałyby pływać
z niestrawnością??



Celuloza nie powoduje niestrawności - przechodzi po prostu
przez układ pokarmowy niestrawiona w postaci błonnika, masy.
Sądzisz, że nabawiłbyś się niestrawności połykając np. mały
kłębek waty nasączony w oleju roślinnym? Zapewniam Cię, że nie.
A człowiek również nie trawi celulozy - wcale ona nie jest
łatwa do trawienia, niestety... Niestety, bo jest tak
powszechna w przyrodzie, że aż trudno uwierzyć, że ewolucja
nie forowała zwierząt takich jak termity i nie są ich sposoby
odżywiania się powszechniejsze...


  RCD a akwarium
Sam zbiornik najlepiej w tym momencie uziemić do gleby, lub do PE. Jeśli kolega go nie uziemi, to nie będzie ochrony przed takim scenariuszem jak wcześniej kolega przytoczył.


Ja tutaj jestem przeciwny zdaniu kolego drakasza. Uziemienie alwarium, to zamknięcie obwodu dla prądu rażenia. I w takim ptrzypadku będą duże prądy rażeniowe.
I wszystkie ryby pzabija. Bo ryba może być mniej odporna od człowieka.
Znacznie lepsza opcja to brak uziemienia - bo wtedy prąd rażeniowy bedzie niewielki.

Przed opcja taka jak u kolegi to nic nie zabezpieczy.
Jest jeszcze jedna bardzo chytra opcja. Izolować akwarium, w celu ograniczenia pradu rażeniowego.
Ale pomiędzy PE a akwarium włączyć wylacznik napięciowy( może nazwa jest nieścisła).
Wylacznik zadziala, jeżeli na akwarium względem PE pojawi się napięcie.
Wylacznik napięciowy może mieć znaczną rezystancje wewnetrzną, ograniczająca prąd rażenia. Wilk syty i owca cała.
Niewielki prąd rażeniowy i zbezpieczenie przd przebiciem do akwarium.

O takich wylacznikach pisze profesor Markiewicz. Ja ,co prawda takim dysponuję, ale z ciekawości szukałem n NECIE, czy któś to produkuje. Niestety nie znalazłem.

A taka opcja byłaby doskonała w lazience. Połączenia wyrównawcze na potencjale swobodnym chronione poprzez wyłącznik napięciowy.
To brak pradu rażeniowego do przewodu ochronnego, co bardzo słusznie krytykuje
dr Musiał. Jednocześnie zabezpieczone obwody przed obcym napięcie +ekwiopotencjalizacja.
Dziś prawda jest taka - jakakolwiek awaria sprzętu w łaiencze przy wyrownawczych to pewna śmierć. Apojawienie się napiecia na baterii lub na wannie przy istalacji PCV jest wykluczone.
Cerberus

  Sum
Witaj ramik!
Pijawki końskie, duże i czarne nie są chronione, i to właśnie one są znakomitą przynętą. Ochronie podlegają pijawki lekarskie, mniejsze i inaczej ubarwione. Jeśli masz pewność, że pijawki, które znajdujesz są właśnie tymi czarnymi końskimi (nazwa potoczna, nie żywią sie końmi ani ich krwią, po prostu są duże a ich pożywieniem są inne bezkręgowce) to możesz śmiało używać ich jako przynęty, nie tylko na sumy. Co do łączenia ich w kanapki z rosówkami czy innymi dżdżownicami, to jestem sceptykiem. Sama pijawka jest świetna przynętą, może nawet lepszą niż rosówka czy dendrobena. Na suma oczywiście zakładamy odpowiednio spory pęczek.
Jeśli chodzi o dipy... sama wątroba jest świetna przynętą, ma intensywny, naturalny i wabiący sumy zapach, nie ma potrzeby jej udziwniać, to może zepsuć jej walory, podobnie wszelkie fileciki. Jeśli chodzi o pellet, to myślę, że podobnie jak kulki proteinowe skuteczny jest on tam, gdzie woda jest nim intensywnie nęcona i stanowi element rybiej diety, jest czymś niemal naturalnym. Nie ma większego sensu łowienie na niego z doskoku, choć oczywiście wyjątki mogą sie zdarzać. Moim zdaniem najlepsza przynęta to taka, którą ryba zna i zajada ja na co dzień, bez udziwnień, chyba, że po okresie intensywnych połowów ryby zaczynają ją omijać, wówczas warto zmienić jej zapach czy kolor. Dotyczy to wszystkich ryb. Niestety w naszym pięknym kraju większość ryb ma styczność z przynętą jedynie raz w życiu, które najczęściej niedługo potem się kończy Więc jest to raczej zasada stosowana na przykład w wodach brytyjskich ( jak na przykład barwione martwe rybki na szczupaki) gdzie powszechna jest zasada No Kill i te same ryby łowi się wielokrotnie więc maja możliwość kojarzenia danej przynęty z niebezpieczeństwem. U nas niestety jest to rzadkość, może poza wielkimi karpiami.
Wracając do tematu. Jeśli chodzi o przypon, cóż, sum ma tarkę złożoną z wielu drobnych, igiełkowatych zębów. Jeśli nie trafisz na wielki okaz, nie powinno to stanowić problemu, bo nie przetnie nimi przyponu, ale... No właśnie, przy długim holu sumowa tarka strzępi materiał przyponu. Najpewniejszy, bo najbardziej odporny, byłby przypon jak na szczupaki, ale stalka ma przeciwników twierdzących, że odstrasza ryby... Plecionka- mocna przy małej średnicy, ale najmniej odporna na przetarcia, żyłka w takim przypadku okazuje sie pewniejsza. Fluorokarbon i kevlar, podobnie, mają swoich zagorzałych zwolenników jak i przeciwników. Nastawiając sie na wielkie wąsacze użyłbym stalki, jeśli na mniejsze, zostałbym przy zestawie jaki opisujesz.

Pozdrawiam i życzę połamania kija

  Wasteland Burleska...
Ogon bobra jest dośc delikatny,ale też mdły i tłusty takie białe, trochę jak mięso tłustej ryby. Ale jakby co to jest zwierzę chronione.

A możecie się odwdzięczyć opisem smaku mleka z kolca Shafy? Bo sama chyb asie nie odważę spróbować

  1
Czytam te posty i coś mnie trafia.
Żyjemy w kraju w którym rządy sprawuje Prawo i Sprawiedliwość a tak na prawdę jest bezprawie.
Swego czasu nad Wisłą w miejscowości Lipnik nagminnie były zastawiane sieci.
Niejedną sieć tam sam zdjąłem z wody i niejedną zdjęli moi znajomi.
Straż ochrony mienia przy Okręgu PZW też robiła tam bardzo częste kontrole i też zwijali spore ilości sieci.
Niestety ta miejscowość jest na tyle specyficzna że kiedy na wodę wypływają miejscowi zastawiać sieci to pół wioski ich ubezpiecza stojąc na wałach i obserwując dosyć spory odcinek rzeki.
Ciekawostką tego odcinak jest też to że do samej wody jest wspaniały dojazd samochodami gdyż droga jest wyłożona betonowymi płytami ale swego czasu przed wjazdem na wał pojawił sie znak Zakaz Ruchu i jak znana tabliczka Nie dotyczy właścicieli gruntów.
Niebawem po pojawieniu sie tego znaku(zaraz przed pojawieniem sie znaku z wody zostało zdjęte około 10 sieci) nad wodą najczęściej pojawiała się Policja ale niestety nie żeby chronić ten odcinek rzeki lecz po to żeby karać kierowców wędkarzy którzy nie stosowali się do tego znaku.
Jako że jeździłem w tamtym czasie na ryby motorem udało mi się ustrzec mandatu choć rozmowy z Policją mi sie trafiały.
Zastanawiałem się czemu tak bardzo zainteresowała się tym miejscem Policja i szybko dostałem odpowiedź nad samą wodą otóż jeden z Policjantów mieszka przy samym wale i zabezpiecza żeby nikt rodzinie i kolegą krzywdy nad wodą nie zrobił.
Wiec zastanawiam sie jak ma być dobrze i wody mają być chronione skoro takie instytucje jak Policja czy też członkowie SSR dopuszczają sie przestępstw kłusowniczych.
Po interwencjach wędkarzy znak został zdjęty i teraz już dojazd jest normalny.
Nad wodą kiedyś usłyszałem tekst jednego z kłusowników że został on złapany na gorącym uczynku i dostał 100 zł kary ze względu na niską szkodliwość czynu i że dalej będzie kłusował.
Gdyby kary były wysokie to może jeden z drugim zastanowił by się czy jest sens kłusować a tak to śmieją sie nam w twarz bo praktycznie są bezkarni.

  Aby Polska była rajem wędkarskim
Witam,

To mój pierwszy post na tym forum. Od ponad dwóch lat mieszkam w Irlandii. Chciałbym się wypowiedzieć na pewien temat i poznać Wasze opinie.

Pierwsza sprawa to chciałbym Wam przybliżyć jak wygląda sprawa wędkowania i przepisów w Irlandii. Pomimo (a może dlatego), iż ogólne wykształcenie społeczeństwa jest tutaj na niższym poziomie niż w Polsce, podejście do wędkowania i przepisy są tu dramatycznie proste.

Na początku w ogóle ich nie mogłem zaakceptować - "jak to, to tyle i wszystko działa?". Otóż działa !! pomimo, że nie ma kart wędkarskich, egzaminów na karty, rocznych składek na niewiadomo co, organizacji na kształt PZW, której administracja pożera masę pieniędzy.
Część wód jest dostępna zupełnie za darmo, natomiast za wędkowanie w innych (głównie te aktywnie dorybiane, bądź posiadające pogłowie łososia, troci i pstrąga) płaci się jednorazowe, tygodniowe bądź roczne składki. Składki idą wprost do ludzi odpowiedzialnych za daną wodę. Ale to nie największy szok - dużo większym były przepisy wędkarskie. Otóż zawierają się one w jednej !! stronie A4 i mówią między innymi, że NIE WOLNO ZABIĆ SZUCZPAKA POWYŻEJ 50CM ANI RYBY SŁODKOWODNEJ POWYŻEJ 25CM!

I już! Żadnych wymiarów, okresów dla poszczególnych ryb (u nas różnych także w poszczególnych wodach i województwach). Zupełnie inne podejście do ochrony. Gdy się nad tym zastanowiłem, to jest genialne w swej prostocie. Nie płaci się składek (chyba, że dobrowolnie), więc nikt nie będzie mówił, że "musi mu się karta zwrócić". Ryb nie wolno brać i już. Jeżeli ktoś chce zjeść na obiad złowioną przez siebie rybę, może wziąć nieduże płocie, leszcze i mu wystarczy. A te którym się uda przerosnąć wymiar, dorosłe płciowo, pozostaną już chronione i dadzą życie kolejnym rybom. Jakie to proste. I działa. Dlaczego nie wprowadzić tego u nas?

Dla zainteresowanych oryginalne choć przetłumaczone przepisy (w języku polskim) pod adresem http://www.cfb.ie/doc/Polish%20summary.doc

I druga sprawa / pytanie? Dlaczego nie dać kontrolującym uprawnień do wypisywania mandatów zgodnie z jednolitym taryfikatorem i punktami karnymi? Skoro sposób sprawdzony, działający w drogówce, dlaczego nie zastosować go do ochrony wód przed kłusownictwem?

Pozdrawiam serdecznie

  Strimek
Nooo to, że wolno łowić do 15 października to nie naczy , że potoki.
Łowi się lipienie, klenie, ew okonie.
Więc nie polecaj muchy, ktora kusi ryby chronione.

  Zabra? ryb? czy wypusci??
Myśle podobnie, ale jak zobaczyłem "Jezus tez jadł ryby" to odpuściłem sobie pisanie.



Proszę, nie odpuszczaj sobie. W całym poście chodziło o to, że w zabraniu raz na jakiś czas ryby z umiarem to tak na prawdę nic złego. Nie umywa się nawet w 1% do szkód, spowodowanych przez kłusoli.

Tak jak już wspomniano zagrożone gatunki są chronione odpowiednimi przepisami. Głównym czynnikiem powodującym małą ilość ryb w polskich wodach jest obok wspomnianej już gospodarki wodnej, kłusoli i mięsiarzy zanieczyszczenie wód. Spójrzmy prawdzie w oczy i powiedzmy, że X lat temu większość ludzi brało ryby ze sobą. Ryb jednak tak nie brakowało. zmieniło się to wraz z rozwojem gospodarczym, powstawaniem fabryk itp. Wiele odpadów, ścieków itp trafiało do rzek. Skutki tego procederu widać teraz w ubogim rybostanie naszych rodzimych wód. Obecnie nakładane są ograniczenia, restrykcje, zakazy i kary. Jednak jest to dopiero początek, na odbudowę danych ekosystemów i biocenoz musimy jeszcze poczekać. Oczywiście gospodarka wodna musi być tak zmodyfikowana, aby całe procedury odbudowy rybostanów przyspieszyć. Tak naprawdę osoby, które przykładowo wezmą rocznie 5 ryb to jak już wspomniałem nic, w porównaniu do tego co fundują nam inne 'czynniki'. Nie zachęcam tutaj nikogo do zabierania ryb, ba sam nie wziąłem żadnej ryby z łowiska od chyba 6 lat, ale jednocześnie nie atakuję ze stanowczą złością i potępieniem ich postępowania. Przykład z Jezusem może i nie był zbyt trafny, ale prawdziwy. Poza tym są sytuacje, gdzie nie jest złem zabrać rybę z łowiska. Może i są to dla nas, spławikowców, dość skrajne przykłady, ale takowe istnieją. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w wartkim nurcie górskiej rzeki walczymy dłuższą chwilę z ładnym potokowcem. Ryba słabnie i słabnie, aż w końcu całkowicie opada z sił. Nie ma nawet energii, aby odpłynąć, a co dopiero mówić tutaj o przeżyciu w silnym prądzie, czy nie obijaniu się o kamienie i skały. Nie mamy siatki, która pozwoliłaby rybie odzyskać siły. Wypuszczając taką rybę skazujemy ją tylko na bardziej męczeńską śmierć.

Jeszcze raz. Sam nie zabieram ryb, jednak ludziom którzy z rozsądkiem coś znad wody biorą nie zarzucam niczego, jednakże tego również nie pochwalam. Niech każdy kieruje się rozsądkiem i dobrem wód, robiąc jak uważa. Umiar i rozsądek to podstawy. I tak mnie zaraz jeden z drugim zaatakują, że prawię herezje, ledwo od ziemi odrosłem itp ale...

P.S. Pamiętam podobną dyskusję na innym forum. najciekawsze było jednak to, że jeden, który atakował najmocniejszymi słowami, za jakiś czas dodał zdjęcia z łowienia pod lodem. To było żenujące. dnia Wto 23:03, 03 Mar 2009, w całości zmieniany 1 raz

  Kanada zalegalizuje piractwo
Kanada zalegalizuje piractwo
Kanada może stać się pierwszym krajem, gdzie większość piratów będzie mogła spać spokojnie, nie ponosząc jakichkolwiek konsekwencji za swoją działalność. Jest to związane ze stanowiskiem tamtejszej policji, która zapowiedziała, że przestanie ścigać użytkowników pobierających z sieci materiały chronione prawem autorskim na własny użytek.
W zamian skoncentruje się na grupach przestępczych regularnie dopuszczających się tego procederu.

Kanadyjscy stróże prawa uważają, że nie jest możliwe ściganie wszystkich osób, które pobierają z Internetu muzykę lub filmy. Powód jest bardzo prosty, policja nie dysponuje wystarczającą ilością czasu oraz środkami na tego typu działalność. Noel St-Hilaire, zajmujący się przestępczością związaną z łamaniem praw autorskich, uważa, że "obecnie kopiowanie stało się bardzo prostym i zarazem niemożliwym do powstrzymania procederem".

Decyzja ta została również podjęta w oparciu o informacje zawarte w raporcie przygotowanym na zlecenie kanadyjskiego Ministerstwa Przemysłu. Zgodnie z przedstawionymi tam faktami, dzielenie się plikami w sieci w żaden sposób nie wpływa na poziom sprzedaży muzyki. Tendencja ta ma raczej charakter odwrotny: im więcej osób pobiera pliki przez sieci P2P, tym bardziej zwiększa się sprzedaż płyt CD. Źródło : onet.pl


To chyba dobre rozwiązanie, zamiast tracić czas na płotki wezmą się za grube ryby, które przynoszą najbardziej wymierne szkody, a na zwykłych zjadaczy chleba przyjdzie pora jak sie uporają z prawdziwymi przestępcami

  Duże ryby pod ochronę
w temacie o rybnych ciekawostkach doszlismy do wniosku ze duże ryby sa nie smaczne, ale warto je oszczedzac takze z innych powodów:
Szacunek dla życia,

czyli dlaczego nie powinniśmy łowić

DUŻYCH ryb

Dla większości wędkarzy duża ryba na haczyku to powód do dumy. To trofeum, którym można chwalić się wśród rodziny i znajomych. Ale czy zabijanie wielkich okazów naszej ichtiofauny to rzeczywiście powód do dumy? Otóż nie! Taka działalność może spowodować olbrzymie zmiany w naturalnych ekosystemach.

W naturalnych, nieskażonych cywilizacją zbiornikach i ciekach młode rybki są najbardziej zagrożone. Grozi im śmierć w paszach wielu przeróżnych drapieżników. Jednak im ryba większa, z roku na rok, zagrożenie ze strony drapieżników maleje. Wielkie okazy mogą bać się jedynie dużych ptaków drapieżnych. Takie ryby rozmnażając się co roku produkują niezliczone ławice potomstwa. Tak jest w naturalnym środowisku. Jednak gdy nad brzeg przychodzi wędkarz sytuacja staje się paradoksalna. Małe ryby (których jest najwięcej i które i tak są zagrożone) są chronione, a duże ryby (których jest mało i które się rozmnażają) stają się celem człowieka.

Działalność człowieka łowiącego duże okazy ryb może spowodować wiele zmian w naturalnym środowisku. Po pierwsze zabierane są z jezior lub rzek osobniki najbardziej płodne. Po drugie duże ryby stanowią ważne ogniwo łańcucha troficznego i gdy ich zabraknie (a większość z nich to drapieżniki) w środowisku wodnym zaczynają dominować małe gatunki ryb. Po trzecie, i najważniejsze, wyławianie dużych okazów może spowodować karłowacenie całego gatunku.

Naprawdę duże ryby mają za sobą wiele lat życia. Zabijanie ich tylko po to by się pochwalić jest niehumanitarne. Często wielkie okazy są za duże nawet by je zjeść. Czyż nie powinniśmy mieć więcej szacunku dla takiego życia?


żródło

  ="nd();" >Fora dyskusyjne mieszkańców gminy
Nie wiem skąd się wzięła dyskusja bo temat jest "przeniesiony".

Odkąd uzależniłem się od naszego forum, prawie z niego nie wychodzę. Będąc pewien
wyjątkowości naszego forum starałem się potwierdzić to przekonanie odwiedzając podobne w innych miastach. I jakie wnioski.

Wydaje mi się, że dobrze by było gdyby istniało jedno miejsce, z którego można by czerpać informacje, przekazywać wiedzę i najzwyczajniej w świecie poplotkować.

Argumentem na poparcie tezy o przydatności forum w gminie jest wczorajsza akcja śmieciowa. Rano zadałem pytanie, Kto chciał dorzucił swoje zdanie, i tego samego dnia była odpowiedź na wszystkie zadane pytania. Niby pierdoła, ale ile trzeba by zachodu, żeby iść do urzędu, wystać w kolejce, i wyszarpać zaskoczonego urzędnika za rękaw. Przy okazji bywalcy forum wiedzą gdzie stoją pojemniki.

Kiedy wyniosłem się z blokowiska byłem zdumiony faktem jak blisko ludzie mogą żyć innych ludzi. Znam wszystkich z okolicznych domów. Dzięki forum krąg moich znajomych poszerzył się wielokrotnie. Co prawda nie zawsze wiem jak wyglądają, ale mam nadzieję, że to kwestia czasu. No i spotykam starych znajomych. (Adaś, Paweł pozdrawiam)

Odkąd bywam na forum jestem na bieżąco z wieloma sprawami, o których nie miałem zielonego pojęcia. Oczywiście nie wszystko mnie interesuje, wtedy nie czytam.

I to jest chyba właśnie to . Każdy na forum może mieć dla siebie miejsce. Przylesie Dąbrowa, Pogodne, oni mają własne sprawy, które sobie chcą obgadać. A to małe ciśnienie w kranie, a to pieski obszczekujące przechodniów. A jednocześnie tuż obok sprawy ważne dotyczące nas wszystkich. Co by tu na przykład: obwodnica, rozwój szkolnictwa, czy raz na jakiś czas wybór wójta. Należy to tylko zorganizować.

Bardzo ważne jest stwierdzenie, że nie jest to projekt biznesowy (za PiVi). To miejsce jest praktycznie wolne od reklamy (surowe ryby ostatnio). To oznacza, że właściwie forum to miejsce użyteczności publicznej i powinno być przez nas wszystkich chronione.

Oczywiście nikomu nie można niczego zabronić i jeśli ktoś chce mieć swoje, to ma takie prawo.

PS
Ja tu piszę, a Adaś wrzucił, że ho ho. To jakby wynika z pomysłu na jedno forum. Integracja gminy. To powinien być oddzielny temat. Pracowałem w Jabłonnie 20 lat temu, to co mi przekazano o Chotomowie w żadnym razie nie powinno tu trafić. Pogadamy o tym przy innej okazji

  Wniosek o wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych
Z Twoich słów Rudolfie rozumiem, że należy walić w łeb i żreć każdą złowioną rybę, bo to naturalne...
Prosiłem o podanie argumentacji, ale nie przedstawiłeś żadnych argumentów rozsądnych, wg których duże ryby nie powinny być chronione

  Nasze początki z wędkarstwem
Jak patrzę na post Czesława,to nie dziwię się,ze niektóre z tych gatunków ryb dozwolone wtedy do używania jako żywca,są dziś chronione.Wtedy musiało być dużo szczupaka i pewnie uśmiercano dużo tych rybek męcząc zapięte kotwicą za grzbiet.Pewnie Czesławie masz wiele wspomnień.Mam nadzieję,że wkrótce się spotkamy na rybach i opowiesz parę przygód.Pozdrawiam.


Pisze bambo
Przykro mi Bambo, ale Twój post z samego założenia jest wielce błędny i....
Jakoś tak niesprawiedliwy, bo za dzisiejszy stan ryb albo raczej jego brak obciążasz dawniejszych wędkarzy.
Rzecz ma się odrobinę inaczej. Dzisiaj chronione gatunki ryb nie zostały wybite, dlatego, że było dużo wędkarzy, bo nie było. Kiedyś spotkać kolegę po kiju nad rzeką już było asumptem do otwierania... [.(Ustawa o Wychowaniu w Trzeźwości)]
Mnogość zaś żywca, który można było stosować jak widzisz był tak ogromny, że choćby dziennie łowić drapieżniki to i tak uszczerbek byłby niewielki tyle, że kiedyś takiej „mody” na szczupaka nie było. Sam wolałem łowić płocie i certy.
Główną przyczyną zaś moim zdaniem jest zachwiana równowaga żyjątek którymi te ryby się żywią, zmiany strukturalne wód, zmiany związane z regulacją rzek gdzie zabetonowane brzegi uniemożliwiają rozlew i tym samym wypłukiwanie z gleby zwierzątek.
http://www.rybeczki.webpark.pl/ryby.html tu znajdziesz dużo ciekawych na ten temat wiadomości.
Dalej- z jakich to racjonalnych powodów, powiedz mi, kiedyś okresy ochronne miały się zupełnie inaczej czyżby zmiany genetyczne spowodowały zmiany okresu tarła, czyżby z upływem czasu ryby stały się wolniejsze w rozwoju. Nie- degradacja środowiska takie przybrała tempo, o rozroście biurokracji w przesławnym PZW gadać nie warto i nie dawaniu sobie rady w dzisiejszych czasach, ilość wędkarzy, sam będąc w bodaj największym kole miałem jeden z ostatnich numerów 41.
Pozdrawiam.

  pytanie
Jestem takiego samego zdania j/w. Kto wybiera sie na ryby chronione okresem ochronnym ten nie zasluguje na miano wedkarza. A co sie dzieje w momencie, kiedy ryba zbyt gleboko polknie hak czy kotwice?

  OCHRONA BOCIANA CZARNEGO
hehe bocian czarny prawie codziennie łowi ryby w rzece koło mnie wiec go widze często wiem nawet gdzie ma gniazdo ale wole nie zaglądac tam bo są chronione:P co roku są w niedźwiadzie odkąd tylko pamiętam było 4 gniazda ale jedno teraz już z tego co wiem jest puste:(

  Foki przeszkadzją rybakom w połowach
Stacja Morska na Helu, "fokarium". Zbieranie rannych i osłabionych fok, ich rehabilitacja i wypuszczanie na wolność. Czy to ma sens? Chyba jednak nie! Wypuszczają po kilka fok rocznie, z których większość ucieka od razu na drugą (północna) stronę Bałtyku, a inne giną zaplątane w sieci. Czy w ten sposób, z pojedynczych osobników odtworzy się stada żyjące przed II w.ś. na południowym brzegu Bałtyku? Oczywiście, że nie. Wyrzucone pieniądze!!!

Jedyną skuteczną metodą byłoby wypuszczanie co roku DUŻYCH ilości fok (kilkadziesiąt sztuk). Tylko wtedy byłaby szansa na to, że poza tymi, które odpłyną na północ (większość) i tymi kilkoma, które wpadną w sieci, pozostanie jeszcze przy polskim brzegu kilka-kilkanaście sztuk, które będą się tu rozmnażać, i utworzą rodzinne stada, a z czasem polską populację.

Ale gdzie one się mają rozmnażać? To już nie te czasy, gdy na początku XX w. na Płw.Helskim leżało na plażach więcej fok niż turystów. Jak się chce mieć w Polsce foki, to trzeba oddać im odpowiednio długie odcinki plaż, odcięte od dostępu turystów przynajmniej w pewnych okresach roku. To zupełnie nie zależy od rybaków. I niech tym zajmą ekolodzy, a nie wieszaniem psów na rybakach. Bo na razie, to jest jak w tym powiedzeniu: kowal zawinił a Cygana powiesili. To nie sieci rybackie wytępiły południowobałtycką populację fok. Jeszcze przed II w.ś. zwierząt tych było dużo. Po wojnie już ich nie było, przyłów w sieci się zdarzał, ale nie w takich ilościach, które zniszczyłyby całą populacją. Co się więc stało? Jakoś mało pisze się o ciężkich zimach w latach 40-tych, grubych pokrywach lodu przy brzegach i na płyciznach Bałtyku, które utrudniały zdobywanie pokarmu przez foki i morświny. A jeszcze mniej o nieograniczonej wojnie podwodnej i, zwłaszcza zimą 1944/45, masowych bombardowaniach lotniczych portów, konwojów i pojedynczych statków. To nie mogło pozostać bez wpływu na foki i morświny!!!

Zamiast ujadać na rybaków, miłośnicy fok niech naciskają władze na tworzenie na polskim wybrzeżu stałych lub okresowo zamykanych miejsc bytowania fok. Płw.Helski i Zat.Pucka żyją głównie z turystyki i już się tego nie odwróci. Ale są jeszcze takie odcinki plaż, które bez dużej szkody dla miejscowej ludności można, przynajmniej okresowo, zamykać.

Zamiast hodować po kilka fok w basenikach na Helu, należy sprowadzać foki ze Szwecji. Oddadzą za darmo, 100-200 sztuk rocznie zamiast je zabijać, a organizacje ekologiczne, które w statutach mają ochronę praw zwierząt, powinny nawet dopłacić koszty transportu, żeby uchronić je od odstrzału selekcyjnego!

Zakładanie na sieciach urządzeń odstraszających (pingerów) jest równie bez sensu, jak dotychczasowe wypuszczanie w Polsce po kilka sztuk rocznie. Po pewnym czasie daje tyle efektu co ustawiony na polu strach na wróble. Zwierzęta po prostu przyzwyczają się i będą je ignorować. A nawet skojarzą, że gdzie pinger tam dużo smacznych ryb. I nadal będą w sieci wpływać. Po prostu trzeba pogodzić się z tym, że sieci stanowią rodzaj selekcji naturalnej. Giną w nich osobniki chore lub słabiej przystosowane do warunków bytowania w danym akwenie. Przeżywają i wydają potomstwo przekazując swoje geny dalej te osobniki, które potrafią sobie z sieciami poradzić. Dla całej populacji wychodzi to na dobre.

To już nie są czasy ukierunkowanych połowów na foki. Nikt nie gania ich z pałką po plaży. Nikt nie płaci rybakom za ich zabicie. Rybacy ustawiają sieci na ryby a nie na foki. Żaden rybak nie cieszy się z przyłowu foki, bo oznacza to najczęściej uszkodzoną sieć, która wymaga kosztownej naprawy i przez okres tej naprawy nie może być użytkowana. Albo nawet nie opłaca się już jej naprawiać i trzeba kupić nową, co przecież niemało kosztuje.

Tak więc, rybacy z fokami nie walczą. Ale za straty, za wyjedzone ryby i zniszczone sieci powinni otrzymywać choćby symboliczną rekompensatę. Tak jak rolnicy dostają za szkody wyrządzone w uprawach przez zwierzęta łowne czy chronione. Za szkody wyrządzone przez zwierzęta odpowiada ich właściciel, lub ten, który się tym zwierzęciem posługuje. Tak stanowi kodeks cywilny i tego wymagają zasady współżycia społecznego.

Jeśli będą odszkodowania (choćby symboliczne i wyrównujące tylko część strat), to i rybacy będą myśleć o fokach z większą sympatią, zwłaszcza gdy w okresach przymusowych postojów oprócz rejsów "wędkarskich" będą mogli sobie dorabiać rejsami foto-safari na foki.

Ekolodzy, przestańcie napastować rybaków. Zacznijcie domagać się działań od urzędników! Ale nie surowych kar i zakazów. Tylko: stworzenia zamkniętych plaż-miejsc rozrodu, corocznego importu fok ze Szwecji, rekompensat za szkody wyrządzane rybakom. Wtedy będzie realna szansa na stworzenie w ciągu kilkunastu lat trwałej polskiej populacji tych zwierząt. I na to, a nie na baseniki "fokarium" czy "morświnarium", warto wydawać unijne fundusze.

  WOLNA ROZMOWA-PRZYRODA I EKOLOGIA
Miałem dylemat gdzie zamieścić tego posta, bowiem odnosi się on do wielu wątków na forum, jednak na pierwszej stronie tego tematu już opisywałem podobną rzeczke więc to niech bedzie jako by kontynuacja.Sami panowie melioranciteż dziwnie znajomi, sposób działania również podobny, czyli na uboczu, zdala od wstrętnych wędkarzy, spokojnie sobie kopią, bowiem
W miejscu gdzie teraz pracują mają chociaż spokój a motywacja że każdy człowiek chce żyć i godnie zarobić była ich myślą przewodnią co wprawiło mnie w nie małe osłupienie.Dlaczego , a no bo zawsze znajdzie się jakiś rów na uboczu,który trzeba będzie naprawić,pieniądze napewno się znajdą,choć by były to te unijne przeznaczone na odbudowe i renaturalizacje.


Post ten też niektórym może odzwierciedli moje stanowisko w temacie dotyczącym Dunajca,gdyż to co opisze miało miejsce na malutkim strumieniu, nikomu nie znanym i nie mającym nawet konkretnej nazwy. Z racji swej wielkości nie było tam życia na skale masową, jednak można było tam spotkać pstrąga jak i rodzime czyli prawem chronione gatunki raków. Miejscami gęsta roślinność wodna, dawała spore zasoby pokarmowe dla raków, stwarzała mozliwości wylęgu owadów wodnych, które z kolei stawały siępokarmem ryb, a ponadto urozmaicała sam spływ wody tworząc liczne kryjówki dla wszystkich stworzeń.Można było również spotkać kilka naturalnych tarlisk pstrąga,( który jak wiadomo akurat przystępuje do rozrodu)i spełniających wszystkie wymagania potrzebne do rozwoju ikry. Wymagania te są dość spore, gdyż musi w tymmiejscu być podłoże żwirowe odpowiedniej frakcji, przepływ wody o dobrych parametrach i jak najmniejsze zapiaszczenie żwiru gdyż piasek przyczynia się do obumierania złożonej ikry.
Nie zważając na powyższe przystąpiono do dzieła zniszczenia, wprawdzie bez urzycia ciężkiego sprzętu, ale i samą łopatą w duecie z grabiami można wiele zdziałać.
Zapewne standardowy cel jaki przyświecał realizującym to dzieło, to przywrócenie naturalnego przepływu wody
Bardzo szybko wyrównano brzegi, wygrabiono wszystkie rośliny i woda płynie już naturalnie. To co zostało po tarliskach nie nadaje się do niczego, ryb nie widać wcale, jedynie dno usłane martwymi rakami świadczy o istniałym niedawno życiu. Nieliczne raki, które przeżyły kontakt z łopatą, są na tyle pokaleczone, że została im śmierć w męczarniach.Brak odnóży, popękane pancerze, brak kryjówek i ilość wody teraz płynącej napewno nie wróży im świetlanej przyszłości tak jak i ryby, nikt tam prędko nie zobaczy.
Niestety jak wspominałem nikt o takiej wodzie nie słyszał, nikt się za nią nie wstawi, a pisząc do WIOŚ nawet nie wiedziałem jak ją nazwać rów nr ... czy jeszcze inaczej?
Może koniec pisania i troszke fotek rozbije na następne posty a ocenicie sobie sami. Pierwsze trzy pokazują jak było tam do niedawna, a reszta to już teraźniejszość.

  O dewastacji przyrodniczej Ziemi Oleckiej
Trochę pism wcześniejszych bo teraz nie mam zbytnio czasu na nowe sprawy! Pozdrawiam!
http://www.wm.pl/Index.php?ct=olecko&sc ... &id=839333

O tym jak niszczono unikalną kolonię perkoza dwuczubego na jeziorze oleckim! Dlaczego unikalną, bo w formie kolonii, te ptaki gniazduja bardzo rzadko, a do tego w obszarze Długiego Mostku, skąd możemy obserwować ich lęgi. To prawdziwy rarytas i turytyczna atrakcja.

Bezsensowne wycięcie trzcin przez burmistrza, niczemu nie służyło, wprowadziło tylko zagrożenie dla bytu unikalnej kolonii lęgowej ptactwa wodnego!
Ktoś powiedział w gazecie chwała burmistrzowi, bo teraz trzciny wyglądają o niebo lepiej! Właśnie o to chodzi, że po dwu, trzykrotnym wycięciu, trzcina odbija gęsto i nie nadaje się już do gniazdowania ptaków.
To co nam wydaje się ładniejsze, to niekoniecznie jest pożyteczniejsze dla innych mieszkańców jeziora!

O trzcinach
Zdziwił mnie cokolwiek, tytuł artykułu „Mieszkaniec kontra burmistrz”, chyba, że chodzi tu o wszystkich mieszkańców jeziora i okolic. Czuję się jakbym pokazywał Księżyc, a wszyscy patrzyli tylko na mój palec.
Dla jasności obrazu chciałbym dorzucić kilka spostrzeżeń.
W piśmie burmistrza do Zarządu Melioracji było tylko jedno zdanie – „Zwracamy się z prośbą o wycięcie trzcin przy wypływie rzeki Legi” i ani słowa uzasadnienia.
Rad bym poznać opinie autorytetów, na które chce powołać się burmistrz Olecka, gdy nawet w programach szkolnych dla dzieci mówi się o dobroczynnym wpływie trzcin i roślinności przybrzeżnej na stan jezior i rzek.
Byłem na wspomnianej konferencji w sprawie „Wiewiórczej Ścieżki” i pamiętam dokładnie wykład p.t. „Matematyczno-hydrodynamiczny model eutrofizacji jeziora Oleckie Wielkie”, prodziekana wydziału ochrony środowiska Wszechnicy Mazurskiej Stanisława Nowela a jednocześnie radnego miejskiego, który przy pomocy matematycznych atraktorów usiłował zobrazować ten problem. Umknął jednak uwadze lektora fakt, że mówił o kumulacji osadów dennych, a więc tylko o niektórych skutkach a nie przyczynach eutrofizacji. Poza tym nikomu ze zgromadzonych naukowców i pasjonatów nie przyszło do głowy wygłaszanie tak karkołomnych opinii o konieczności wycinania trzcin i roślinności wodnej, bo to jest nonsens.
Burmistrz mówi, że trzciny były składowiskiem śmieci wiec je uprzątnięto wraz z trzcinami, łatwiej było sprowadzić i zwodować kosiarkę, jak twierdzi burmistrz za darmo (sic!) niż z łódki zebrać kilka plastikowych butelek które przyniosła woda. A przecież zniszczono inne rośliny wodne, w tym gatunki prawnie chronione, jak np. żabieniec trawolistny czy grążel żółty. Ponadto jezioro znajduje się w obszarze krajobrazu chronionego, gdzie wszelkie naruszanie ekosystemów jest chronione ustawowo i musi być uzgodnione z Wojewódzkim Konserwatorem Przyrody.
Trzciny odrosną, mówi burmistrz - może i odrosną tylko, że ptaki i ryby teraz nie mają schronienia, a wiosną nie będą miały budulca na gniazda i tarliska. W trakcie batalii o Wiewiórczą Ścieżkę, burmistrz twierdził, że właśnie miejsce przy wypływie Legi ma służyć pokazaniu siedlisk ptactwa wodnego i celom edukacyjnym dla których ta ścieżka powstała. Twierdzenia się zmieniają w zależności od kierunku wiatru i pokazują chaos pojęciowy obecnych władz.
Wyznaczanie miejsc lęgowych ptactwa po drugiej stronie jeziora przy pomocy decyzji administracyjnej nastąpi zapewne niedługo a nieposłusznych odłowi się i wypłoszy jak zwykle bez słowa uzasadnienia.
Szarżowanie stwierdzeniami, że większość ptaków gniazduje po drugiej stronie jeziora jest paplaniną, bo nikt nie przeprowadził nigdy badań ornitofauny naszego jeziora i jak pokazuje wywołany problem wiedza na temat zależności w ekosystemach przyrodniczych jest u burmistrza szczątkowa. Pozostaje nadzieja, że kiedyś odrośnie, tak jak zniszczona roślinność w naszym jeziorze.
Mam także cały plik pism w sprawach ekologii i ochrony środowiska, na które nigdy urząd i burmistrz nie zechciał odpowiedzieć!
Na dictum o tym, że tylko Zbigniew Sienkiewicz się skarży, zapytam, czy w Olecku jest możliwy jakikolwiek protest, czy wniesienie uwagi, bez skutków ubocznych dla skarżącego?!

W imieniu mieszkańców jeziora i okolic - Zbigniew Sienkiewicz

Duch146 - masz rację co do faktu że była okazja do posprzątania zatoki jeziornej, tylko że burmistrzowi chodziło o działanie na pokaz, a że tam pozostały zwały śmieci, żelastwa, butelek, itp, to nikogo nie obchodzi! Co do jeziora Romoty to niezupełnie masz rację, mam zdjęcia dokonań tego nadjeziornego wandala, jeżdżę tamtedy często i oglądałem wszystkie etapy jego działań i upamiętniłem!

  PRosze o wycene, spora kolekcja znaczkow :)
Posiadam wiele innych znaczkow. m.in:
-sokoły, Ptaki łowne, konie, inne ptaki, koty, psy, dzikie kaczki, zwierzeta chronione-wilk, arabskie znaczki ze zwierzetami, ptaki lesne, piekne kolorowe serie ze zwierzetami z Republique du Burundi, motyle, lemury 'repoblika demokratika malagasy' paositra 1990, zwierzyna łowna, łowiectwo, motyle 1967, ptactwo i zwierzyna łowna 1986, ginące zwierzęta, ryby 1979, ryby egzotyczne 1967, rosyjskie znaczki ze zwierzetami 1988-89, Sahara Espańa 1957-64, Nixaragua correos 1988, chronione zwierzeta futerkowe, węże, arabskie owady, zwierzeta lesne 1965, kwiaty 1965, zwierzeta prehistoryczne, kwiaty krzewow, historia latinoamericana, cubacorreos flores 1986, basnie 1987, bajki, dzwonnik z noterdam, Grenada Grenadines bambi, sierra leone space ark fantasy, mickey, aleksander gieremski 'żydówka z cytrynami', wojciech weiss 'manifest', stanisław wyspiański 'portret elizy pareńskiej', zygmunt waliszewski 'ucztaII', V zjazd pzpr, XXVlecie ludowego wojska polskiego, 75lat ruchu filatelistycznego w polsce dzien znaczka 1968, mistrzostwa świata w klasie finn 1965, kwiaty 1965, międzynarodowe lata spokojnego słońca, tokio 1964 olimpiada, XXXV miedzynarodowe targi przemyslu, mistrzostwa świata w piłce nożnej, VIII mistrzostwa europy, satelity, konie, olimpiada, 50 lecie wielkiej socjalistycznej rewolucji pazdziernikowej, kwiaty, europejskie malarstwo w muzeach polskich, tokio 1964, USAirmail 31c, dawne samochody i motocykle, meksyk 1968, XIX miedzynarodowy kongres igrodniczy, XI szybowcowe mistrzostwa swiata leszno 1968, VI zjazd pzpr, niecaly klaser 'znaczki pocztowe polski ludowej - znaczki pocztowe prl' 1980-1981, kobieta w malarstwie polskikm, zoo-warszawa, XIII mistrzostwa europy w koszykowce mezczyzn, poczta lotnicza, IX zimowe igrzyska olimpijskie insbruck 1964, stroje polskie.

oraz wiele innych znaczków pojedyńczych, bardzo starych i troche nowszych z wielu miejsc świata oraz polski.

Bloczki:
Eksperymentalny lor "Apollo" - "Sojuz" 1975, 100 rocznica urodzin P. Picassa 1981, Światowa wystawa filatelistyczna "italia '85" 35 lat polskiego zwiazku filatelistycznego, XXV-lecie FSO, muzeum poczty i telekomunikacji we wrocławiu 1921-1956-1986, światowa wystawa filatelistyczna 'exposition philatelique moniale "polska '73" poznań ' 500lecie urodzin mikołaja kopernika, pierwszy polak w kosmosie interkosmos 1978, XI zimowe igrzyska olimpijskie 1972, igrzyska XX olimpiady monachium 1972, światowa wystawa filatelistyczna 1978 Jan Żiżka fragment obrazu Jana Matejki 'bitwa pod grunwaldem', XXX lat badania kosmosu, międzynarodowa wystawa filatelistyczna Sochilex IV katowice 1974, pierwszy polak w kosmosie 1978 interkosmos, światowa wystawa filatelistyczna stockholmia 1986, mistrzostwa świata w klasie finn 1965, siedem wieków warszawy, 600 lat obecnosci obrazu jasnogorskiego, europejskie malarstwo w muzeach polskich antoine watteau i abraham hondius, apel olimpijski 1967, VII mistrzostwa europy budapeszt 1966, europejskie wystawy filatelistyczne, kraków stare miasto 1931, ogolnopolska wystawa filatelistyczna torun 1983, III wizyta papiera Jana Pawła II w polsce, montyreal 76, miedzynarodowe zawody samolotow turystycznych, VI mistrzostwa świata w żeglarstwie lodowym, miedzynarodowa wystawa filatelistyczna 'socphilex 84' wroclaw, za wolnosc nasza - for your freedom and ours, srebrny medal reprezentacji polski 1974, 60 rocznica rowolucji pazdziernikowej, igrzyska XXIII olimpiady los angeles 1974, 300 rocznica odsieczy wiedenskiej, zjednoczenie ruchu mlodziezowego 30-lecie.

Jaka sume mozna dostac za wszystkie te znaczki? jesli jest ktos zainteresowany kupnem ktorychkolwiek to prosze pisac:) pozdrawiam;*

  Leśne elfy
Ona też jest Leśnym elfem.
Była księżniczką Noldorów, córką Finarfina, siostrą Finroda Felagunda. Przewodziła buntowi Noldorów przeciwko Valarom. Nie złożyła jednak przysięgi. Powróciwszy do Śródziemia, wraz z bratem gości w Doriath, na dworze Thingola i Meliany, gdzie poznaje krewniaka króla, Celeborna. Meliana, traktując Galadrielę jak siostrę wiele ją nauczyła. To Galadriela wyznała królowej powód opuszczenia Amanu. Po dłuższym pobycie w Ukrytym Królestwie poślubia Celeborna.

W Drugiej Erze stworzyła królestwo Lorien, które dzięki jej mocy chronione było przed Sauronem. Była Powiernicą jednego z Trzech Wielkich Pierścieni- Pierścienia Wody, Nenii. Podczas Wojny o Pierścień Galadriela goszcząc Drużynę Jedynego ofiarowuje jej cenne dary, które przyczynią się w pośredni sposób do pokonania Saurona. To waśnie ze względu na jej długotrwała walkę z Sauronem, Valarowie pozwalają jej powrócić do Valinoru, gdzie odpłynęła w 3021 roku wraz z ostatnią wyprawą Powierników Pierścienia i Trzema Wielkimi.

Była smukła i dostojna, lecz w swoim pięknie groźna. Jej włosy lśniły złociście, jak gdyby zachował się w nich blask Laurelinu.Jakby były to powtórzone wiadomości to sorry.Lesne Elfy zasadniczo uwazane sa za potomkow czesci Nandorow, ktorzy pozostali w Wielkiej Zielonej Puszczy lub w poblizu Anduiny. Lecz skoro niektorzy z Avarich osiedlili sie w koncu w Beleriandzie, musimy przyjac ze inni osiedlali sie wsrod Nandorow w dolinach Anduiny. A gdy Elfy nie mogly juz dluzej mieszkac w Kuivienen musialy sie zwrocic sercem i mysla na zachod. Ludzie wzrastali w liczbie we wschodnich krajach i pozostawanie blisko plemion bedacych w sluzbie Melkora, badz dowodzonych przez ludzi bedacych jego poplecznikami nie bylo silnym bodzcem dla Avarich.

Lesne Elfy poczatkowo mieszkaly bardzo blisko siebie po obu stronach rzeki, na tej samej wysokosci co las Lindorinand i poludniowa Zielona Puszcza w okolicach Amon Lanc. Przekraczali rzeke w lodziach i na tratwach i prawdopodobnie polowali w lasach na sarny, lowili ryby w rzece, i byc moze handlowali z krasnoludami z Khazad-dumu.

Podobnie jak Noldorowie i Sindarowie, Lesnym Elfom pozwalano zeglowac przez Morze do Amanu gdy znuzyly sie Srodziemiem. Wydaje sie ze byly one blisko zwiazane z przystania Edhellondu w poblizu Zatoki Belfalaskiej, chociaz w ciagu Trzeciej Ery kontakty miedzy Elfami z polnocy i Edhellondem wyraznie sie zmniejszyly.

Wielka migracja Lesnych Elfow z Lorienu w roku 1981 umniejszyla ludnosc tego kraju, chociaz nie dotknela krolestwa Elfow w polnocnej Mrocznej Puszczy. Wydaje sie ze to wielki odplyw Elfow uciekajacych ze Srodziemia napelnil lud Edhellondu pragnieniem opuszczenia smiertelnych krajow.

Po smierci Amrotha i opuszczeniu Edhellondu czesc Lesnych Elfow ciagle od czasu do czasu wyplywala za Morze. Wiersz "Bialy Statek" mowi o grupie Elfow ktore plyna w dol Anduiny; Legolas mial ponoc zbudowac statek w Ithilien i poplynac za Morze. A Mithrelias, zona Numenorejczyka Imrazora w jednej z wersji zalozenia Rodu Dol Amrothu, byla Lesnym Elfem; opuscila swojego meza po urodzeniu mu dwojki dzieci. Byla to przypuszczalnie sluzaca Nimrodel, i nie mogla opuscic Srodziemia zanim nie uczynil tego Amroth. Byc moze dolaczyla do grupy Elfow ktora zbudowala statek w poblizu Belfalasu kilka lat po smierci Amrotha.

W Czwartej Erze Lesne Elfy z Lorien podazyly za Kelebornem za Anduine aby zalozyc krolestwo Lorien Wschodniego. Z "Opowiesci o Aragornie i Arwenie" wynika ze czesc Elfow pozostala w Lorien, ale nie wystarczylo to do utrzymania starego krolestwa.

Thranduil, krol Polnocnej Mrocznej Puszczy, zezwolil swojemu synowi Legolasowi na przeniesienie sie z czescia swego ludu na poludnie do Ithilien. Gondor cieszyl sie w ten sposob odnowionymi wplywami Elfow przez co najmniej kilka stuleci, niepodobna bowiem aby lud Legolasa poplynal razem z nim za Morze.

Lesne Elfy uczestniczyly we wszystkich wazniejszych wojnach Drugiej i Trzeciej Ery. Pomagaly Elfom z Eregionu w Wojnie Elfow i Saurona, i maszerowaly razem z Gil-Galadem w Wojnie Ostatniego Sojuszu Elfow i Ludzi. Elrond wzywal na pomoc Elfy z Lorien co najmniej dwa lub moze trzy razy w wojnach z Angmarem, a Thranduil walczyl w Bitwie Pieciu Armii.

Rowniez Sauron przeprowadzil ataki na Lorien i krolestwo Thranduila tuz przed i w trakcie Wojny o Pierscien. Ostatecznie, Thranduil i Keleborn odniesli zwyciestwo nad armiami Saurona i w pewien sposob Lesne Elfy rozwinely sie w Czwartej Erze jak nigdy dotad, poniewaz z dwoch swoich siedlisk uczynily cztery i cieszyly sie odnowiona przyjaznia z ludzmi; Thranduil byl w sojuszu z ludzmi z Dale, a Legolas z Gondorczykami.

  Dlaczego bandyci napadają na banki?
Dlaczego bandyci napadają na banki?

Dlaczego bandyci napadają na banki? Bo wydaje się im, że tam są pieniądze. I rzeczywiście są – jednak nie tak wiele, jak sądzą. Poza tym banki nauczyły się bronić.

Nerwowo zamykam za sobą drzwi do mini-oddziału na moim osiedlu. Rozglądam się dyskretnie. Nieruchome oko kamery „patrzy” gdzieś w bok. Dwaj kasjerzy zajęci rozmową z klientami nie zwracają na mnie najmniejszej uwagi. Ochrony nie widać. Nie ma kolejki. Przez matową szklaną szybę, zaklejoną dodatkowo wielkoformatowymi reklamami kredytu hipotecznego, widać naprawdę niewiele. W jednym momencie podejmuję decyzję: ten bank się nadaje. Wkładam kominiarkę i krzyczę: „To jest napad!”

To oczywiście żart. Nie zamierzam powiększać policyjnych statystyk, do banku chodzę bez kominiarki, zaś gotówkę wyciągam za pomocą karty bankowej, a nie „przedmiotu przypominającego broń”. Żart ma zachęcić do zadania sobie pytania, czy łatwo jest obrabować bank? Odpowiedź, niestety, może być tylko jedna: tak, łatwo. Tylko, po co?
Im dalej od wielkomiejskich aglomeracji i oddziałów dużych banków, tym dostęp do szybkiej, choć nielegalnej gotówki wydaje się łatwiejszy. To niestety prawda. Napada się zwykle na filie banków (słabiej zabezpieczone i chronione niż te w dużych miastach) oraz banki spółdzielcze zlokalizowane na obrzeżach miast lub w małych miejscowościach. W przeciwieństwie jednak do napadów, jakie znamy z westernów albo z czasów filmowego kasiarza Kwinto ze znakomitego „Vabanku”, w dzisiejszych bankach po prostu nie ma większej gotówki. Jeśli więc ktoś myśli, że po skoku obłowi się i zacznie opływać w luksusy, grubo się myli. Więc po co to robić? W dzisiejszych czasach to amatorszczyzna. „Grube ryby” nigdy na taki numer nie pójdą.

Jak powszechnie wiadomo, jeśli tylko istnieje ryzyko, że technika może obrócić się przeciwko człowiekowi, to na pewno tak się stanie. Nietrudno raczej przewidzieć reakcję napastnika uwięzionego wewnątrz obiektu dzięki zmyślnemu systemowi automatycznie zamykających się „śluz” (system umożliwiający otworzenie kolejnych drzwi dopiero po zamknięciu się poprzednich). Cóż z tego, że bandyta nie wyjdzie na zewnątrz? Uruchomiony alarm i zablokowane drzwi sprawiają, że w pułapce znajdą się wraz z nim także pracownicy i klienci. A jeśli wpadnie w szał i zacznie strzelać? Koszty strat – o ile sprawa przybierze taki obrót (zabici i ranni, milionowe odszkodowania itd.), mogą być o niebo wyższe niż wartość zrabowanych pieniędzy (i tak przecież ubezpieczonych).

System śluz ma jeszcze inną wadę, widoczną przede wszystkim w warunkach „pokojowych”: znacznie wydłuża obsługę klientów. Podobnie z wszelkimi urządzeniami spowalniającymi wydawanie gotówki („dyspensery”). Jest to jednak kompromis, na który my jako klienci musimy się zgodzić.

Wspomniane na wstępie źle zainstalowane kamery to widok wcale nie tak rzadki. Często są tak wysoko, że po obejrzeniu kasety z nagraniem napadu bardziej widoczny jest… daszek bejsbolówki napastnika niż jego twarz. Być może zainstalowano ją poprawnie, lecz w miarę upływu czasu nastąpiło lekkie przesunięcie i nikt nie zwrócił uwagi, że kamera swym elektronicznym okiem omiata teren, w którym nie ma klientów i w którym nic nigdy się nie zdarzy. Jeszcze do niedawna było tak, że przestępcy po dokonaniu napadu zabierali ze sobą kasetę z nagraniem i… tyle ich widziano. Obecnie dostęp do kasety z nagraniem został utrudniony, a rozwiązaniem idealnym wydaje się mechanizm umożliwiający zdalne monitorowanie placówki, i to w czasie rzeczywistym. Rozwiązania takie są kosztowne, ale skuteczne.

Banki – podobnie jak inne przedsiębiorstwa – tną koszty. Także w dziedzinie zabezpieczeń. To ryzyko jest jednak wliczone w cenę. Tak jak ryzyko kredytowe. A to przecież dla banków nic nowego: od dawien dawna ważą je; wszak pożyczają pieniądze klientom, nie mając nigdy stuprocentowej pewności, że otrzymają je z powrotem.

Grzegorz Gregorczyk

Miesięcznik finansowy BANK

  [Dolny Śląsk] Agroturystyka
W parku krajobrazowym nie wybudujesz wszystkiego

Nowe plany ochrony utrudnią różne inwestycje. Przyrodnicy się cieszą, martwią - żyjący z turystyki.
To już ostatni dzwonek dla właścicieli gospodarstw, którzy chcą rozbudować swoje pensjonaty. Gdy w pięciu dolnośląskich parkach krajobrazowych: Chełmy, Rudawskim, Ślężańskim, Gór Sowich oraz Jezierzycy, wprowadzą plany ochrony, ogromnie trudno będzie rozwijać istniejącą infrastrukturę. To jednak wcale nie cieszy ludzi żyjących z agroturystyki.



- Będę miał kłopoty z rozbudową swojego gospodarstwa - martwi się Zbigniew Maj z Bielic w gminie Stronie Śląskie. Planuje powiększyć dom położony na terenie par-ku krajobrazowego, by przyjąć na wypoczynek więcej osób. - Chciałbym również uruchomić nieczynny wyciąg narciarski i przedłużyć go o 150 metrów - wyjaśnia.
Robert Szmaciński, który prowadzi w Trzcińsku Gościniec Joanna, obawia się, że zaostrzenie przepisów utrudni rozwój gospodarstw agroturystycznych. - A tu trzeba wciąż inwestować - tłumaczy Szmaciński.
- Plany muszą powstać, nasze parki nie są bowiem odpowiednio chronione - podkreśla Leszek Mazur, zastępca dyrektora Dolnośląskiego Zespołu Parków Krajobrazowych.

Barbara i Henryk Przewłoccy z Glinna w Górach Sowich, którzy od wielu lat prowadzą gospodarstwo agroturystyczne, cieszą się, że zdążyli z największymi inwestycjami.
- Mamy duży dom, ogrodzony plac zabaw, idealny dla rodzin - mówi pani Barbara. - Ale inni gospodarze, którzy chcą się teraz rozbudowywać, mogą mieć z tymi surowszymi przepisami utrudnione życie - przypuszcza.
Nowymi zakazami martwią się także zmotoryzowani turyści, gdyż zabroniony zostanie wjazd do parków samochodami, quadami i motorami. W pobliżu nie będzie można rozpoczynać uciążliwych dla środowiska inwestycji. Łowić ryby i polować będzie można jedynie na wyznaczonych obszarach.
Z tych zmian cieszą się natomiast przyrodnicy - ich działania dla ochrony fauny i flory będą miały wreszcie podstawy prawne. A ich koncepcje będą musiały brać pod uwagę gminy przy opracowywaniu swoich planów zagospodarowania przestrzennego.
Sporządzenie nakazała ustawa o ochronie przyrody. Parki miały na to 5 lat. Termin upływa w tym roku. Dolnośląski Zespół Parków Krajobrazowych w ostatniej chwili znalazł pieniądze na sporządzenie planu. Kosztować to będzie 100 tys. złotych i potrwa rok.
Z założeniami do planów ochrony dolnośląskich parków krajobrazowych można się zapoznać do 6 czerwca w siedzibie Dolnośląskiego Zespołu Parków Krajobrazowych we Wrocławiu przy ul. Puszczykowskiej 10.

12 parków

Na terenie Dolnego Śląska znajduje się 12 parków krajobrazowych:
PK Doliny Jezierzycy, PK Doliny Baryczy, PK Doliny Bystrzycy, Ślężański Park Krajobrazowy, Śnieżnicki Park Krajobrazowy, PK Gór Sowich, PK Sudetów Wałbrzyskich, Książański Park Krajobrazowy, Rudawski PK, Park Doliny Bobru, Park Chełmy, Park Przemkowski.
Dolnośląskie parki zajmują łącznie 283 711 hektarów. Zostały utworzone, by chronić cenne środowisko naturalne. Każdy ma wiele uroczych i niepowtarzalnych miejsc.
Mariusz Junik - POLSKA Gazeta Wrocławska

http://dolnyslask.naszemiasto.pl/turystyka/aktualnosci/984346.html

  1
Fajny temat to może też coś napisze o swoich doświadzeniach.
Z rybkami mialem doczynienia od zawsze. Tak sobie kiedyś wymyśliłem, że fajnie było by hodować takie nasze polskie rybki. Wszyscy wokoło mieli jakieś gupiki,mieczyki i inne a mi zawsze podobały się nasze,polskie rybki. Od pomysłu do realizacji długa droga ale wreszcie kiedyś- udało się! Pomysł narodził się jeszcze w szkole podstawowej ale z jego realizacją musiałem poczekać do czasu szkoły średniej. Od mojego pierwszego akwarium aż do teraz z rybek tropikalnych miałem raz 6 gupików (jakieś 2 miesiące i zdechły ) a oprócz tego zawsze znajdzie się w moim akwarium glonojad, albo nawet 4 (ale teraz mam 2). Za to rybek polskich mialem całą masę Pamiętam pierwsze akwarium, czas 2 klasy szkoły średniej i rybki...Te pierwsze to kiełbie, płotka,leszczyk i karasie. W moim małym 20l akwarim życie zawrzało,oj zawrzało...tylko nie tak jak bym chciał... Wszytkie rybki panicznie bały się ruchu i hałasu (wszelkie pukanie w szybkę odpadało ) potrafiły całymi godzinami leżeć na dnie lub w końcie akwarim a pokarm pobierały tylko w porze nocnej albo po długim czasie spokoju. Swobodnie pływajace i barszkujące rybki to nie tu. Nie pamiętam jak długo miałem to akwarium i co stało się z rybkami, ale wniosek był jeden: jeśli chcę mieć kawałek polskiego jeziora w pokoju razem z kawałkiem polskiego ekosystemu to muszę mieć wieksze akwarium. I potem było 60l, a teraz mam 100l i już myśle o większym. Bo tak naprawde jeśli chcemy zapwenić rybkom spokój i swobodę to im większe akwarium tym lepiej,ale mniej niż 100l to raczej odpada.Przez ten 12 letni czas przewineło się jeszcze kilka gatunków; mialem liny,szczupaczka sandacza,okonia (który złapany w sierpniu (2,5cm) razem z kolegą urósł tak,że w maju roku następnego przy dł. 16cm musiałem go wypuścić bo akwarium było dla niego za małe i przez ten okes zjadł wszystkie rybki oprócz jazgarzy i glonojada) leszcze,płocie,jazia,karpia,ciernika,wzdręgę,ukleje i...to chyba wszystkie. Nigdy nie udalo mi się rozmnożyć żadnej rybki,chociaż najbliżej byłem z ciernikami-w maju po wpuszczeniu do akwarim samiec zaczął robić gniazdo po upływie 30min(!) i nastepnego dnia samiczki złożyły jaja. Wszystko pięknie ale w tym akwarium były karasie srebrzyste i po pierwszej nocy w gniazdku nie było ani jednego jaja...Z ciernikami miałem też problem z pożywieniem, jadły tylko pokarm żywy (dafnie) a znimi jak wiadomo jest trochę kłopotu. Wszystkie moje rybki byłu wpuszczane do akwarium jako narybek. I tak po latach chowu mam kilka spostrzeżeń na temat akwarium slodko-zimnowodnego: 1)do chowu wybierajmy tylko te rybki które nie są chronione wymiarami i okresami ochronnymi! 2)pamietajmy że są to ryby dzikie i w celu szbkiego oswojenia najlepiej wpuszczać je jak najmniejsze (najlepiej wylęg podchowany) 3)ryby rosną! wybierajmy tylko te gatunki które osiągają male rozmiary np. kiełb pospolity.Bardzo ładnie płocie,wzdręgi i okonie szybko rosną i nawet 100l akwarium jest w krótkim czasie zamałe 4)Drapieżniki odpadają ze wzgl. na wymiary ochronne i fakt,że szybko przechodzą na dietę rybną co kończy się nie za dobrze dla reszty naszych małych rybek 5)Do naszej krajowej hodowli polecam:ciernika,kiełbia pospollitego (pamietajmy że inne są pod ochroną-w razie wątpliwości nie zabierajmy ich do domu)ukleję i tak ja napisał Corvus czebaczki amurskie i bassy. To chyba wszystki rady jakie w tej chwili pamiętam,jeśli coś przeoczyłem lub ktoś się z czymś nie zgadza to piszczie śmialo! Dodam tylko że to niesamowita frajda obserwować stadko kiełbi jak ustawia się pod prąd wody z filtra i przy okazji żeruje sobie od czasu do czasu Teraz myślę o dużo większym akwarum ale dorosle życie nie sprzyja temu hobby,ciagle tylko praca,szkoła i jakieś wyjazdy. Ech cięzko jest ale trzeba sobie jakoś radzić...Pozdrawiam wszystkich i czekam na inne fajne opisy.

  Szykuje się nowa wojna o dorsza
Wielkie dorszowe oszustwo Maciej Sandecki, Gdańsk 2006-05-04, ostatnia aktualizacja 2006-05-04 20:39 Limity połowowe na dorsza to fikcja. Nikt ich nie przestrzega, a polski rząd i Komisja Europejska przymykają oko. Fot. Damian Kramski / AG ZOBACZ TAKŻE Powstanie "morskiego" resortu przesądzone (02-05-06, 15:09) - Wszyscy polscy rybacy łowią więcej, niż im pozwalają limity połowowe narzucone przez Komisję Europejską, bo gdyby się do nich stosowali, umarliby z głodu - mówi Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich. 80 proc. dochodów polskich rybaków pochodzi z połowu dorszy. W 2004 r. Polska dostała z Komisji Europejskiej limit na połów tej ryby - 16 tys. ton rocznie. Jednocześnie w tym samym roku wyeksportowaliśmy 52 tys. ton przetworów z dorsza, co oznacza, że wyłowiono 70-100 tys. ton ryb. Były minister rolnictwa Józef Pilarczyk podczas ubiegłorocznego posiedzenia senackiej komisji Unii Europejskiej przyznał: - W Polsce, jaki i w innych krajach leżących nad Bałtykiem, funkcjonuje szara strefa. Jak to działa Polski rybak, wypływając w morze, bierze na pokład tzw. dziennik połowów. Po powrocie do portu musi od razu wpisać do niego, ile dorsza złowił. - Wszyscy oszukują - mówi Hałubek. - Pod pokładem mają przykładowo trzy tony ryby, ale do dziennika wpisują tylko jedną. Na brzegu czeka już odbiorca z dostawczym samochodem. Ładują cały towar, wypisują fakturę, normalnie na trzy tony, a szyper dostaje pieniądze do ręki - ok. 5,5 tys. zł za tonę. Dziennik połowów to zasłona dymna na wypadek, gdyby w porcie czekał inspektor straży rybackiej. Tyle że nie czeka. - Nikt się do limitów nie stosuje, więc kontrolerzy też to sobie już odpuścili - mówi Hałubek. - Jeszcze kilka lat temu kontrolowali te limity. Szły łapówki. Teraz już tego nie ma, bo wszystkich polskich rybaków musieliby postawić przed sądem, a żadna władza nie chce mieć na głowie takiego problemu. Teoretycznie za lewe połowy inspektorzy straży rybackiej mogą nałożyć na rybaka nawet 110 tys. zł kary. O tym, że kary zostały na kogokolwiek nałożone, nie słyszano w żadnym z rybackich związków. Po prostu ich nie było. Potrzeba nowych limitów Handel dorszem to ogromny biznes, według nieoficjalnych szacunków Stowarzyszenia Przetwórców Ryb wart miliard złotych rocznie. W ministerstwie rolnictwa zarejestrowanych jest około 500 tzw. punktów pierwszej sprzedaży ryb. To małe firmy, które zajmują się odbieraniem ryb od rybaków prosto z kutra i dostarczaniem ich do przetwórni. Około 80 proc. dorszy, które wożą, złowiono nielegalnie. - Ryba nie ma wypisane na czole, czy pochodzi z limitu, czy nie, ale faktycznie jest to zbiorowe oszustwo - przyznaje Jerzy Safader, prezes Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, jednocześnie właściciel przetwórni. - Limity połowowe to lipa. Wszyscy się nawzajem oszukujemy i zarazem ośmieszamy. Już najwyższy czas, żeby ujawnić rzeczywiste połowy. Ani my, ani rybacy nie chcemy gwałcić unijnych przepisów, tyle że zaniżone limity nas do tego zmuszają. Trzeba określić nowe. Oprócz 500 małych prywatnych punktów pierwszej sprzedaży ryb na polskim Wybrzeżu funkcjonuje od niedawna pięć dużych państwowych punktów. Największym z nich jest Aukcja Rybna w Ustce. Jak i cztery pozostałe, powstała za pieniądze z unijnego programu PHARE. - To paranoja: Unia dała pieniądze na uruchomienie nowoczesnych punktów sprzedaży, a jednocześnie z powodu niskich limitów punkty nie są rentowne - mówi Michał Wawryn, prezes Aukcji Rybnej. - Możemy przyjmować tylko ryby legalnie złowione, a to ciągnie nas w dół. Wawryn pół żartem, pół serio rzuca pomysł, jak rozwiązać problem: - Niech przez państwowe punkty przechodzi ryba legalna, a przez prywatne ta nieraportowana. Dla prywatnych firm ryby z limitu to niewielki procent zysków, a dla nas być albo nie być. - To kpina, w ten sposób podzielilibyśmy odbiorców ryb na tych dobrych i tych, co kradną, nikt na to nie pójdzie - odpowiada Jerzy Safader. - Problem aukcji w Ustce polega na tym, że jest ona za duża. Zbudowano molocha, który, nawet biorąc całą legalną rybę, nie wyjdzie na swoje. - Komisja Europejska doskonale zdaje sobie sprawę, że kwoty dorsza są przeławiane na dużą skalę - mówi Zbigniew Karnicki, wicedyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. - Komisja nie ma jednak instrumentów, aby zmusić państwa nadbałtyckie do ścisłego kontrolowania połowów limitowanych. Zgłosiliśmy pomysł na rozwiązanie problemu: znacznie zwiększyć limity połowowe na dorsza, a jednocześnie wydłużyć okresy ochronne. Rybacy będą mogli legalnie łowić więcej, a jednocześnie stado będzie lepiej chronione, bo będą rzadziej wypływać w morze. Nie tylko Polacy kombinują Dorszowe limity przekraczają nie tylko polscy rybacy. Według oficjalnych danych szwedzkiego urzędu ds. rybołówstwa, ich flota rybacka składa się z 1852 jednostek. Limit połowowy na dorsza, który w przypadku Szwecji jest niemal identyczny jak polski, dzielony jest między 531 kutrów. Co robi pozostałe 1300 szwedzkich załóg? Oficjalnie stoją w porcie i nie wypływają w morze. - Doskonale wiemy, że tak nie jest, mamy stały kontakt ze szwedzkimi rybakami - mówi Grzegorz Hałubek. - Wszystkie ich kutry pływają i łowią. Te 531 jednostek dzieli między siebie cały limit, a pozostali mogą łowić, ile chcą - bo nikt ich nie kontroluje. Działają w całkowicie szarej strefie, nie prowadzą żadnych raportów. Nominalnie stoją w porcie. - W każdym nadbałtyckim kraju dorszowe limity są przekraczane, najwięcej rzeczywiście w Polsce i Szwecji - przyznaje Zbigniew Karnicki. - Zupełnie nie wiadomo, jak sprawa wygląda w Rosji. Unia Europejska negocjuje z nią właśnie limity połowowe. Jak zwiększyć limity Niskie limity na dorsza wynikają z konieczności ochrony gatunku. Organizacje ekologiczne od lat alarmują Komisję Europejską, że populacja dorsza na Bałtyku się zmniejsza z powodu intensywnej eksploatacji. - To nieprawda, my, rybacy, najlepiej wiemy, że ryby jest sporo - mówi Hałubek. Rzeczywiście: oficjalne dokumenty Unii Europejskiej mówią , że zasoby dorsza na Bałtyku systematycznie rosną. - To dlatego, że świadomość rybaków znacznie się w ostatnich lata zwiększyła - nie wyławiamy narybku, tylko dojrzałe sztuki. Inaczej niż duże jednostki wypływające na połowy przemysłowe, tak zwani paszownicy - mówi Hałubek. - To oni sieją na Bałtyku prawdziwe spustoszenie. Przemysłowych połowów paszowych na Bałtyku dokonują głównie Duńczycy i Szwedzi. Ogromnymi sieciami o bardzo drobnych oczkach wyławiają wszystko jak leci, od dna po powierzchnię morza. - Paszownicy łowią szprota i śledzia, ale przy takiej metodzie połowów w ich sieci wpada też bardzo dużo młodego dorsza - przyznaje Karnicki. - Gdyby zakazać tego typu połowów, można by spokojnie podnieść limity dla kutrów łowiących dorosłe dorsze. Polska już kilkakrotnie podnosiła na posiedzeniach Komisji Europejskiej problem połowów przemysłowych, domagając się zakazu. Nasze propozycje jednak zbojkotowali Szwedzi i Duńczycy. ŹRÓDŁO: Źródło: Gazeta Wyborcza

  Od 22 maja wchodzi czasowy zakaz połowu dorsza
Karnicki i Borg wszystko wiedzieli!

Wielkie dorszowe oszustwo Maciej Sandecki, Gdańsk 2006-05-04, ostatnia aktualizacja 2006-05-04 20:39 Limity połowowe na dorsza to fikcja. Nikt ich nie przestrzega, a polski rząd i Komisja Europejska przymykają oko. Fot. Damian Kramski / AG ZOBACZ TAKŻE Powstanie "morskiego" resortu przesądzone (02-05-06, 15:09) - Wszyscy polscy rybacy łowią więcej, niż im pozwalają limity połowowe narzucone przez Komisję Europejską, bo gdyby się do nich stosowali, umarliby z głodu - mówi Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich. 80 proc. dochodów polskich rybaków pochodzi z połowu dorszy. W 2004 r. Polska dostała z Komisji Europejskiej limit na połów tej ryby - 16 tys. ton rocznie. Jednocześnie w tym samym roku wyeksportowaliśmy 52 tys. ton przetworów z dorsza, co oznacza, że wyłowiono 70-100 tys. ton ryb. Były minister rolnictwa Józef Pilarczyk podczas ubiegłorocznego posiedzenia senackiej komisji Unii Europejskiej przyznał: - W Polsce, jaki i w innych krajach leżących nad Bałtykiem, funkcjonuje szara strefa. Jak to działa Polski rybak, wypływając w morze, bierze na pokład tzw. dziennik połowów. Po powrocie do portu musi od razu wpisać do niego, ile dorsza złowił. - Wszyscy oszukują - mówi Hałubek. - Pod pokładem mają przykładowo trzy tony ryby, ale do dziennika wpisują tylko jedną. Na brzegu czeka już odbiorca z dostawczym samochodem. Ładują cały towar, wypisują fakturę, normalnie na trzy tony, a szyper dostaje pieniądze do ręki - ok. 5,5 tys. zł za tonę. Dziennik połowów to zasłona dymna na wypadek, gdyby w porcie czekał inspektor straży rybackiej. Tyle że nie czeka. - Nikt się do limitów nie stosuje, więc kontrolerzy też to sobie już odpuścili - mówi Hałubek. - Jeszcze kilka lat temu kontrolowali te limity. Szły łapówki. Teraz już tego nie ma, bo wszystkich polskich rybaków musieliby postawić przed sądem, a żadna władza nie chce mieć na głowie takiego problemu. Teoretycznie za lewe połowy inspektorzy straży rybackiej mogą nałożyć na rybaka nawet 110 tys. zł kary. O tym, że kary zostały na kogokolwiek nałożone, nie słyszano w żadnym z rybackich związków. Po prostu ich nie było. Potrzeba nowych limitów Handel dorszem to ogromny biznes, według nieoficjalnych szacunków Stowarzyszenia Przetwórców Ryb wart miliard złotych rocznie. W ministerstwie rolnictwa zarejestrowanych jest około 500 tzw. punktów pierwszej sprzedaży ryb. To małe firmy, które zajmują się odbieraniem ryb od rybaków prosto z kutra i dostarczaniem ich do przetwórni. Około 80 proc. dorszy, które wożą, złowiono nielegalnie. - Ryba nie ma wypisane na czole, czy pochodzi z limitu, czy nie, ale faktycznie jest to zbiorowe oszustwo - przyznaje Jerzy Safader, prezes Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, jednocześnie właściciel przetwórni. - Limity połowowe to lipa. Wszyscy się nawzajem oszukujemy i zarazem ośmieszamy. Już najwyższy czas, żeby ujawnić rzeczywiste połowy. Ani my, ani rybacy nie chcemy gwałcić unijnych przepisów, tyle że zaniżone limity nas do tego zmuszają. Trzeba określić nowe. Oprócz 500 małych prywatnych punktów pierwszej sprzedaży ryb na polskim Wybrzeżu funkcjonuje od niedawna pięć dużych państwowych punktów. Największym z nich jest Aukcja Rybna w Ustce. Jak i cztery pozostałe, powstała za pieniądze z unijnego programu PHARE. - To paranoja: Unia dała pieniądze na uruchomienie nowoczesnych punktów sprzedaży, a jednocześnie z powodu niskich limitów punkty nie są rentowne - mówi Michał Wawryn, prezes Aukcji Rybnej. - Możemy przyjmować tylko ryby legalnie złowione, a to ciągnie nas w dół. Wawryn pół żartem, pół serio rzuca pomysł, jak rozwiązać problem: - Niech przez państwowe punkty przechodzi ryba legalna, a przez prywatne ta nieraportowana. Dla prywatnych firm ryby z limitu to niewielki procent zysków, a dla nas być albo nie być. - To kpina, w ten sposób podzielilibyśmy odbiorców ryb na tych dobrych i tych, co kradną, nikt na to nie pójdzie - odpowiada Jerzy Safader. - Problem aukcji w Ustce polega na tym, że jest ona za duża. Zbudowano molocha, który, nawet biorąc całą legalną rybę, nie wyjdzie na swoje. - Komisja Europejska doskonale zdaje sobie sprawę, że kwoty dorsza są przeławiane na dużą skalę - mówi Zbigniew Karnicki, wicedyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. - Komisja nie ma jednak instrumentów, aby zmusić państwa nadbałtyckie do ścisłego kontrolowania połowów limitowanych. Zgłosiliśmy pomysł na rozwiązanie problemu: znacznie zwiększyć limity połowowe na dorsza, a jednocześnie wydłużyć okresy ochronne. Rybacy będą mogli legalnie łowić więcej, a jednocześnie stado będzie lepiej chronione, bo będą rzadziej wypływać w morze. Nie tylko Polacy kombinują Dorszowe limity przekraczają nie tylko polscy rybacy. Według oficjalnych danych szwedzkiego urzędu ds. rybołówstwa, ich flota rybacka składa się z 1852 jednostek. Limit połowowy na dorsza, który w przypadku Szwecji jest niemal identyczny jak polski, dzielony jest między 531 kutrów. Co robi pozostałe 1300 szwedzkich załóg? Oficjalnie stoją w porcie i nie wypływają w morze. - Doskonale wiemy, że tak nie jest, mamy stały kontakt ze szwedzkimi rybakami - mówi Grzegorz Hałubek. - Wszystkie ich kutry pływają i łowią. Te 531 jednostek dzieli między siebie cały limit, a pozostali mogą łowić, ile chcą - bo nikt ich nie kontroluje. Działają w całkowicie szarej strefie, nie prowadzą żadnych raportów. Nominalnie stoją w porcie. - W każdym nadbałtyckim kraju dorszowe limity są przekraczane, najwięcej rzeczywiście w Polsce i Szwecji - przyznaje Zbigniew Karnicki. - Zupełnie nie wiadomo, jak sprawa wygląda w Rosji. Unia Europejska negocjuje z nią właśnie limity połowowe. Jak zwiększyć limity Niskie limity na dorsza wynikają z konieczności ochrony gatunku. Organizacje ekologiczne od lat alarmują Komisję Europejską, że populacja dorsza na Bałtyku się zmniejsza z powodu intensywnej eksploatacji. - To nieprawda, my, rybacy, najlepiej wiemy, że ryby jest sporo - mówi Hałubek. Rzeczywiście: oficjalne dokumenty Unii Europejskiej mówią , że zasoby dorsza na Bałtyku systematycznie rosną. - To dlatego, że świadomość rybaków znacznie się w ostatnich lata zwiększyła - nie wyławiamy narybku, tylko dojrzałe sztuki. Inaczej niż duże jednostki wypływające na połowy przemysłowe, tak zwani paszownicy - mówi Hałubek. - To oni sieją na Bałtyku prawdziwe spustoszenie. Przemysłowych połowów paszowych na Bałtyku dokonują głównie Duńczycy i Szwedzi. Ogromnymi sieciami o bardzo drobnych oczkach wyławiają wszystko jak leci, od dna po powierzchnię morza. - Paszownicy łowią szprota i śledzia, ale przy takiej metodzie połowów w ich sieci wpada też bardzo dużo młodego dorsza - przyznaje Karnicki. - Gdyby zakazać tego typu połowów, można by spokojnie podnieść limity dla kutrów łowiących dorosłe dorsze. Polska już kilkakrotnie podnosiła na posiedzeniach Komisji Europejskiej problem połowów przemysłowych, domagając się zakazu. Nasze propozycje jednak zbojkotowali Szwedzi i Duńczycy. ŹRÓDŁO: Źródło: Gazeta Wyborcza

  [ISO] Gry na konsole nowsze i najnowsze
Hitman: Contracts (XBOX)



Po uratowaniu swego przyjaciela Ojca Vittorio („Hitman 2: Silent Assassin”) i powrocie do klasztoru na Sycylii, Agent 47 długo nie zagrzał tam miejsca. Pewnego dnia po prostu zniknął i odtąd słuch po nim zaginął. Czyżby wrócił do zawodu? Gracz może się tego domyśleć, odnajdując 47 w podrzędnym paryskim hoteliku, ze świeżą rana postrzałową w ciele. Ubytek krwi, ból i zmęczenie spowodowały częściową utratę świadomości, mózg rannego zaczął generować różne obrazy, miejsca, w których był, postacie, które zabił itd.

W ta halucynogenna atmosferę wplątany zostaje gracz i jego zadaniem jest wziąć udział w 12 misjach, o których ranny agent przypomniał sobie leżąc w malignie. „Hitman 3: Contracts” to trzecia już odsłona przygód zawodowego zabójcy, pracującego dla tajemniczej agencji. Tak jak w poprzednich częściach, gracz wykonuje zlecenia w różnych częściach świata, polegające głównie na eliminacji niebezpiecznych przestępców. Do odwiedzenia są: rumuńska rzeźnia, rotterdamskie doki, syberyjski port lodzi podwodnych, angielski dwór, budapeszteński hotel, restauracja w Hong-Kongu oraz inne, równie egzotyczne miejsca. Główny, zakontraktowany cel jest najczęściej silnie chroniony przez ochroniarzy i technikę, dlatego ważne jest wcześniejsze zaplanowanie własnych poczynań. Na mapie taktycznej gracz dokładnie zapoznaje się z ukształtowaniem terenu, rozmieszczeniem budynków, pomieszczeń i sprzętów. Należy zaplanować nie tylko drogę dotarcia do celu, ale także ucieczki. Jako ze przeciwników jest wielu, największe szanse na wykonanie zadania są wtedy, gdy większą część drogi 47 pokonuje niezauważony. Zakradanie się za plecy przeciwnika, atak z zaskoczenia, nagle pojawianie się i znikanie – to druga natura zawodowego zabójcy. Istotnym jest fakt, ze nie każdy napotkany człowiek to wróg, niektórzy są pomocni lub wręcz konieczni (za sprawa informacji od nich uzyskanych) do ukończenia misji. Tych, z którymi nie warto się patyczkować, można likwidować za pomocą różnorodnego, czasami bardzo przemyślnego arsenału. Do wyboru są: pistolety, karabiny maszynowe i snajperskie, UZI z tłumikiem, mini działko, paralizator, obrzyn, a także niezawodna linka do duszenia. Można również wykorzystać w walce elementy otoczenia: haki rzeźnickie, kije bilardowe, poduszki, łopaty, miecze itd. Warto zaznaczyć, ze nawet nieuzbrojony Agent 47 jest samodzielna maszyna do zabijania, nieobce mu są umiejętności duszenia czy topienia przeciwnika. Jako ze jest kilka dróg i sposobów wykonania misji, w zależności od sposobu ich zaliczenia gracz zostaje oceniany i sklasyfikowany w rankingu zabójców. Gra korzysta ze zmodyfikowanego silnika graficznego „Glacier”, dzięki czemu jest czterokrotnie szybsza niż „Hitman 2: Silent Assassin”. Przyciągają wzrok efekty graficzne: zmienna pogoda, ślady pocisków na ścianach, zniszczenia po eksplozjach, efektownie tryskająca krew itp. W zależności od upodobań gracz może przełączać się miedzy widokami z perspektywy pierwszej lub trzeciej osoby. Autorem ścieżki dźwiękowej jest (podobnie jak w poprzednich częściach gry) Jesper Kyd, a muzyka została zapisana w systemie Dolby Pro Logic 2. Gra ze względu na brutalne sceny przemocy przeznaczona jest dla starszych graczy.



Hitman 2: Silent Assassin (XBOX)



Stary slogan mówi, że ucieczka przed przeznaczeniem jest niemożliwa. Przekonał się o tym Agent 47, były płatny zabójca, który bardzo chciał zerwać z przeszłością, zaszywając się w sycylijskim klasztorze. Niestety, odnaleziony przez rosyjskiego handlarza broni, groźbą i szantażem został zmuszony do powrotu do zawodu.

Gracz wcielając się w skórę nieszczęsnego zabójcy, ma do wykonania 21 misji w różnych częściach świata (Sycylia, Indie, Japonia, St. Petersburg, Malezja i inne). Każde zadanie łączy się najczęściej będzie z czyimś zgonem, a od gracza zależy, by to nie był jego zgon. Likwidacja „celów” nie jest łatwa, nie są to mało znaczarce plotki, ale grube ryby, prawie zawsze chronione przez potężne mury i uzbrojonych po żeby strażników. Aby wypełnić kontrakt, każdą akcję należy bardzo dokładnie zaplanować. Drobiazgowe rozpoznanie terenu, poznanie zwyczajów, słabych stron nieprzyjaciół, a nawet zaplanowanie drogi ucieczki – oto chleb powszedni szanującego się zabójcy. Pomocna w przeprowadzaniu rekonesansów jest możliwość przełączania się między widokami z perspektywy pierwszej i trzeciej osoby. Takie działania jak pozostanie niewidzialnym do ostatniej chwili, atak z zaskoczenia, a następnie rozpłyniecie się we mgle gwarantują sukces. Hałaśliwe zachowanie to najczęściej gwarancją błyskawicznego zarobienia kulki, a zdrowie głównego bohatera jest wyjątkowo słabe – jeden strzał i koniec zabawy. Na szczęście arsenał, którym gracz dysponuje, jest wyjątkowo bogaty: karabinki snajperskie (idealne do „sprzątania” na odległość), pistolety, strzelby, granaty, kusze, noże, a nawet waciki nasączone chloroformem i linki do duszenia. Uszkodzonych strażników zabójca transportuje w ustronne miejsce, by ich ciała nie zaalarmowały niepożądanych osób i tym samym nie zniszczyły misternie uknutego planu. Grafika i animacja w grze wykorzystuje silnik zwany Glacier, dzięki któremu można przestrzeliwać okna, drzwi i inne „miękkie” przeszkody, oblicza również w czasie rzeczywistym dynamikę upadających ciał i przedmiotów. Ścieżka dźwiękowa została skomponowana przez Jespera Kyda (autora muzyki do takich gier jak „Messiah”, „MDK2” czy „Hitman: Codename 47”) i odgrywana jest przez budapeszteńską orkiestrę symfoniczna. Ze względu na długi czas wykonywania poszczególnych misji, autorzy umożliwili zapisywanie stanu gry w ich trakcie. Gra ze względu na drastyczne sceny przemocy przeznaczona jest dla starszych graczy.



P.S. niestety nie wiem czy te gry są w wersji PAL